Czytasz wiadomości znalezione dla zapytania: Szlak Złamanych Traktatów

Traktat Foix-Hohenzolerowie

Po długich rozmowach w Nawarrze doszło do sporządzenia następującego traktatu:

-Foixowie przekazują Hohenzolerą w wieczyste posiadanie ziemie hrabstwa Albert( mam nadzieję, że to jest to hrabstwo, które daje 2pkt co kolejkę)
-W zamian za to, Hohenzolerowie, obiecują przekazać 2pkt, oraz zobowiązują się zorganizować szlaki handlowe łączące Nawarre i Albert.
-Od podpisania tego traktatu, Foixowie i Hohenzolerowie wchodzą w sojusz, którego złamanie grozi karą 6o pkt.

podpisano: Katarzyna z Nawarry, hrabina Foix, zwierzchniczka Albert.

 » 

Putin ujada na USA w Monachium!


| To hańba, zeby w tym tonie odnosić się na polskojęzycznym forum do tych,
| którzy "osmielili" się przypomniec polskie ofiary poniesione z rąk
| sowietów!!
| Według tych błaznów to, ze jakoby sowieci zamordowali "tylko" 500 tys/
| Polaków (naprawde zamordowali znacznie więcej!!) to rzecz nie warta
widac
| przypominania!!

uwazasz, ze to hanba, zeby korygowac liczby wymordowanych, bo nie chodzi o
to, czy bylo ich 500 tys, czy 5 milionow, chodzi o sam fakt ich
wymordowania?
(moim zdaniem wazne sa _oba_ elementy, a liczby powinny byc oparte na
jakichs wyliczeniach, a nie np na stwierdzeniu "z pewnoscia ofiar bylo
duzo,
duzo wiecej").


Uprasza się o przeczytanie moich postów przed odpowiadaniem na nie!
Skoro tego nie zrobiłes, sam siebie zacytuję:
"To hańba, zeby w tym tonie odnosić się na polskojęzycznym forum do tych,
którzy "osmielili" się przypomniec polskie ofiary poniesione z rąk
 sowietów!!"

No i przypomne ten ton, w odpowiedzi na przypomnienie ofiar zbrodni
sowieckich:
buslik:"Z takimi oszolomami rozmawiasz Mikolaj ?:-( "
Mikołaj Machowski:
"Z takim "czymś" rozmowa nie jest możliwa. To był komentarz dla archiwum."

A kontekstem do tej pogardliwej wymiany zdań tych osobników piszacych tu po
polsku jest akurat 67 rocznica rozpoczecia wywózki  Polaków na Sybir z ziem
polskich zagarnietych przez sowietów podstępnie (bo ze złamaniem traktatów)
i zbrojnie, w zmowie z Hitlerem !!! Był to poczatek rugowania elementu
polskiego z ziem objetych sowiecką okupacją obejmująca w latach 39 -41
większy obszar niz okupacja niemiecka, a zakończony utratą przez Polske
niemal połowy przedwojennego polskiego terytorium!
10 lutego 1940 r. to data która gleboko zapadla w pamieci mieszkanców Kresów
Wschodnich II Rzeczypospolitej. Wówczas wczesnym rankiem rozpoczeto pierwsza
wywózke Polaków do syberyjskich lagrów. Dzis obchodzimy 67 rocznice tej
jednej z naciezszych zbrodni popelnionych na Narodzie Polskim.

Zbrodniczy plan Stalina, zakladajacy depolonizacje i sowietyzacje Kresów
Wschodnich byl realizowany od poczatku II wojny swiatowej. Jednym z glównych
elementów prowadzonej przez Sowietów polityki, byly wielkie akcje
deportacyjne. W ciagu dwudziestu miesiecy okupacji, w czterech masowych
deportacjach, wywieziono co najmniej 1 600 000 obywateli. Przymusowo
wysiedlonych bydlecymi wagonami powieziono na pólnocne tereny Rosji, na
Syberie oraz na Kazachstan.

Wywózki wymierzone przeciwko okreslonym grupom spolecznym z zamyslem
depolonizacji ziem zabuzanskich, spowodowaly nieludzkie cierpienia calych
rodzin. W ciagu 20 miesiecy okupacji sowieckiej ze wschdnich terenów ziem
polskich w czterech masowych deportacjach: 10 lutego, 13 kwietnia i 20
czerwca 1940 r. oraz 21 czerwca 1941r. wywieziono co najmniej 1 600 000
obywateli na syberyjska tajge i stepy Kazachstanu. Wojna miedzy zaborcami,
która rozpoczela sie 22 czerwca 1941r. tylko na krótko przerwala realizacje
syberyjskiej wersji planu eksterminacji Narodu Polskiego.

Wycofujaca sie, a raczej uciekajaca armia sowiecka - karne oddzialy NKWD - w
bestialski sposób mordowaly obywateli polskich przybywajacych w
wiezieniach - zname sa drogi, szlaki smierci jenców i wieznów pedzonych
wglab ZSRR.

Po zakonczeniu II wojny swiatowej wladze sowieckie wznowily deportacje i
przesladowania, które trwaly do polowy lat 50 - tych.

Zródlo: Zwiazek Sybiraków

Od siebie dodam, ze ta wywózka objeła równiez mojego św. p. Ojca, któremu
jednak, mimo ostrzału i poscigu konwojentów NKWD i ich pomocników z lokalnej
organizacji zydowskiej udało się uciec.
Niemniej z 15 osób rodziny do Polski w 1945 r wróciły zaledwie 3, które
przeżyły, a jedna z nich wkrótce zmarła na gruźlicę w wieku 33 lat.

