Czytasz wiadomości znalezione dla zapytania: Szlak Puszczy Wkrzańskiej

Marsz po puszczy Wkrzańskiej

Marsz biegnie wytyczonymi szlakami, nie ma żadnych bagien, krzaków i biegów na orientację. Jedyną przeszkodą są pagórki, dystans i tandetne oznakowanie szlaków w Szczecinie. Ale gwarantuję że podobne dystansy już pokonywaliśmy i da radę. Zwłaszca że Wkrzańska puszcza jest bardziej płaska niż Bukowa. Co do butów -> ja idę w wojskowych i mundurze z zasady (np. zdarzy się czasem pogubić i ostatnio trzeba było polem drałować) ale spokojnie można iść w sportowym albo trekkingowym obuwiu.

 » 

Szczecin

Trochę z innej beczki: ja jak dotąd ograniczałem się do biegania po Lasku Arkońskim i Głębokim, ale podobno... można biegać dalej!!!
Stąd moje pytanie: biegaliście w okolicy Gubałówki? Podobno to jest bardzo fajny teren do biegania. Był tam ktoś kiedyś?
Ostatnio znalazłem też w internecie mapkę ze szlakami pieszymi w Puszczy Wkrzańskiej (trasy aż pod Police). Mam ogromną nadzieję, że w tym roku uda mi się zwiedzić trochę okolicy podczas WB

Szczecin

Fenix napisał(a): wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje iż może wezme udział w tym biegu
http://www.karpacz.pl/index.php?p=imprezy&id=868

moze byc niezła zabawa
a że kocham podbiegi
bieg stworzony dla mnie


Mi też bieganie po górkach zdecydowanie bardziej odpowiada od udeptywania asfaltu. Dlatego tak lubię GP w Puszczy Bukowej.
Szkoda, że mamy tak daleko w góry.
Zresztą będę w tym roku w Karkonoszach, ale na początku sierpnia.
Będzie okazja potrenować siłę...

Byłem wczoraj w Policach i pobiegałem sobie lekko z braciszkiem po górkach w Puszczy Wkrzańskiej (czerwonym szlakiem )podbiegi jak na Golęcinie
Pozdrawiam
PS
W sobotę pracuję, ale po pracy lecę letką10 plus przebieżki.

[Powiat policki] Ciekawe miejsca w okolicy

Pewnie chodzi o "wąwozy" po lewej stronie drogi zaraz za Mścięcinem w stronę Szczecina - "droga pod górę" przed Przęsocinem.

Ludzie, ruszcie tyłki z domów! Zabierzcie swoje pieski na spacer, wsiadajcie na rowery. Mieszkamy w centrum Puszczy Wkrzańskiej! Jest wiele pięknych miejsc ukrytych w lesie. Bukowe lasy (dla mnie najbardziej klimatyczne ), wąwozy wyżłobione przez małe strumyki, wiele ukrytych "jeziorek".
Niestety jak na 40 tys. miasto, w lesie można spotkać bardzo mało spacerowiczów. Niedziela, piękne słoneczne popołudnie, a w pobliskich lasach pustki...
Za to w tym samym czasie pewnie w Galaxy palca nie wciśniesz...

Ogólnie polecam czerwony szlak "Ścieżkami Dzików".
Tutaj próbka znaleziona w sieci (nie oddająca niestety rzeczywistych wrażeń ):
http://polecam.org/okolic...11.1/index.html

 » 

Rajd Ekstremalno Przygodowy Trzech Orłów w Szczecinie

Rajd Ekstremalno Przygodowy Trzech Orłów w Szczecinie i okolicy w dniach 11-12.08.2007r.
Nasze forum na stronie nie działa i wychodząc z założenia, że lepiej późno niż wcale zapraszam na www.rajd3orlow.szn.pl (www.extremalnasobota.info/ to też my).
Tak skrótowo to rajd odbywa się:
w ciągu 24 godzin z przedłużeniem do 30 :
140 km - rowerem
60 km - pieszo
20 km - kajakiem
1 km - wpław
oraz odcinki i zadania specjalne

Start honorowy przy Pomniku Czynu Polaków (Trzech Orłów), przejazd nad Jez. Głębokie i tam start ostry (bieg dookoła jeziora - 5,6 km, pływanie i rower). Trasa wiedzie przez ciekawe zakątki krajoznawcze i wypoczynkowe :

Ponad 10 szlaków turystycznych w okolicach Szczecina i ścieżkami rowerowymi na terenie Niemiec. Po drodze kilka akwenów wodnych : Odra Zach. i Wsch., Jez. Wełtyń, Jez. Miedwie, rz. Płonia, Kąpielisko Dziewoklicz i Zieleniewo. Ponadto Puszcza Bukowa, Wkrzańska i Goleniowska, rezerwat przyrody, Park Krajobrazowy Doliny Dolnej Odry.

Dodatkowo na trasie rajdu będą do pokonania odcinki i zadania specjalne, typu : „przenioski” kajaków, pokonywanie bagna, przejście mostem linowym, wspinanie i zjazd na linie (nie potrzebne umiejętności ani sprzęt wspinaczkowy, zapewniamy asekurację), marsz na orientację, pływanie łódką i deską bez żagla, nurkowanie na głęb. 2 m (jedna osoba z drużyny), strzelanie z wiatrówki.

Możecie nam zaufać, że zastosujemy wszelkie możliwe sposoby aby rajd był szczególnie ciężki i ekstremalny J J J. W nocy trasa piesza wiedzie głównie przez Puszczę Bukową. Inne szczegóły pozostają tajemnicą.

Teren płaski i pagórkowaty, drogi różnego typu : ścieżki leśne, polne, bruk, asfalt.

Meta na Stadionie Arkonii. Łączna długość trasy ponad 220 km (dokładnie podamy na stronie www.rajd3orlow.szn.pl). Limit czasowy na pokonanie trasy 24 godzin - klasa mistrzowska i przedłużenie do 30 godzin - dla tych co utkną na trasie.

Spanie darmowe na sali gimnastycznej na matach.

Proszę polecajcie stronkę zainteresowanym, bo późno zaczęliśmy i czas nagli.

Przychodzi Baba do lekarza...

1 maja, puszcza wkrzańska, drzewo na szlaku, zjazd, ok. 40 na godz., złamany obojczyk. Szlag mnie trafia.

[pr] Szynobusem do Trzebieży ?

Być może już w przyszłym sezonie do Trzebieży będzie można jeździć
szynobusem. Reaktywacją połączenia zainteresowani są marszałek województwa i
burmistrz Polic.

PKP i PKS nie obsługują linii pasażerskich w gminie Police. Połączenia
zlikwidowano przed wielu laty. Komunikację zapewniają jedynie autobusy
Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (linie: 101, 102,
103, 106, 107, 111, F, nocne oraz połączenia samorządowe Police-Trzebież,
Police-Tanowo-Tatynia-Wieńkowo-Trzebież.

- Obecna sieć komunikacji nie jest wystarczająca - przyznaje Władysław
Diakun, burmistrz Polic. - Co roku mieszkańcy wnioskują do nas o
przedłużenie linii ze Szczecina do Trzebieży. Obecnie bowiem autobusy linii
101 jeżdżą ze Szczecina do Jasienicy - dzielnicy Polic. Dalej do Trzebieży
trzeba już jechać "samorządówką". Nie możemy jednak uruchomić bezpośredniego
połączenia ze Szczecina do Trzebieży, gdyż to się nie kalkuluje. Cena biletu
za taki przejazd byłaby wyższa od łącznej ceny biletów linii 101 i
samorządowej.

Szynobus? Czemu nie!

W długofalowej strategii regionalnego transportu publicznego marszałek
województwa uwzględnił przywrócenie połączenia kolejowego między Szczecinem
i Trzebieżą. Zdaniem wicemarszałka Henryka Rupnika trasę mogłyby obsługiwać
autobusy szynowe.

Gmina jest bardzo zainteresowana pomysłem.

- Szynobusy z pewnością ułatwiłyby dojazd pracowników do Zakładów
Chemicznych POLICE, Zakładu Produkcji Gazów Technicznych MESSER, fabryki
cukierków DOBOSZ w Trzebieży - wylicza Diakun. - Z połączenia mogliby
korzystać też uczniowie i studenci dojeżdżający do szczecińskich szkół i
uczelni.

W tej chwili modernizowane są tory na trasie Szczecin-Trzebież. Jest wielce
prawdopodobne, że szynobus zacznie kursować już w przyszłym roku.

Dla turystów

Trzebież w ostatnim czasie zaczęła się prężnie rozwijać. Znajdująca się tu
fabryka cukierków, to przecież po POLICACH drugi co do wielkości zakład
pracy w gminie. DOBOSZ zatrudnia około 500 pracowników.