p47

bezkrólewie

     Rozdział 1

     Interregnum

     Jeszcze wczoraj kolorowe skalne grudki rzeźbione wartkim strumieniem,
pochylone w bezsilnym skłonie, bez słowa skargi przyjmowały napierające
bryzgi piany i piaskowego mułu. To one bezlitośnie chlastały po finezyjnych
odłamkach, zamieniając je w bezmyślne spłaszczone owale. Kamienne dźwięki
przestały wtórować szemrzącemu strumykowi, teraz on sprawował władzę i
decydował o losie.
     Może to kaprys, albo słoneczna filantropia, lecz dzisiejszego dnia, na
skalnym szlaku nie pojawił się górski potoczek. Czyżby zagubił się w
plątaninie wyżłobionych ścieżek? Być może jutro odzyska pamięć i powróci,
ale teraz milczące kamienie były wolne. Wychłodzone i jeszcze w kroplowych
szatach kolorowej tęczy, łapczywie wchłaniały słoneczny żar, jakże skuteczny
do obrony przeciw glonowym koloniom.
     Młody mężczyzna zbliżył dłoń do czerwonawo brunatnej bryłki, próbując
paznokciem zeskrobać obślizgły nalot, zasłaniający prawdziwe piękno
karbunkułu.
     - Ależ to jest rzadko spotykana odmiana granatu! - Wykrzyknął
zafascynowany krwistoczerwonymi odblaskami, jakie pojawiły się na
powierzchni kryształu. Ustawiając bryłkę pod różnymi kątami względem
promieni słonecznych, zauważył dziwną grę świateł na dłoni. W tej samej
chwili odczuł, że traci władzę nad swoim ciałem. Jakaś niepojęta siła
przemieściła go w przestrzeni. Stał za kępą krzaków, w pobliżu leśnej
polany, gdzie przy ognisku, dwóch mężczyzn prowadziło burzliwą dyskusję.
Jeden z nich, mocno zdenerwowany wymachiwał pięściami, jakby komuś groził,
drugi chyba uspakajał go. Aleksander był za daleko by słyszeć wypowiadane
zdania, niestety wygląd mężczyzn nie zachęcał do zbliżenia. To nie byli
przyjaźni ludzie, nawet z tej odległości dało się zauważyć, że są uzbrojeni
po zęby. Dysponowali bronią palną, ale też nie gardzili sieczną, miecze i
noże mieli w zasięgu ręki. W takim przebraniu, bez zwrócenia na siebie
uwagi, mogli poruszać się tylko po dzikich lasach. Lecz czego tu szukali?
     Hukanie leśnego puszczyka zakłóciło beztroskie zachowanie obu mężczyzn,
przerwali rozmowę i zaczęli rozglądać się dookoła. Aleksander powoli cofnął
nogę do tyłu, a po kilku krokach odwrócił się i zaczął biec. Chyba wybrał
właściwy moment, bo udało mu się pozostać niezauważonym. Emocje i bieg
przyspieszyły bicie serca, zatrzymał się aby odpocząć. Otoczenie w którym
się znajdował, zupełnie nie pasowało do zajść, jakie przed chwilą miały
miejsce. Nie było żadnego lasu. Aleksander podpierając plecy  o występ
skalny, siedział na wznoszącej się w górę wąskiej ścieżce. Pamiętał że szedł
tędy, aby dojść do jaskini. Jej korytarze łączyły ze sobą dwie góry, dopiero
za nimi były połacie lasów i wielkie zamczysko podskarbiego koronnego,
którego zamierzał odwiedzić.
     Słońce nadal ostro świeciło, a rozgrzane kamienie buchały żarem tak
silnym, że przypadkowe dotknięcie mogło pozostawić pamiątkę w postaci
bolesnego pęcherza na skórze.
     - Chyba zmógł mnie ten upał! Drzemka i widziadła! - Roześmiał się i
bardzo poweselał kiedy otworzył zaciśniętą pięść, czerwony kamień w jego
ręku nie był snem.
     - To chyba dobry znak!? - Potrzebował wiary że los również jemu może
sprzyjać, a znaleziony kryształ sprawdzi się jako talizman. Misja której się
podjął nie należała do bezpiecznych, potrzebował dużo szczęścia, bo
waleczność i taktyka nie zawsze prowadzą do sukcesu.
     Od dawien dawna, wśród ludzi światłych, utrzymywała się opinia o
magicznej mocy granatu. Medycy uważali, że powstrzymuje krwawienie z ran,
ludzi nerwowych chroni przed apopleksją, a wojownicy osadzając kryształ w
swoim sygnecie, sprzączce, czy też w rękojeści miecza, czujnie obserwowali
czy świeci jasnym blaskiem, bo gdyby go utracił, byłaby to zapowiedź
bliskiego nieszczęścia. Znaleziony kryształ pieczołowicie zawinięty w
chusteczkę, znalazł się w skórzanej sakiewce, a ta w głębokiej kieszeni,
zabezpieczona grubą srebrną agrafą.
     - Czas wznowić przerwaną podróż.- Westchnął ciężko. Kręta dróżka
skończyła się, wielka jama w skale - to wejście do groty. Przejście przez
nią nie powinno mu zająć więcej niż pół godziny, chyba żeby miał pecha i
pomylił kierunki. Wyciągnął z torby smolne łuczywo i bez problemu wzniecił
ogień, korzystając z soczewki i promieni słonecznych. Byłoby dużo trudniej
gdyby padał deszcz, ale i na tę ewentualność był dobrze przygotowany.
Wysuszona hubka i zapalniczka z krzesiwem skałkowym rzadko zawodziły, ten
znakomity pomysł wykorzystywano nawet w produkcji broni palnej, przecież zła
pogoda nie powinna decydować o losach wojen.
      Podróż w którą się udał, na razie przebiegała zgodnie z planem, bez
żadnych niespodzianek, górską trasę wybrał dla zmylenia szpiegów. W
dzisiejszych czasach,  niemal w każdej okolicy pojawiali łowcy przygód i
wysokich nagród, a konfliktów rodowych i religijnych nigdy nie brakowało.
Śledzono wrogów, sąsiadów i wszystko co się ruszało. Poza tym, żaden trakt,
ani gościniec nigdy nikomu nie gwarantowały bezpieczeństwa. Wszelkie podróże
odbywano z uzbrojoną eskortą, ale wtedy nie utrzymała się żadna tajemnica.
Jedynie wędrowni kupcy dobrze sobie radzili w tym dziwnym okresie
niepokojów, domowych wojenek, ale nad nimi czuwały kupieckie klany i chociaż
było ich wiele i różnych narodowości, to wspólnota interesów zapewniała
zgodę.
     Wchodząc do skalnej groty, Aleksander przezornie pozapinał haftkami
rozpięte poły żupana. Chłód tylko początkowo był przyjemny, słońcem
rozgrzane ciało szybko zareagowało dreszczami na nowe warunki, temperaturę
rzędu plus pięć stopni Celsjusza, trudno polubić w cienkiej koszuli. Chwilę
zastanawiał się nad wyciągnięciem kontusza, bowiem atłasowa szata kiepsko
chroniła ciało przed wyziębieniem. Jednak zrezygnował z pomysłu.
     - Szybki marsz powinien mnie lepiej dogrzać! - Jaskinię znał z
opowiadań zaprzyjaźnionego górala podróżnika i poszukiwacza skarbów.
Niektóre jego opowieści nie były dla ludzi o słabych nerwach, ale tu skalne
korytarze, na szczęście nie były nawiedzane przez duchy, a zagrożeniem mogli
być tylko żywi ludzie, albo brunatny niedźwiedź, który gorącym latem szukał
chłodnych miejsc. Najważniejsze, aby nie dać się zaskoczyć, a resztę załatwi
noszony u boku miecz i rycerska sprawność. W takich chwilach, kontusz mógłby
tylko zawadzać.
     W miarę zbliżania się do zamku, Aleksander coraz bardziej denerwował
się. Napięcie rosło, gdyż sprawa była wyjątkowo poważna, na szachownicy
zdarzeń, wieża współpracowała z laufrem i  razem chcieli zagrozić
najmocniejszej figurze, nie licząc się z reakcją potężnego protektora. W
ostatnich latach, przez kraj przelewały się fale innowierców, otrzymywali
prawa i przywileje na równi z tymi, którzy w karcie dziejów mieli zapisane
wielkie zasługi dla ojczyzny. Nikt nie wątpił, kto ich tu przysyłał.
Marionetkowy król ujarzmiony przez władczynię ościennego mocarstwa,
bałamucił naród, nic nie znaczącymi traktatami przyjaźni. Gwarantem
prawomyślności były obce wojska, panoszyły się za przyzwoleniem monarchy,
który zapomniał o bezpieczeństwie granic własnego terytorium.
     - Interregnum i grabież! - Wysyczał przez zęby, chcąc zagłuszyć myśli.
Po chwili zapanował nad sobą, miał świadomość że te okolice nie sprzyjają
zamyślonym. Właśnie opuszczał jaskinię  i chociaż od zamku dzielił go lasek,
to już z tego miejsca wyczuwało się smród pobliskiej fosy. Za ścianą drzew
zajaśniało wzgórze z bardzo wysokim kamiennym murem i górującą nad
zabudowaniami potężną wieżą. Szwedzki potop pozostawił tu wiele zniszczeń,
ale ocalałe resztki fortyfikacji świadczyły, że kiedyś to zamczysko było
warownią trudną do zdobycia.
     Forteca przez długi okres czasu pozostawała niezamieszkała,
towarzyszyły jej złe legendy o mściwych duchach. W czasie przebudowy
odkrywano tajemne lochy połączone jaskiniami, a znaleziska ludzkich kości
nie należały do rzadkości. Ludzie szeptali o jakimś dzwonie, którego dźwięki
wydobywały się z jaskini, a tych nie brakowało we wnętrzu Zegarowej Góry.
Twierdza straszyła tak skutecznie, że nawet zakonnicy odmówili przyjęcia jej
na swoją siedzibę.
     Dzisiaj zamek przebudowywano na pałac, otaczając go kilkuhektarowym
parkiem, obecny właściciel, wielki podskarbi koronny kontynuował  te trudne
prace, ale i jego kieszeń nie radziła sobie z ciężarem wydatków. Czasy były
ciężkie, a powodów do niezadowolenia codziennie przybywało.
     Nie była to stała rezydencja wielce przedsiębiorczego szlachcica, ale
dwór na odludziu świetnie nadawał się  do spotkań, szczególnie takich jak
to, na które spieszył młody hrabia.
     Bez wylewnych powitań wielki koronny wprowadził pięciu mężczyzn do
dawnej rycerskiej sali. Obrady rozpoczął słowami:
     - Mości panowie, zbliża się koniec Rzeczpospolitej! Ukraina poddała
się, legła we krwi. Spalone dwory, mordy i gwałty w Humaniu zaowocowały.
Wzniecony bunt chłopów i rozdawane przez popów święte noże carycy, złamały
opór katolików, lachów. Większość konfederatów podpisała akt lojalności
wobec króla, poniżający dokument w którym muszą przepraszać rosyjskiego
zaborcę, za to, że się przed nim bronili!
     Chyba każdy wie jaką nam zgotują przyszłość, jeśli będziemy czekać z
rękoma do tyłu założonymi!? -Podniesionym głosem wylewał z siebie całą żółć,
która od dłuższego czasu ...