Gmina inwestuje też w osadę jako miejsce relaksu, wypoczynku nad Zalewem, w
lasach Puszczy Wkrzańskiej. Coraz chętniej przyjeżdżają tu mieszkańcy
Szczecina, turyści z głębi kraju i Niemiec. Uruchomiony w tym sezonie
kompleks plażowo-rekreacyjny w Trzebieży podczas upałów przeżywał prawdziwe
oblężenie.
Jakub Matura, pasjonujący się historią ziemi polickiej jest przekonany, że
dobre skomunikowanie gminy ze Szczecinem wywoła efekt domina.

- Stworzy szansę na powstanie szlaku wojennych tajemnic Szczecina, w którym
zwiedzanie podziemi Dworca Głównego można skomunikować ze zwiedzaniem starej
fabryki benzyny syntetycznej w Policach - podkreśla Matura. - W Trzebieży
znajduje się zdewastowany poniemiecki kompleks kolejowy, m.in. była
parowozownia, warsztaty, wieża ciśnień itd. Warto przywrócić te obiekty do
życia w nowej, rozrywkowo-kulturalno-hotelarskiej formie. Wzorem może być
nieodległy kompleks Lokschuppen w niemieckim Pasewalku.

Słowacy boją się polskich turystów!

Tak mi przyszło do głowy - miedza polna chyba jednak nie jest drogą publicznie dostępną. Przecinka przeciwpożarowa, albo wykonana pod linią wysokiego napięcia takoż... smile



To ten artykuł z szczecińskiej GW:

Za dziesięć tygodni do Niemiec nawet przez las
Andrzej Kraśnicki jr, współpraca napiór
2007-10-05, ostatnia aktualizacja 2007-10-07 10:57

Zachodniopomorskie przejścia graniczne znikną już 15 grudnia. Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie tego dnia Polska wejdzie do strefy Schengen. Wszystkie drogi na zachód będą dla nas otwarte
Oficjalna decyzja ma zapaść 9 listopada w Brukseli. To raczej formalność, bo Polska spełnia wszystkie wymagania UE. Zmiany, jakie nastąpią przed świętami, będą dla mieszkańców woj. zachodniopomorskiego rewolucyjne. Wejście Polski do strefy Schengen oznacza bowiem nie tylko zniesienie kontroli na granicy (przez dotychczasowe przejścia graniczne przejedziemy bez zatrzymywania się), ale i to, że granicę polsko-niemiecką będziemy mogli przekroczyć w dowolnym miejscu. Nawet w środku lasu. Teraz grzybiarze, którzy zapędzają się do lasów naszych sąsiadów, ryzykują 500-złotowy mandat. Po 15 grudnia będą mogli chodzić na niemiecką stronę bez przeszkód.

Nowe drogi do Świnoujścia

Rewolucja związana z wejściem Polski do Schengen już się rozpoczęła. Wczoraj uroczyście rozpoczęto budowę linii kolejowej, którą w przyszłym roku, bez zatrzymywania się na granicy, będzie można dojechać z Niemiec do lewobrzeżnej części Świnoujścia. Inwestycję planowano już kilka lat temu, ale koszty utworzenia kolejowego przejścia granicznego czyniły przedsięwzięcie zbyt drogim.

Schengen otworzy też dla normalnego ruchu poprzecinane wcześniej granicą drogi, na których z różnych powodów nie udało się po wojnie uruchomić przejść granicznych. Najlepszym przykładem jest szosa Dobieszczyn - Hintersee. Droga jest przedłużeniem al. Wojska Polskiego. Przecina Puszczę Wkrzańską, prowadząc wprost do zachodniego brzegu Zalewu Szczecińskiego. To najkrótsza trasa do niemieckiego Ueckermünde, gdzie znajduje się efektowne Zoo. Z centrum miasta dojedziemy tam w 30 minut. Teraz, przez Lubieszyn, jedzie się dwa razy dłużej.

Może to być również wspaniały szlak rowerowy do Świnoujścia - przez Puszczę Wkrzańską i malowniczą ścieżką rowerową wzdłuż niemieckiej części Zalewu (szlak ma około 100 km długości).

Barbara Syrbe, starosta powiatu Ostvorpommern, już w lipcu zapowiedziała, że Schengen oznaczać będzie otwarcie dla samochodów osobowych trasy Świnoujście - Alhbeck (na razie przejście graniczne jest otwarte tylko dla pieszych i rowerzystów). Dzięki temu pojawi się alternatywna droga ze Szczecina nad morze. Odległość w porównaniu do jazdy polską drogą nr 3 jest podobna, ale nie trzeba przebijać się przez Prawobrzeże i korki w Parłówku i pod Międzyzdrojami.

Jest tylko jeden problem: żeby w pełni wykorzystać atuty otwierającego się szlaku, trzeba naprawić kawałek szosy na granicy w Dobieszczynie zaorany za PRL-u. Do załatania jest odcinek kilkunastu metrów. Czy i kiedy zostanie naprawiony? Droga jest w gestii Urzędu Marszałkowskiego, który obiecał, że na to pytanie odpowie w poniedziałek.

Gdzie zostają pogranicznicy

Zaczęła się też reforma straży granicznej. Z końcem września pogranicznicy zlikwidowali placówkę w Czelinie koło Mieszkowic. Teraz przygotowują się do opuszczenia Kołbaskowa i Krajnika Dolnego.

- Nie znikamy jednak z Zachodniopomorskiego - zastrzega mjr Donat Olczak, p.o. rzecznika Pomorskiego Oddziału Straży Granicznej. - Nikogo nie wysyłamy też na wschodnią granicę.

800 funkcjonariuszy Pomorskiego Oddziału Straży Granicznej pozostanie na lotnisku w Goleniowie i w portach szczecińskim oraz świnoujskim (tj. na przejściach granicznych prowadzących także poza strefę Schengen), a także w Gryfinie i Osinowie Dolnym.

- To będą bazy wypadowe dla naszych mobilnych patroli - wyjaśnia mjr Olczak. - Wciąż będziemy zapobiegać przemytowi i innym przestępstwom. Tyle że nie na samej granicy.

Los zabudowań na przejściach granicznych (oprócz Kołbaskowa, gdzie infrastruktura należy do Niemiec) jest w gestii MSWiA. Resort nie ma jeszcze planu ich zagospodarowania.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin

Ostatnie miesiące niemieckiego Szczecina

Aby lepiej zrozumieć szczecińskie problemy, z którymi miały do czynienia polskie władze miasta oraz niewątpliwie przybywający osadnicy, postaram się najpierw opisać wydarzenia, które zakończyły okres niemieckiego panowania nad Szczecinem. Tematem będzie skomplikowany proces: geneza i przebieg opuszczenia przez Niemców Szczecina oraz wpływ jaki miały te decyzje na późniejsze losy miasta. Warto podkreślić w tym miejscu, że sprawy te były przez lata mało znane co doprowadziło do utrwalenia się wielu niejasności. W miarę działania dowiedzieliśmy się o ich przebiegu z odnalezionych dokumentów, gazet i różnych szczątkowych informacji oraz z najbardziej wiarygodnych źródeł, bezpośrednich relacji świadków tamtych wydarzeń.