więcej »

Abecadło Szengenlandii

Abecadło Szengenlandii

Co nam wolno, a czego nie, kiedy w minutę po północy nocą z 20 na 21 grudnia zniknie kontrola na granicy Polski z Niemcami, Czechami, ze Słowacją i z Litwą.

Będziemy mogli swobodnie przekroczyć granicę w dowolnym miejscu, nie tylko przez wyznaczone przejście. Znikną kontrole graniczne, ale UWAGA - brak kontroli na przejściu nie oznacza braku kontroli w ogóle!

Granice nie przestają istnieć. Człowiek szybko się przyzwyczaja do dobrego i w krajach starej Unii stałym problemem są grzywny płacone przez podróżników, którzy nieświadomie złamali jakieś postanowienia kodeksu granicznego Schengen.

Żeby tego uniknąć, przeczytajcie nasze abecadło.

Artykuł 20

"Granice wewnętrzne mogą być przekraczane w każdym miejscu bez dokonywania odprawy granicznej osób niezależnie od ich obywatelstwa" - tak brzmi artykuł 20 tak zwanego kodeksu granicznego Schengen. Uczestnikami układu z Schengen jesteśmy od 1 maja 2004 r., ale dopiero teraz zacznie u nas obowiązywać ten artykuł.

Patrz: Granica wewnętrzna

Cło

Gdy przekraczamy granicę, kontrolują nas zwykle dwie służby. Straż graniczna sprawdza, czy mamy w ogóle prawo wjechać na teren danego państwa (lub go opuścić). Służba celna ma sprawdzić, czy nie przywozimy na przykład zbyt dużych ilości alkoholu. Na polskich przejściach granicznych zmiana, która nastąpi 21 grudnia, będzie dotyczyła przede wszystkim kontroli straży granicznej.

Co do kontroli celnej, to już od chwili naszego wejścia do UE na polskich granicach z Niemcami, Czechami, ze Słowacją i z Litwą kontrola celna prowadzona jest tylko wyrywkowo.

Jednak możemy się jej nadal spodziewać np. tam, gdzie po dwóch stronach granicy obowiązują różne przepisy i np. obrót pewnym towarem jest legalny po jednej stronie, a po drugiej nie wolno go nawet posiadać (patrz Pułapki ).

Ponadto granice Schengenlandii nie są tożsame z granicami Unii Europejskiej, więc kontrola celna na granicy szwedzko-norweskiej przebiega po staremu. Dla Polaka lecącego np. do Islandii zaskakujące może być to, że nie będzie musiał pokazywać paszportu, ale musi pokazać bagaże.

Drogi przemytników

Traktat z Schengen zaowocował pojawieniem się nowego rodzaju turystyki - legalne podróżowanie przemytniczymi szlakami. Nie musimy już przekraczać granicy przez zaznaczone na mapach przejścia, możemy szukać dróg dzikich, zapomnianych, którymi jeszcze kilka lat temu wędrowali tylko przestępcy i tropiący ich policjanci. W Alpach i Pirenejach biura podróży organizują całe wyprawy "szlakami przemytników" (np. na stronie www.landtreks.com znajdziemy pakiet "Pyrenean Explorer" oferujący tygodniową wycieczkę samochodową szlakami, które jeszcze nie tak dawno temu były nielegalne!). Podobne oferty wkrótce zapewne pojawią się także w Polsce - malownicze pogranicze polsko-litewskie, polsko-czeskie czy polsko-słowackie aż się o to prosi.

Granica wewnętrzna

Tak nazywane są w traktacie z Schengen granice pomiędzy krajami członkami (co nie oznacza członków UE - patrz Unia Europejska ). Nikt nas nie poprosi o okazanie dokumentów na samej granicy, ale wyjeżdżając, musimy mieć przy sobie paszport lub dowód (PRAWO JAZDY NIE WYSTARCZA!). W krajach starej Unii regularnie prowadzone są wyrywkowe kontrole, np. samochodów z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi na przygranicznych drogach.

Granice wewnętrzne nie przestają istnieć - zmieniają się tylko zasady ich przekraczania.

Za brak odpowiednich dokumentów grożą wysokie grzywny i przymusowe wydalenie. Nie rujnujmy sobie wypoczynku, wyjeżdżając np. na ferie bez dziecięcych paszportów.

Co więcej, kontrole można przywrócić, jeśli pojawi się zagrożenie "porządku publicznego lub bezpieczeństwa wewnętrznego". Nie należy się więc dziwić, że opustoszałe budynki straży granicznej na przejściach pozostaną na swoim miejscu. W starej Unii też ich nie wyburzyli, bo czasem się przydają - np. w 2004 r. kontrole graniczne przywrócono w Portugalii na czas mistrzostw Europy w piłce nożnej. Najprawdopodobniej tak będzie i u nas podczas Euro 2012.

Granica zewnętrzna

To granice oddzielające Schengenlandię od reszty świata. W przypadku Polski to granice z Ukrainą, Białorusią i Rosją (obwodem kaliningradzkim). Traktat sprawia, że kontrola na nich musi być bardziej rygorystyczna. Jednak, co miało być zaostrzone, to już zaostrzyli trzy lata temu, inaczej w ogóle nie mielibyśmy teraz znoszenia kontroli na granicach wewnętrznych.

Problemem może być wyższa cena wiz - Polska będzie teraz proponować turystom tzw. wizy Schengen uprawniające do swobodnej podróży po całej Europie, które niestety będą droższe. Np. dla obywateli Białorusi oznacza to wzrost ceny z 5 euro do 60 euro.

Z Ukrainą sprawa jest bardziej skomplikowana - Ukraina i Unia podpisały rok temu umowę o ułatwieniach w wydawaniu wiz, której jednak jeszcze nie ratyfikowano. Ostatecznych cen nie podał też jeszcze polski MSZ. Wiadomo więc na razie tyle, że żadnych ułatwień w najbliższym czasie nie będzie dla obywateli Białorusi, obywatele Rosji i Ukrainy mogą się spodziewać pewnych ułatwień, ale nowy minister spraw zagranicznych jeszcze nie zdążył podjąć decyzji.

Lotniska

Trzeba pamiętać, że kontrola graniczna zniknie na przejściach drogowych i morskich, ale na lotniskach mamy na to dłuższy termin - do 29 marca przyszłego roku. Trwająca od niepamiętnych czasów rozbudowa lotniska Okęcie musi się zakończyć w tym terminie - stary terminal nie nadaje się do "pełnego Schengen". Jeśli do końca marca terminal nie zostanie oddany do użytku, będziemy mieli skandal międzynarodowy, bo Polska nie spełni postanowień traktatu.