Obfitym w przełomowe wydarzenia w Szczecinie był rok 1944. Pod koniec roku zaczęto stopniowe ewakuowanie załóg zbombardowanych fabryk na teren Meklemburgii i dalej na Zachód. Ze Szczecina przeniosły się niektóre urzędy i instytucje do Goleniowa, Łobza i Nowogardu z powodu utraty pomieszczeń w mieście. Natomiast do Szczecina przeniosły się niektóre agendy administracji państwowej z Poznania i Piły. Gdy po południu 20 lipca w siedzibie okręgowego zarządu NSDAP w Szczecinie odbywało się uroczyste przyjęcie z okazji 10-lecia rządów gauleitera Schwede-Coburga, radio podało wiadomość o nieudanym zamachu na Hitlera. Wśród zebranych zapanowała konsternacja i poruszenie, lecz w mieście panował spokój. Można było uznać, że poparcie dla polityki Hitlera znacząco spadało, ale wszelkie wystąpienia traktowano jako zdradę, ponadto groziły za to duże konsekwencje.
Nowym wydarzeniem była ogłoszona na początku sierpnia odezwa centralnych władz partyjnych, wzywająca ludność od 14 lat do czynnego udziału w budowie umocnień i rowów przeciwczołgowych. W Szczecinie przystąpiono natychmiast do ich organizowania (powstanie tzw. Einsatzgruppen), które od 10 sierpnia zaczęły wyjeżdżać pociągami w kierunku wschodnim do budowy umocnień Wału Pomorskiego. Część wracała do Szczecina tylko na sobotę i niedzielę. Miasto zaczęło się wyludniać, zamykano zbombardowane zakłady i szkoły, władze przygotowywały się od grudnia 1944 r. do pełnej ewakuacji. W mieście pozostawali tylko pracownicy niezbędni do funkcjonowania i obrony miasta. Do kopania rowów strzeleckich zaangażowano również w ramach zajęć szkolnych młodzież i dzieci. Od stycznia 1945 r. można było zauważyć znaczne pogorszenie nastrojów społecznych.
Aby podkreślić jaki wpływ miały wszystkie powyższe wydarzenia na życie codzienne mieszkańców przywołam w tym akapicie fragmenty znalezionego po latach na terenie ogródków działkowych na szczecińskiej Łasztowni pamiętnika. Skrzętnie zapiski gromadził dezerter Kurt, o którym wiemy, że ukończył szkołę średnią i pochodził z biednej robotniczej rodziny. 17 sierpnia 1944 w dniu swojego ślubu zdecydował się na porzucenie munduru: Czas szybko mijał. Około 23 zawyły syreny. Ogłaszano kolejny nalot lotniczy (...) Jak długo trwał, trudno ustalić. I wtedy ojciec wpadł na niepozbawiony szans powodzenia pomysł. - Teraz albo nigdy, od tej pory nie żyjesz synu - powiedział. Dopóki trwa ta makabryczna noc, oblekę jakiegoś zmasakrowanego nieszczęśnika w twój mundur, zaopatrzę go w twój Soldbuch (książeczka wojskowa). Musisz przebrać się za kobietę i idź przez Hansabrucke (dziś Most Długi) na działkę wuja Eda i czekaj na nas (...). Ostatnie zdania w tajemniczym pamiętniku zapisane ręką dezertera brzmiały: 26 kwietnia (1945 r.) na działkach się zaroiło. Zauważyłem dużo postaci ubranych w szarozielone bluzy. Myszkowali tu i tam, nawet kolbami rozbili drzwi w kilku bogatszych altankach (...). Nazajutrz po ogoleniu wielodniowego zarostu usmarowałem twarz błotem. W ubraniach mamy, w podartej chuście na głowie ruszyłem w stronę zniszczonego miasta. Na brudną, chudą i ledwie trzymającą się na nogach kobietę nikt nie zwróci uwagi...
Życie w mieście pod koniec 1944 r. stawało się coraz trudniejsze. Ograniczano dostawy prądu i gazu, wprowadzono nowe karty żywnościowe. Pierwsze oznaki poważnego zaniepokojenia trudną sytuacją przejawiły się w Szczecinie 15 stycznia 1945 r., gdy po wielomiesięcznym lekceważeniu frontu wschodniego miejscowy dziennik Pommersche Zeitung umieścił na całej pierwszej stronie wielki nagłówek Zimowa ofensywa od wschodu. Z trzydniowym opóźnieniem dowiedzieli się mieszkańcy miasta, że rozpętało się piekło na wschodnim froncie. Wydanie Pommersche Zeitung z 17 stycznia głosił o wprowadzeniu sądów doraźnych na Pomorzu (Standgerichte), który stał się obszarem przyfrontowym. W kilka dni później zaczęły przybywać do Szczecina pociągi z przymusowo ewakuowaną ludnością Prus Wschodnich. Po 20 stycznia zaczęły przybywać transporty ludności niemieckiej z Gdańska i Lęborka. Od 30 stycznia zaczęły przeciągać przez Szczecin olbrzymie konwoje drogowe złożone z wozów i różnego rodzaju furmanek. Ewakuowaną przymusowo przez władze miejską i wiejską niemiecką ludność przepychano na siłę przez ciasne szczecińskie przeprawy mostowe i zmuszano ją do dalszego cofania się w głąb Niemiec. Ze względów bezpieczeństwa organizował całkowity zakaz zatrzymywania się w miastach. Wiadomość o osiągnięciu przez wojska radzieckie Odry na wysokości Kostrzyna podana przez niemiecki komunikat wojenny w dniu 1 lutego zwiększyła napór cywilnych uciekinierów nie tylko z obszarów nadwiślańskich, ale z całego Pomorza Zachodniego.

Bardzo ważne decyzje podjęto 22 stycznia 1945 r. Skasowano wówczas kursy pociągów dalekobieżnych przechodzących przez Szczecin. Warto wspomnieć, że pociągi z uciekinierami ze wschodu przetrzymywano na podmiejskich szczecińskich stacjach po kilka dni, a patrole SS pilnowały, aby ewakuowani Niemcy nie kontaktowali się z miejscową ludnością. Chodziło o to aby nie rozprzestrzeniać wiadomości wśród mieszkańców Szczecina o wielkim odwrocie niemieckim ze wschodu i postępującej inwazji armii radzieckiej. Władze najbardziej obawiały się wybuchu w mieście zamieszek, które mogłyby tylko negatywnie wpłynąć na zachwiane już zresztą nastroje społeczne.