Prawo jazdy

Powtarzania tego nigdy za mało - PRAWO JAZDY NIE JEST DOKUMENTEM PODRÓŻY. Nie mówi nic o naszym obywatelstwie czy narodowości. Gdyby Osama ben Laden przyjechał do Polski, mógłby tu zrobić kurs prawa jazdy i dostać taki dokument, pod warunkiem że nie zawaliłby testu z parkowania równoległego - bo zadaniem powiatowych urzędników z wydziału komunikacji nie jest ściganie międzynarodowych przestępców. A to należy do obowiązków straży granicznej, więc nie ma co się dziwić pogranicznikom, że prawo jazdy im nie wystarcza.

Pułapki

Po dwóch stronach granicy wewnętrznej mogą panować całkiem odmienne przepisy prawne. Choćby sprawa handlu marihuaną - legalnego po holenderskiej stronie granicy, nielegalnego po niemieckiej. Inne są też limity alkoholu we krwi dla kierowców - Niemiec, który wsiądzie do samochodu po wypiciu jednego piwa, może legalnie jechać po niemieckich drogach (limit 0,5 promila), ale już w Polsce może popełniać wykroczenie (limit 0,2 promila), w Czechach zaś popełni je z pewnością (limit 0,0 promila).

W krajach starej Unii codziennością są wyrywkowe policyjne kontrole w strefach przygranicznych. Na przykład niemieccy policjanci lubią "polować" na austriackich kierowców na autostradzie numer 8, bo to jedyne autostradowe połączenie między wschodem a zachodem Austrii. Austriaccy kierowcy przyzwyczaili się do tranzytowego skrótu i zapominają o obowiązku zabrania paszportu lub dowodu tożsamości.

Podobnych policyjnych pułapek możemy się spodziewać w pobliżu naszych granic wewnętrznych.

System Informacyjny Schengen (SIS)

To ogromna baza danych zawierająca informacje nie tylko o obywatelach UE, ale też np. o skradzionych samochodach, listach gończych, a nawet fałszywych banknotach. Zaczęto ją wdrażać w 1985 r. - kiedy szczytem nowoczesności była pierwsza wersja Microsoft Windows 1.0! - a oddano do użytku na początku lat 90.

Warto wiedzieć, że w SIS odnotowane są akty przemocy dokonywane przez konkretnego podróżnika. Czasem słyszymy np. historie o naszych rodakach, którzy opóźnili start jakiegoś samolotu, bo szamotali się po pijanemu z obsługą. Wpis o tym incydencie w bazie SIS będzie towarzyszyć awanturnikowi do kresu jego dni.

Szlabany na drogach

Artykuł 22 kodeksu Schengen zobowiązuje państwa członkowskie do usunięcia "wszelkich przeszkód dla płynności ruchu przez drogowe przejścia graniczne". Wszędzie tam, gdzie jakąś drogę przeciął szlaban graniczny lub pas zaoranej ziemi - trzeba będzie odtworzyć pierwotny stan. Na pograniczu polsko-litewskim oznacza to np. odbudowanie dróg nieodnawianych od czasów II Rzeczypospolitej.

Unia Europejska

Pamiętajmy, że nie całe terytorium UE należy do Schengenlandii - wyjątkiem są Irlandia i Wielka Brytania. A też częścią Schengenlandii są państwa spoza Unii, jak Norwegia i Islandia.

Patrz informacje o krajach w tekście Okolice Szengenlandii.

Okolice Szengenlandii

Bułgaria i Rumunia

Najnowsi członkowie Unii przystąpili do traktatu Schengen na początku tego roku. Na otwarcie granic wewnętrznych będą musieli poczekać - prawdopodobnie do 2011 r.

Cypr

Wyspiarskie państwo od 2004 r. jest członkiem Schengen, ale kontrolę graniczną w portach i na lotniskach zniesie dopiero za dwa lata. Problemem jest trwający podział wyspy - jej północną część w 1974 r. zajęły wojska tureckie, by proklamować republikę Północnego Cypru, której nie uznaje nikt poza Turcją (nie może więc należeć do Schengen). Reszta wyspy pozostaje otwarta dla Polaków (którzy są jedną z największych grup etnicznych na wyspie po Grekach i Turkach).

Irlandia

Od 1952 r. Irlandia stanowi część tzw. Common Travel Area razem z Wielką Brytanią i wyspami Jersey, Guernsey i Man. W praktyce oznacza to, że do Schengen może wejść albo razem z Wielką Brytanią, albo najpierw musiałaby wystąpić z Common Travel Area. Jedno i drugie jest nieprawdopodobne w dającej się przewidzieć przyszłości. Ironiczny wymiar ma to, że Common Travel Area posłużył w 1985 r. za wzór dyplomatom szkicującym system Schengen.

Islandia

Podobnie jak Norwegia (zob.) Islandia jest w Schengen, ale nie jest w Unii. Na lotnisku turyście przylatującemu z Polski nikt nie będzie sprawdzał paszportu, ale celnik może chcieć skontrolować bagaże.

Mikropaństwa

Księstwo Andory nie jest członkiem UE ani traktatu Schengen i zachowuje normalną kontrolę graniczną, ale w czasie szczytu turystycznego jest ona wyrywkowa. Kontroli należy się spodziewać, zwłaszcza gdy opuszczamy księstwo. Ma ono bowiem status raju podatkowego, więc celnicy hiszpańscy lub francuscy będą nam zapewne chcieli policzyć alkohol czy papierosy, które wwozimy na teren Unii.

Księstwo Liechtenstein też nie jest członkiem UE, natomiast od I wojny ma układ o otwartej granicy ze Szwajcarią. W 2006 r. księstwo zadeklarowało chęć wejścia do Schengen, ale w praktyce może to zrobić tylko jednocześnie ze swoim sąsiadem (patrz Szwajcaria ). Tu też należy się spodziewać kontroli na granicy z Austrią, w praktyce zwykle mniej skrupulatnej niż w przypadku Andory (rajami podatkowymi Szwajcaria i Liechtenstein niestety nie są).

Republika San Marino nie jest członkiem Schengen, ale jeszcze od czasów Garibaldiego ma otwartą granicę z Włochami (należy się jednak spodziewać wyrywkowych kontroli zwłaszcza ze strony włoskich celników).

Księstwo Monako w 1861 r. powierzyło całą swoją politykę zagraniczną Francji - przystąpiło więc do układu Schengen razem z Francją.

Watykan od traktatu laterańskiego z 1929 r. ma otwartą granicę z Włochami. Nie jest jednak częścią układu z Schengen.

Wśród innych wyjątków należy wymienić klasztor na greckiej górze Atos (który wyłączono z Schengenlandii, by zachować tradycyjny zakaz wstępu dla kobiet), górski kurort Livigno we Włoszech (który zachował status raju wolnocłowego - a więc zachował kontrolę graniczną z resztą Włoch) i niemieckie miasto Büsingen (leżące całkowicie na terenie Szwajcarii).

Norwegia

W 1954 r. powstała tzw. nordycka unia paszportowa, w praktyce otwierająca granice między Norwegią, Danią, Finlandią, Szwecją i Islandią. Dwa kraje nordyckie - Norwegia i Islandia - z różnych powodów nie chciały przystąpić do UE. Powstał problem, który przysporzył o ból głowy wielu dyplomatów europejskich w latach 90. - albo unia nordycka ulegnie rozwiązaniu, albo dojdzie do paradoksalnej sytuacji, w której dwa kraje niebędące w Unii będą jednak w Schengen. Wybrano to drugie rozwiązanie - dlatego na granicy norwesko-szwedzkiej nie trzeba pokazywać paszportu pogranicznikowi, ale być może trzeba będzie pokazać bagaże celnikowi, bo przekraczamy granicę Unii.