23 stycznia silnie ograniczono ruch pocztowy, pozwalając wysyłać ze Szczecina listy tylko do obszarów podmiejskich. Elektrownia ograniczyła dostawę prądu do trzech razy na dzień po 2-3 godziny, skasowano również niektóre linie tramwajowe.
Gauleiter Pomorza Zachodniego Franz Schwede-Coburg, w odezwie datowanej na 1 lutego zapowiedział nadejście dla Niemców ciężkich czasów i wzywał ludność do walki o Pomorze. Nazajutrz dwa kolejne naloty alianckie zniszczyły doszczętnie fabrykę benzyny syntetycznej, położoną w skrajnie północnej części szczecińskiej aglomeracji. Zginęło wówczas wielu polskich robotników pracujących przymusowo w tych zakładach.

Od 4 lutego zaczęto likwidować poszczególne przedsiębiorstwa i firmy prywatne w Szczecinie oraz zaczęto regularny wywóz zdemontowanych maszyn i urządzeń na zachód. Osoby cywilne nie zatrudnione w ważnych przedsiębiorstwach otrzymywały indywidualnie polecenia opuszczenia z rodzinami miasta bez zapewnienia dla nich pomocy w głębi Rzeszy. Mogli oni zabrać ze sobą jedynie minimalny bagaż najpotrzebniejszych rzeczy. Pozostawione na pastwę losu mienie miało być im rzekomo dosłane później. Jak się później w praktyce okazało nie wiadomo było dokąd je wysłać, przed wyjazdem nie sporządzono bowiem spisu inwentarzowego.
W dniu 9 lutego został stracony w tajemnicy przed opinią publiczną antyfaszysta Walter Empacher i jego grupa. Do końca lutego działał w mieście, a następnie w Pasewalku, sąd specjalny (Sondergerichte), który 17 marca wydał wysokie wyroki więzienia dla wysokich urzędników poczty za okradanie paczek.
W mieście zaczął szerzyć się psychiczny terror. Jako ostrzeżenie drukowano listy nazwisk żołnierzy, których skazano na powieszenie za dezercję i rzekomą zdradę. Ważna w tym wypadku była działalność manipulowanej prasy, która ostrzegała ludność, aby nie pomagała dezerterom, lecz meldowała ich natychmiast do władz wojskowych.
16 lutego powołano pod broń drugie, trzecie i czwarte pospolite ruszenie jak również zmobilizowano niepracujące kobiety do kopania rowów przeciwczołgowych oraz umocnień polowych na przedmieściach miasta. Wiadomości o szybko posuwającej się radzieckiej ofensywie w kierunku na stosunkowo pobliskie Choszczno i Pyrzyce tylko przyspieszyły budowę umocnień i barykad wokół śródmieścia Szczecina wzdłuż obwodowej lini kolejowej oraz na wschodniej prawobrzeżnej części miasta. Władze niemieckie łudziły się, że cały Szczecin uznany za fortecę, będzie mógł za przykładem oblężonego Wrocławia powstrzymać radzieckie natarcie na północne Niemcy.

Ogólne zarządzenie o wysiedleniu ludności niemieckiej zarówno z lewobrzeżnego, jak i z prawobrzeżnego Szczecina na wschód od Odry zostało rozesłane do władz terenowych w dniu 18 lutego 1945 r. Z instrukcji podpisanej Oberbereichsleiter Hube wynikało, że Szczecin musi opuścić około 200 tysięcy Niemców koleją oraz transportem rzeczno-morskim na wyspę Rugię i do powiatów nadmorskich. Pierwsze transporty wyruszyły ze Szczecina 21 lutego barkami i statkami do Ückermünde, a stąd koleją do miejsc przeznaczenia. Instrukcja ewakuacyjna nr 318 przewidywała na razie ewakuowanie tą drogą ze Szczecina 2500-3000 osób dzienne.