Szwajcaria

Szwajcaria ma długą tradycję unikania organizacji międzynarodowych - do 2002 r. nie była nawet pełnoprawnym członkiem ONZ! Na dłuższą metę jednak kraj, w którego gospodarce tak istotną rolę odgrywa turystyka, nie mógł pozostawać poza Schengen. Szwajcarzy zgodzili się na wejście do układu w referendum z 2005 r. Prawdopodobnie zniesienie kontroli granicznej nastąpi w listopadzie 2008 r., już teraz jednak jest ona symboliczna, większość aut na unijnych lub szwajcarskich numerach przejeżdża bez żadnej kontroli.

Wielka Brytania

Prędzej Szwajcaria odrzuci doktrynę neutralności niż Wielka Brytania pożegna się z doktryną "splendid isolation" nakazującą pielęgnować korzyści, jakie daje brak lądowych granic z resztą państw Europy.

Wielka Brytania nigdy nie była zainteresowana wejściem do Schengenlandii, mimo że utrudnia to współpracę Scotland Yardu z SIS (a do takiej bazy danych każda policja świata chciałaby mieć dostęp). Dodatkowym problemem jest sytuacja w Irlandii Północnej - Brytyjczycy chcą za wszelką cenę zachować kontrolę graniczną na jej przejściach z Irlandią. W rezultacie Wielka Brytania i Irlandia pozostają jedynymi państwami Unii, które nie są członkami Schengen.

Źródło: Gazeta Wyborcza

 » 

Przepisy prawne po wejściu do strefy Schengen

wg Gazeta Wyborcza:

Co nam wolno, a czego nie, kiedy w minutę po północy nocą z 20 na 21 grudnia zniknie kontrola na granicy Polski z Niemcami, Czechami, ze Słowacją i z Litwą

Będziemy mogli swobodnie przekroczyć granicę w dowolnym miejscu, nie tylko przez wyznaczone przejście. Znikną kontrole graniczne, ale UWAGA - brak kontroli na przejściu nie oznacza braku kontroli w ogóle!

Granice nie przestają istnieć. Człowiek szybko się przyzwyczaja do dobrego i w krajach starej Unii stałym problemem są grzywny płacone przez podróżników, którzy nieświadomie złamali jakieś postanowienia kodeksu granicznego Schengen.

Żeby tego uniknąć, przeczytajcie nasze abecadło.

Artykuł 20

"Granice wewnętrzne mogą być przekraczane w każdym miejscu bez dokonywania odprawy granicznej osób niezależnie od ich obywatelstwa" - tak brzmi artykuł 20 tak zwanego kodeksu granicznego Schengen. Uczestnikami układu z Schengen jesteśmy od 1 maja 2004 r., ale dopiero teraz zacznie u nas obowiązywać ten artykuł.

Patrz: Granica wewnętrzna

Cło

Gdy przekraczamy granicę, kontrolują nas zwykle dwie służby. Straż graniczna sprawdza, czy mamy w ogóle prawo wjechać na teren danego państwa (lub go opuścić). Służba celna ma sprawdzić, czy nie przywozimy na przykład zbyt dużych ilości alkoholu. Na polskich przejściach granicznych zmiana, która nastąpi 21 grudnia, będzie dotyczyła przede wszystkim kontroli straży granicznej.

Co do kontroli celnej, to już od chwili naszego wejścia do UE na polskich granicach z Niemcami, Czechami, ze Słowacją i z Litwą kontrola celna prowadzona jest tylko wyrywkowo.

Jednak możemy się jej nadal spodziewać np. tam, gdzie po dwóch stronach granicy obowiązują różne przepisy i np. obrót pewnym towarem jest legalny po jednej stronie, a po drugiej nie wolno go nawet posiadać (patrz Pułapki ).

Ponadto granice Schengenlandii nie są tożsame z granicami Unii Europejskiej, więc kontrola celna na granicy szwedzko-norweskiej przebiega po staremu. Dla Polaka lecącego np. do Islandii zaskakujące może być to, że nie będzie musiał pokazywać paszportu, ale musi pokazać bagaże.

Drogi przemytników

Traktat z Schengen zaowocował pojawieniem się nowego rodzaju turystyki - legalne podróżowanie przemytniczymi szlakami. Nie musimy już przekraczać granicy przez zaznaczone na mapach przejścia, możemy szukać dróg dzikich, zapomnianych, którymi jeszcze kilka lat temu wędrowali tylko przestępcy i tropiący ich policjanci. W Alpach i Pirenejach biura podróży organizują całe wyprawy "szlakami przemytników" (np. na stronie www.landtreks.com znajdziemy pakiet "Pyrenean Explorer" oferujący tygodniową wycieczkę samochodową szlakami, które jeszcze nie tak dawno temu były nielegalne!). Podobne oferty wkrótce zapewne pojawią się także w Polsce - malownicze pogranicze polsko-litewskie, polsko-czeskie czy polsko-słowackie aż się o to prosi.

Granica wewnętrzna

Tak nazywane są w traktacie z Schengen granice pomiędzy krajami członkami (co nie oznacza członków UE - patrz Unia Europejska ). Nikt nas nie poprosi o okazanie dokumentów na samej granicy, ale wyjeżdżając, musimy mieć przy sobie paszport lub dowód (PRAWO JAZDY NIE WYSTARCZA!). W krajach starej Unii regularnie prowadzone są wyrywkowe kontrole, np. samochodów z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi na przygranicznych drogach.

Granice wewnętrzne nie przestają istnieć - zmieniają się tylko zasady ich przekraczania.

Za brak odpowiednich dokumentów grożą wysokie grzywny i przymusowe wydalenie. Nie rujnujmy sobie wypoczynku, wyjeżdżając np. na ferie bez dziecięcych paszportów.

Co więcej, kontrole można przywrócić, jeśli pojawi się zagrożenie "porządku publicznego lub bezpieczeństwa wewnętrznego". Nie należy się więc dziwić, że opustoszałe budynki straży granicznej na przejściach pozostaną na swoim miejscu. W starej Unii też ich nie wyburzyli, bo czasem się przydają - np. w 2004 r. kontrole graniczne przywrócono w Portugalii na czas mistrzostw Europy w piłce nożnej. Najprawdopodobniej tak będzie i u nas podczas Euro 2012.

Granica zewnętrzna

To granice oddzielające Schengenlandię od reszty świata. W przypadku Polski to granice z Ukrainą, Białorusią i Rosją (obwodem kaliningradzkim). Traktat sprawia, że kontrola na nich musi być bardziej rygorystyczna. Jednak, co miało być zaostrzone, to już zaostrzyli trzy lata temu, inaczej w ogóle nie mielibyśmy teraz znoszenia kontroli na granicach wewnętrznych.

Problemem może być wyższa cena wiz - Polska będzie teraz proponować turystom tzw. wizy Schengen uprawniające do swobodnej podróży po całej Europie, które niestety będą droższe. Np. dla obywateli Białorusi oznacza to wzrost ceny z 5 euro do 60 euro.

Z Ukrainą sprawa jest bardziej skomplikowana - Ukraina i Unia podpisały rok temu umowę o ułatwieniach w wydawaniu wiz, której jednak jeszcze nie ratyfikowano. Ostatecznych cen nie podał też jeszcze polski MSZ. Wiadomo więc na razie tyle, że żadnych ułatwień w najbliższym czasie nie będzie dla obywateli Białorusi, obywatele Rosji i Ukrainy mogą się spodziewać pewnych ułatwień, ale nowy minister spraw zagranicznych jeszcze nie zdążył podjąć decyzji.

Lotniska

Trzeba pamiętać, że kontrola graniczna zniknie na przejściach drogowych i morskich, ale na lotniskach mamy na to dłuższy termin - do 29 marca przyszłego roku. Trwająca od niepamiętnych czasów rozbudowa lotniska Okęcie musi się zakończyć w tym terminie - stary terminal nie nadaje się do "pełnego Schengen". Jeśli do końca marca terminal nie zostanie oddany do użytku, będziemy mieli skandal międzynarodowy, bo Polska nie spełni postanowień traktatu.

Prawo jazdy

Powtarzania tego nigdy za mało - PRAWO JAZDY NIE JEST DOKUMENTEM PODRÓŻY. Nie mówi nic o naszym obywatelstwie czy narodowości. Gdyby Osama ben Laden przyjechał do Polski, mógłby tu zrobić kurs prawa jazdy i dostać taki dokument, pod warunkiem że nie zawaliłby testu z parkowania równoległego - bo zadaniem powiatowych urzędników z wydziału komunikacji nie jest ściganie międzynarodowych przestępców. A to należy do obowiązków straży granicznej, więc nie ma co się dziwić pogranicznikom, że prawo jazdy im nie wystarcza.

Pułapki

Po dwóch stronach granicy wewnętrznej mogą panować całkiem odmienne przepisy prawne. Choćby sprawa handlu marihuaną - legalnego po holenderskiej stronie granicy, nielegalnego po niemieckiej. Inne są też limity alkoholu we krwi dla kierowców - Niemiec, który wsiądzie do samochodu po wypiciu jednego piwa, może legalnie jechać po niemieckich drogach (limit 0,5 promila), ale już w Polsce może popełniać wykroczenie (limit 0,2 promila), w Czechach zaś popełni je z pewnością (limit 0,0 promila).

W krajach starej Unii codziennością są wyrywkowe policyjne kontrole w strefach przygranicznych. Na przykład niemieccy policjanci lubią "polować" na austriackich kierowców na autostradzie numer 8, bo to jedyne autostradowe połączenie między wschodem a zachodem Austrii. Austriaccy kierowcy przyzwyczaili się do tranzytowego skrótu i zapominają o obowiązku zabrania paszportu lub dowodu tożsamości.

Podobnych policyjnych pułapek możemy się spodziewać w pobliżu naszych granic wewnętrznych.

System Informacyjny Schengen (SIS)

To ogromna baza danych zawierająca informacje nie tylko o obywatelach UE, ale też np. o skradzionych samochodach, listach gończych, a nawet fałszywych banknotach. Zaczęto ją wdrażać w 1985 r. - kiedy szczytem nowoczesności była pierwsza wersja Microsoft Windows 1.0! - a oddano do użytku na początku lat 90.

Warto wiedzieć, że w SIS odnotowane są akty przemocy dokonywane przez konkretnego podróżnika. Czasem słyszymy np. historie o naszych rodakach, którzy opóźnili start jakiegoś samolotu, bo szamotali się po pijanemu z obsługą. Wpis o tym incydencie w bazie SIS będzie towarzyszyć awanturnikowi do kresu jego dni.

Szlabany na drogach

Artykuł 22 kodeksu Schengen zobowiązuje państwa członkowskie do usunięcia "wszelkich przeszkód dla płynności ruchu przez drogowe przejścia graniczne". Wszędzie tam, gdzie jakąś drogę przeciął szlaban graniczny lub pas zaoranej ziemi - trzeba będzie odtworzyć pierwotny stan. Na pograniczu polsko-litewskim oznacza to np. odbudowanie dróg nieodnawianych od czasów II Rzeczypospolitej.

Unia Europejska

Pamiętajmy, że nie całe terytorium UE należy do Schengenlandii - wyjątkiem są Irlandia i Wielka Brytania. A też częścią Schengenlandii są państwa spoza Unii, jak Norwegia i Islandia.

Patrz informacje o krajach w tekście Okolice Szengenlandii.

Okolice Szengenlandii

Bułgaria i Rumunia

Najnowsi członkowie Unii przystąpili do traktatu Schengen na początku tego roku. Na otwarcie granic wewnętrznych będą musieli poczekać - prawdopodobnie do 2011 r.

Cypr

Wyspiarskie państwo od 2004 r. jest członkiem Schengen, ale kontrolę graniczną w portach i na lotniskach zniesie dopiero za dwa lata. Problemem jest trwający podział wyspy - jej północną część w 1974 r. zajęły wojska tureckie, by proklamować republikę Północnego Cypru, której nie uznaje nikt poza Turcją (nie może więc należeć do Schengen). Reszta wyspy pozostaje otwarta dla Polaków (którzy są jedną z największych grup etnicznych na wyspie po Grekach i Turkach).

Irlandia

Od 1952 r. Irlandia stanowi część tzw. Common Travel Area razem z Wielką Brytanią i wyspami Jersey, Guernsey i Man. W praktyce oznacza to, że do Schengen może wejść albo razem z Wielką Brytanią, albo najpierw musiałaby wystąpić z Common Travel Area. Jedno i drugie jest nieprawdopodobne w dającej się przewidzieć przyszłości. Ironiczny wymiar ma to, że Common Travel Area posłużył w 1985 r. za wzór dyplomatom szkicującym system Schengen.

Islandia

Podobnie jak Norwegia (zob.) Islandia jest w Schengen, ale nie jest w Unii. Na lotnisku turyście przylatującemu z Polski nikt nie będzie sprawdzał paszportu, ale celnik może chcieć skontrolować bagaże.

Mikropaństwa

Księstwo Andory nie jest członkiem UE ani traktatu Schengen i zachowuje normalną kontrolę graniczną, ale w czasie szczytu turystycznego jest ona wyrywkowa. Kontroli należy się spodziewać, zwłaszcza gdy opuszczamy księstwo. Ma ono bowiem status raju podatkowego, więc celnicy hiszpańscy lub francuscy będą nam zapewne chcieli policzyć alkohol czy papierosy, które wwozimy na teren Unii.

Księstwo Liechtenstein też nie jest członkiem UE, natomiast od I wojny ma układ o otwartej granicy ze Szwajcarią. W 2006 r. księstwo zadeklarowało chęć wejścia do Schengen, ale w praktyce może to zrobić tylko jednocześnie ze swoim sąsiadem (patrz Szwajcaria ). Tu też należy się spodziewać kontroli na granicy z Austrią, w praktyce zwykle mniej skrupulatnej niż w przypadku Andory (rajami podatkowymi Szwajcaria i Liechtenstein niestety nie są).

Republika San Marino nie jest członkiem Schengen, ale jeszcze od czasów Garibaldiego ma otwartą granicę z Włochami (należy się jednak spodziewać wyrywkowych kontroli zwłaszcza ze strony włoskich celników).

Księstwo Monako w 1861 r. powierzyło całą swoją politykę zagraniczną Francji - przystąpiło więc do układu Schengen razem z Francją.

Watykan od traktatu laterańskiego z 1929 r. ma otwartą granicę z Włochami. Nie jest jednak częścią układu z Schengen.

Wśród innych wyjątków należy wymienić klasztor na greckiej górze Atos (który wyłączono z Schengenlandii, by zachować tradycyjny zakaz wstępu dla kobiet), górski kurort Livigno we Włoszech (który zachował status raju wolnocłowego - a więc zachował kontrolę graniczną z resztą Włoch) i niemieckie miasto Büsingen (leżące całkowicie na terenie Szwajcarii).

Norwegia

W 1954 r. powstała tzw. nordycka unia paszportowa, w praktyce otwierająca granice między Norwegią, Danią, Finlandią, Szwecją i Islandią. Dwa kraje nordyckie - Norwegia i Islandia - z różnych powodów nie chciały przystąpić do UE. Powstał problem, który przysporzył o ból głowy wielu dyplomatów europejskich w latach 90. - albo unia nordycka ulegnie rozwiązaniu, albo dojdzie do paradoksalnej sytuacji, w której dwa kraje niebędące w Unii będą jednak w Schengen. Wybrano to drugie rozwiązanie - dlatego na granicy norwesko-szwedzkiej nie trzeba pokazywać paszportu pogranicznikowi, ale być może trzeba będzie pokazać bagaże celnikowi, bo przekraczamy granicę Unii.