W miarę zbliżania się wojsk radzieckich do granic Szczecina liczba ewakuowanych uległa zwiększeniu; do końca lutego przerzucono całą ludność niemiecką ze Stargardu i prawobrzeżnych części Szczecina na zachód od Odry. Z końcem lutego 1945 r. i w pierwszych dniach marca przyspieszono ewakuację urzędów biur i przedsiębiorstw, kierowanych do Rostocku i Wismaru. Dzięki zachowanym dokumentom wiemy, że punkt załadunkowy dla personelu utworzono na stacji Szczecin Żelechowo, podczas gdy równolegle załadunek mienia odbywał się na dworcach Niebuszewo i Grabowo. Problem polskich i cudzoziemskich robotników przymusowych rozwiązano decydując się na wygnanie ich na piechotę z miasta, narzucając normę dzienną 30 km.
Dramatycznej sytuacji w mieście towarzyszyły coraz to nowsze i częstsze zarządzenia regulujące życie codzienne. Oto Pommersche Zeitung wezwała 20 marca mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat, przebywających w Szczecinie bez stałego zameldowania do natychmiastowego zgłoszenia się w siedzibach władz miasta. Nie stosującym się do treści tego zarządzenia groził sąd wojenny. Równie groźne były plakaty naczelnego dowódcy wojsk nad Odrą, informujące, że każdy żołnierz spotkany po 25 marca bez przydziału do jednostki będzie skazany przez sąd doraźny na rozstrzelanie.
Od marca miasto robiło wrażenie opustoszałego, nie jeździły już tramwaje, a zniszczone ulice nie były oświetlone. Z Dworca Głównego nie odchodziły już żadne pociągi. Z powodu zniszczenia magistrali telefonicznej utrudniona została łączność w mieście między władzami politycznymi, a zarządem miasta, który przeniósł się do oddalonego osiedla Głębokie. Z otoczonego od południowej strony Szczecina pozostawała już tylko droga ewakuacyjna w kierunku północno-zachodnim przez Jasienicę do Anklam. Czynny był jeszcze dworzec Turzyn, skąd 20 marca odjechał ostatni pociąg ewakuacyjny, wywożący zbiór obrazów muzealnych oraz nieoficjalnie kilku wysokich urzędników partyjnych.

Również 20 marca 1945 r. zakończył się pierwszy, najważniejszy etap walk o Szczecin. 47 i 61 Armie Radzieckie przy pomocy 2 Armii Pancernej zdobyły wschodnią dzielnicę Szczecina Dąbie oraz bardziej na południe położone miasto Gryfino. Pozwoliło to umocnić drogę do centrum Szczecina, bronioną przez wycofujących się żołnierzy niemieckich. Dzień wcześniej Niemcy wysadzili 2 drogowe i 3 kolejowe mosty odrzańskie, utrzymując jednak nadal w swym posiadaniu cały port i międzyodrzańskie wyspy.

Ustabilizowanie się lini frontu na Odrze na okres 4 tygodni (do 16 kwietnia) pozwoliło władzom niemieckim w Szczecinie kontynuować rozpoczętą w pośpiechu akcję ewakuacyjną miasta. Nie chodziło im o cele humanitarne - ogołocenie miasta było Niemcom potrzebne do zmiany Szczecina na twierdzę, mającą bronić skrajnie północnej flanki Rzeszy. W swym ostatnim artykule, opublikowanym 14 marca 1945 r. w Pommersche Zeitung, Roland Buschmann, redaktor naczelny, już niczego nie ukrywał pisząc: Szczecin nie jest miastem, które w zależności od sytuacji można przeboleć, ale ten port pomorski jest teraz dla Rzeszy częścią odrzańskiej i łużyckiej lini frontowej.