Szwajcaria

Szwajcaria ma długą tradycję unikania organizacji międzynarodowych - do 2002 r. nie była nawet pełnoprawnym członkiem ONZ! Na dłuższą metę jednak kraj, w którego gospodarce tak istotną rolę odgrywa turystyka, nie mógł pozostawać poza Schengen. Szwajcarzy zgodzili się na wejście do układu w referendum z 2005 r. Prawdopodobnie zniesienie kontroli granicznej nastąpi w listopadzie 2008 r., już teraz jednak jest ona symboliczna, większość aut na unijnych lub szwajcarskich numerach przejeżdża bez żadnej kontroli.

Wielka Brytania

Prędzej Szwajcaria odrzuci doktrynę neutralności niż Wielka Brytania pożegna się z doktryną "splendid isolation" nakazującą pielęgnować korzyści, jakie daje brak lądowych granic z resztą państw Europy.

Wielka Brytania nigdy nie była zainteresowana wejściem do Schengenlandii, mimo że utrudnia to współpracę Scotland Yardu z SIS (a do takiej bazy danych każda policja świata chciałaby mieć dostęp). Dodatkowym problemem jest sytuacja w Irlandii Północnej - Brytyjczycy chcą za wszelką cenę zachować kontrolę graniczną na jej przejściach z Irlandią. W rezultacie Wielka Brytania i Irlandia pozostają jedynymi państwami Unii, które nie są członkami Schengen.

Polityka

Warszawa, 24 lutego 2008

Bohdan Poręba
03-728 Warszawa.
Ul. Targowa 33m.35
Tel: 818 19 85
0-501 394 583 > >
E.mail: bohdanporeba2@wp.pl