W mieście pojawiły się ogłoszenia, że Odra stała się główną linią obrony i że ktokolwiek opuści swój posterunek zostanie na miejscu rozstrzelany. Również 16 marca wezwano pozostałą jeszcze w mieście ludność do zwrotu posiadanych kartek żywnościowych, dając w zamian prawo do wyżywienia w 10 zmilitaryzowanych kuchniach publicznych. Ostatni numer Pommersche Zeitung ukazał się 18 marca z nagłówkiem Bitwa w Puszczy Bukowej, a więc już w obrębie prawobrzeżnej części miasta.
22 marca ogłoszono miasto twierdzą i miastem frontowym. Komendantem wojennym został mianowany generał Werner Hühner, którego odwołano 16 kwietnia. Jego następca, generał Ferdynand Brühl był w Szczecinie tylko dziewięć dni, wycofując się z twierdzy w zasadzie bez boju, choć jak wiemy na podstawie odnalezionych dokumentów zgromadzono do jej obrony znaczne siły w ilości dziewięciu dywizji. Dzisiaj oceniając poszczególne decyzje wiemy, że mimo liczebności ich wartość bojowa nie mogła być zbyt wielka.
W drugiej połowie marca wyrzucono z miasta niedobitki pozostałej tu jeszcze ludności cywilnej, wierzącej w ostateczne zwycięstwo nad Armią Czerwoną. Pozostawiono niezbyt liczną grupę robotników przymusowych, których użyto do niszczenia miasta. Po wysadzeniu w powietrze 18 marca dwóch drogowych i trzech kolejowych mostów na Odrze zachodniej (Regalicy), 6 kwietnia wysadzone zostały dalsze trzy mosty drogowe i dwa kolejowe w obrębie portu i wysp odrzańskich. Ostatnie połączenia między brzegami Niemcy wysadzili tuż przed utratą miasta, w dniach 20-24 kwietnia 1945 r.
W mieście celowo burzono strategiczne obiekty, wszystkie mosty i wiadukty zostały wysadzone, aby choć trochę opóźnić dostanie się na lewy brzeg Odry armii radzieckiej. Pierwszy powojenny prezydent Szczecina Piotr Zaremba we wspomnieniach opisuje powyższe działania: Obok zwalonych mostów i wiaduktów zastaliśmy w mieście mnóstwo rowów przeciwczołgowych, budynków specjalnie po to zburzonych, aby zatarasować skrzyżowania ulic, wielopiętrowych barykad, zasieków z powsadzanymi na ukos szynami.
Od 15 kwietnia zaczęto gromadzić w wyznaczonych miejscach broń, materiały palne i wybuchowe oraz znaczne zapasy żywności dla specjalnie przeszkolonych, ubranych w cywilne ubrania grup niszczycielskich (Vernichtungskommando), których jedynym celem było niszczenie i podpalanie miasta w razie jego zdobycia przez wojsko radzieckie. Ukrywająca się w Szczecinie grupa antyfaszystów zwróciła się 18 kwietnia do komendanta twierdzy, aby poddał miasto i ocalił je przed zniszczeniem. Tymczasem 25 kwietnia miasto było wstrząsane licznymi detonacjami wysadzanych dźwigów portowych i innych urządzeń o znaczeniu strategicznym.
Tylko nielicznym Niemcom, jak również pojedynczym szczecińskim Polakom udało się uchronić przed przymusowym opuszczeniem miasta. Jeden z Niemców tak opisuje perypetie grupy byłych niemieckich komunistów, którym udało się uciec z obozów pracy: Chodziło nam o znalezienie jakiegoś mieszkania. Dniem i nocą przetaczały się przez miasto kolumny ciężarówek przewożących ogromne ilości różnego sprzętu. Głośniki wzywały jeszcze pozostałych do opuszczenia miasta. Żandarmeria polowa wzmocniona oddziałami SA przeszukiwała ruiny w poszukiwaniu zarówno zbiegłych zdrajców jak i chowających się cywilów
Podobnie opisują ostatnie dni niemieckiej władzy nad Szczecinem Polacy, którym udało się przetrwać w ukryciu aż do przybycia wojsk radzieckich. Ucieczka władz niemieckich wraz z resztą pracowników nastąpiła 24 kwietnia. Uprzednio przygotowanym szlakiem ewakuacyjnym przez Las Arkoński i Puszczę Wkrzańską do Ückermünde. W dniu 24 i 25 kwietnia opuścili Szczecin ostatni niemieccy dygnitarze: gauleiter Pomorza Zachodniego Schwede-Coburg, jego zastępca Paul Simon, wiceprezydent policji i szef gestapo dr Buechl, kierownik szczecińskiego Arbeitsamtu inż. Grosse oraz kreisleiter NSDAP na Szczecin Hans Kieckhofer. 24 kwietnia Szczecin opuścili również prezydent regencji Edler von der Planitz oraz nadburmistrz Szczecina Wilhelm Faber.
26 kwietnia nie było już w Szczecinie żadnych władz niemieckich - ponadto byłoby nie do pomyślenia, aby czołowy działacz hitlerowski wychodził z białą flagą na peryferie miasta, zamiast z niego uciec. Dlatego też należy rozwiać mit, że burmistrz Szczecina poddał miasto. Faktycznie zjawiła się w momencie przejmowania miasta przez armię radziecką delegacja z białą flagą poddająca miasto. Uściślając był to dawny burmistrz gminy Möhringen (Mierzyn), nie mający żadnego związku z nadburmistrzem Wilhelmem Faberem. Również z białą flagą zjawiła się delegacja mieszkańców u dowódcy radzieckiego, prosząc aby nie niszczył miasta. Po kilku godzinach miasto było już całkowicie obsadzone przez Armię Czerwoną...

SEDINA

Pozdrawiam.