Szanowny Pan Bogdan Zdrojewski

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Piszę ten list ,ponieważ mam w uszach słowa Pana Ministra
usłyszane podczas Zjazdu Filmowców, iż drzwi Pana gabinetu są
dla nas zawsze otwarte. Tymczasem miesiąc temu rozmawiałem
bezskutecznie z Pana asystentką, prosząc o audiencję u Pana.
Obecnie jestem odsyłany do innych urzędników. Dzisiaj pani
Małgorzata Dziedziak powiedziała mi ( po miesiącu), że nie może
Pan się ze mną spotkać w lutym. Poprosiłem więc o termin marcowy
ale i tu spotkała mnie odmowa. Moim zdaniem ( być może się
mylę), obowiązkiem Pana urzędników jest łączenie Pana Ministra
z ludźmi i problemami kultury a nie rozciąganie miedzy nimi a
Panem Ministrem barier i zasieków. Uważam również za nie
dopuszczalne segregowanie ludzi kultury i dzielenie ich na
bardziej lub mniej słusznych. A ja proszę o rozmowę
wyłącznie z Panem Ministrem. Należy mi się ona, po pół wieku
pracy jako reżysera filmowego z dorobkiem kilkunastu znaczących
filmów, producenta prawie setki filmów, jako dyrektora zespołu
filmowego a potem studia (bezprawnie odwołanego, ze złamaniem
obowiązującej wówczas ustawy o kinematografii),po 25 latach
sprawowania tej funkcji, reżysera ponad 30 spektakli żywego
teatru,w kraju i za granicą, reżysera spektakli Teatru TV w tym
nagradzanych jako najlepsze spektakle roku.
Ostatnio, po kilkunastoletnim milczeniu w filmie( to w moim
życiu powtórka z historii), zapełnianym pracą w
zagranicznych teatrach, bez możliwości spełniania zawodu, który
jest miłością, powołaniem i sensem mojego życia. Pierwszy,
sześcioletni okres bezrobocia przeżyłem w latach 1963 -1969 -
następny trwa. Nikt mi nie odmawia talentu. Moje milczenie jest
spowodowane ostracyzmem zarówno władz jak i części środowiska,
ze względu na moje wyraziste poglądy patriotyczne i
artystyczne. A nie widzę, by nasza kultura cierpiała na nadmiar
artystów z charakterem i skrystalizowanym poglądem na człowieka
Polskę i świat.
Ostatnio zrealizowałem najpierw spektakl wystawiony z sukcesem w
Sali Kongresowej PKiN "Zmartwychwstanie" a następnie
zekranizowany w formie płyty DVD , za prywatne pieniądze osoby
obecnej podczas premiery w Sali Kongresowej. Film
"Zmartwychwstanie" powstał bez jakiejkolwiek pomocy czynników
oficjalnych. Poprzednik Pana Pan Ujazdowski, podobnie jak
przedtem minister Dąbrowski, ( również szef kinematografii nie
chcieli nawet spotkać się ze mną.
Film jest współczesną wersją "Wesela" Wyspiańskiego, pióra
wielkiej dziś poetki Lusi Ogińskiej. To świadome zapytanie o to,
co się w nas zmieniło po przeszło stu latach. To diagnoza stanu
umysłów naszego społeczeństwa po Jałcie i po Solidarności.
Schemat dramaturgiczny Wyspianskiego, autorka przyłożyła do
naszej współczesności. To z jednej strony surowa ocena III
Rzeczypospolitej z drugiej spór postaw związanych z tradycją
narodową zderzoną ze współczesnym bezideowym konsumeryzmem. W
tym sporze i ocenie III RP biorą udział duchy naszej
przeszłości. Piłsudski, polegli z Katynia i Powstania
Warszawskiego wreszcie sam Chrystus, który toczy walkę z
szatanem o dusze współczesnych Polaków. Ma coś z klimatu
"Dziadów" i "Nieboskiej".
Utwór miał swoją prapremierę w Chicago. Za pieniądze sponsora
objechałem z nim wszystkie środowiska polonijne w USA od
Florydy po Kalifornię. Ostatnio byłem z nim w Niemczech w
czterech miastach Westfalii. Wszędzie budzi wstrząs. Bo to jest
zdaniem nie tylko moim, najważniejszy utwór od lat napisany w
polskim języku i z talentem godnym wieszczów. O jego odbiorze
łatwo się przekonać na stronach
internetu::
www.zmartwychwstanie.com
oraz
www.bohdanporeba.bee.pl
Ostatnio otrzymałem list nuncjusza apostolskiego Ks. Abp.
Janusza Bolonka z podziękowaniem za ten utwór. Tylko w Polsce
jest jeszcze nie znany. Nie mamy już bowiem środków na jego
promocję. Nie wiele trzeba byśmy mieli hit ekranowy, bez grosza
włożonego dotąd przez kinematografię! Ale nie mam z
kim rozmawiać! Zwracam się do Pana > Ministra z prośba o rozważenie
możliwości patronatu nad tą premierą. > > Tworzymy komitet
promocyjny.Dotąd zgłosiły akces do niego:
Fundacja Pamięci Narodu Polskiego POLONIA MATER NOSTRA EST
Światowa Federacja Związku Kombatantów Polskich im Hedy ?Szarego
Patriotyczna Liga Polonii Amerykańskiej Nowy Jork
Związek Poszkodowanych przez III Rzeszę, Robotników Przymusowych
i Więźniów Obozów Koncentracyjnych w Wuppertalu Rzecznik
prasowy Unii Stowarzyszeń i Związków Polonii Ameryki Łacińskiej
Marek Lubiński z Peru
Dyrektor Kongresu Polonii USA Maria Loryś Mirecka
Redakcja "Kuriera Codziennego" w Chicago
Prowadzimy rozmowy z Nuncjuszem Apostolskim Ks.Abp.Januszem
Bolonkiem, który przysłał list gratulacyjny za
"Zmartwychwstanie" oraz z Prezesem > Kongresu Polonii
Amerykańskiej stanu
Illinois p.Markiem Stawiarskim, który patronował premierze
chicagowskiej.
Ze względu na ostracyzm wobec mojej osoby i przez intrygę
"Gazety > Wyborczej" nigdy nie miał premiery mój
ostatni, polsko-białoruski film z 1991 roku, " Siwa Legenda". A
jest filmem o charakterze szekspirowskim, bardzo widowiskowym,
przeznaczonym dla szerokiej widowni. Był moralnym zwycięzcą
Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni. Juror, ks. Tischner
powiedział w
wywiadzie, że ten film podobał się całemu jury i powinien być
szeroko rozpowszechniany. Tymczasem odcięto go od widowni. To
słowiańska, a więc zmiękczona wersja szekspirowskiej "Lady
Macbeth", rozgrywająca się na płonących stepach
Rzeczypospolitej XVII wieku, w międzynarodowej obsadzie. To
koprodukcja z Białorusią. Tam zwrócił nakłady po miesiącu
eksploatacji. Kiedyś gdy zajdzie potrzeba poprawy stosunków z
tym krajem, jego międzynarodowa premiera mogłaby mieć poważne
znaczenie polityczne. W Polsce tylko II program TV puścił go o
pierwszej w nocy. Mimo moich protestów.
Innym przykładem szkód dla kultury, spowodowanych ostracyzmem
wobec mojej osoby, jest tylko jednorazowa emisja
siedmioodcinkowego serialu TV "Polonia Restituta". Jest to
zbrodnia wobec obecnego wyjałowienia młodzieży z historii. A to
film o powstającej z pierwszej wojny światowej Rzeczpospolitej
.Z bohaterami: Paderewskim, Piłsudskim, Dmowskim, Witosem,
Daszyńskim ale i Wilsonem Clemenceau i Loyd Georgem. Serial jest
rozszerzoną wersją dwuczęściowego filmu kinowego, bogato wspartą
materiałem dokumentalnym, ukazującym wojenne i polityczne
wydarzenia, na których tle rodzi się niepodległa Polska.
"Zmartwychwstanie" pragnę Panu podarować z prośbą o obejrzenie
i pomoc.Potrzebuje ono nie wielkich środków na reklamę, by stać
się hitem naszych ekranów. Jest wyrzutem sumienia dla naszej
oficjalnej kultury. Moi aktorzy zasmakowawszy w sukcesie
zagranicznym, nie chcą się ze mną rozstawać. Mamy pomysł jak
powołać w Warszawie teatr który chce wziąć na siebie obowiązek
kształtowania
postaw i gustów wiernych najlepszym tradycjom polskiego teatru.
Jest szansa na powołanie teatru jakiego Warszawa nie ma.
Istniejące,
prześcigają się w poszukiwaniu coraz bardziej oderwanych od
tradycji utworów. A gdzie młodzież ma poznawać polską i światową
klasykę?
Mamy sytuację w której tylko ośmielenie władz municypalnych
przez Pana Ministra może dać Warszawie nowy teatr. Jest
siedziba, reżyser, aktorzy, świadomie dobrany repertuar. Od lat
tworzę fakty w kulturze, idąc pod prąd oficjalnym strukturom.
Czy tak musi być
dalej? Jak za Dąbrowskiego i Ujazdowskiego? Również za Pana
Ministra?
W ramach Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, złożyłem taki
projekt władzom jednej z dzielnic Warszawy. Sa
przychylne.Potrzebna jest tu pomoc Pana Ministra wyrażona w
postaci opinii.
List ten ma charakter informacji, prośby, rachunku sumienia i
spowiedzi. Dlatego nie mogłem się zgodzić na przedstawianie
problemów w nim zawartych pośredniczącym urzednikom.
Art.32 Konstytucji mówi:
"Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym,
społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny"!
Ja czuję się dyskryminowany za wyraziste, narodowe poglądy. A
moje poglądy to nie politykierstwo. Ukształtowały je matka,
kresowa nauczycielka i ojciec oficer legionów Piłsudskiego,
Wojska Polskiego, sztabowiec DOK III w wojnie bolszewickiej 20
roku, i Akowiec, magazynier broni w Wilnie. Ukształtowały je
pieśni słyszane w dzieciństwie przy partyzanckich ogniskach.
Ukształtowało je moje romantyczne Wilno. Ukształtował je kościół
i harcerstwo. Ukształtowała je tęsknota za manifestacją
tożsamości, powstała podczas studiów w zenicie stalinizmu.
Nauczyły mnie miłości do kultury narodowej i zrozumienia, że
sztuka jest służbą narodowi i odpowiedzialnością za jego serca
i umysły. Tym poglądom podporządkowałem całą moją twórczość
filmową i teatralną.
Także publicystyczną. I za nie doświadczyłem, wcześnie, bo już w
1963 roku goryczy pierwszego bezrobocia. Za jedyny jak dotąd
polski film fabularny o żołnierzach walczących na zachodzie
"Daleka jest
Droga". Jego bohaterami byli żołnierze Generała Maczka. A Maczek
miał odebrane polskie obywatelstwo. Już wcześniej miano mnie na
zębie, za mój pierwszy film dokumentalny "Apel Poległych?* (
1956) , w którym pokazałem polskiej widowni, dotąd zakazane:
materiały z Tobruku, Monte Cassino i Powstania Warszawskiego. A
dyrektorem wytwórni dokumentalnej była Rita Radkiewiczowa ,żona
siejącego postrach ministra bezpieki. Uratowało mnie trzęsienie
ziemi, wywołane rewelacjami Chruszczowa o Stalinie.
W roku 1968 padają moi prześladowcy. Przedwojenni komuniści z
KPP o kominternowskich poglądach: Aleksander Ford i Wanda
Jakubowska . Wcześniej trafia do moich rąk książka " Siedem
polskich grzechów głównych" Zbigniewa Załuskiego, broniąca sensu
polskich mitów: Księcia Józefa, Somosierry, Kosynierów
,Westerplatte, atakująca szkołę nienawistnych mi szyderców
wyśmiewających te mity. I słyszę po raz pierwszy słowa
wypowiedziane publicznie: ..."obojętne na jakim froncie
przelewana była polska krew, jest jednakowo warta?. Słyszy to w
trakcie sześcioletniego bezrobocia, syn oficera, który w
szesnastym roku życia poszedł bić się za Polskę. Który zakończył
szlak legionów Piłsudskiego i pierwszą wojnę z połową czaszki z
metalu i bez jednego oka. Ale miał stalowy charakter. Nie
przeszkodziło mu to w służbie w WP i AK. Ani w społecznej
funkcji prezesa Związku Inwalidów Wojennych w Wilnie. Nawet nasz
przyjazd do Polski w maju 1945 roku ,był jego służbą, bo
prowadzony przez ojca inwalidzki transport repatriacyjny (nr.22)
uwoził rodziny akowskie przed represjami NKWD.
Ja jeszcze na peronie ,jako repatriant wstąpiłem do wymarzonego
harcerstwa. Zakończyłem je w roku 1949 podczas likwidacji
harcerstwa ,jako ostatni drużynowy w moim bydgoskim liceum.
Dźwigałem na swych ramionach Mikołajczyka na zlocie w
Szczecinie. Ostatnią defiladę prowadziłem na tajnej uroczystości
3 maja, za którą mój hufcowy poszedł do więzienia a ja byłem
przesłuchiwany.
Dla mnie tamten czas miał znamiona pierwszej dekomunizacji.
Nie obchodziły mnie wtedy starcia o władzę. Mało się zresztą w
tym > orientowałem. Dlatego w roku 1969 , pragnąc poprzeć ten
prąd , jak rozumiałem, polonizacji kraju, wstąpiłem do partii.
I nie dla > kariery.Był to wybór pomiędzy Bermanem, Mincem,
Zambrowskim a świeżo wypuszczonym z więzienia Gomułką. Partia w
moim środowisku mnie nie chciała. Po co jej był potrzebny
bogoojczyźniany nacjonalista, jak mnie określano w
skosmopolityzowanym środowisku? Moja deklaracja ginęła trzykrotnie.
A ja uparcie chciałem zdobyć silną pozycję w środowisku, by
zrealizować swój plan. Zrodziły go sześć lat przemyśleń i
przewartościowań podczas bezrobocia. I zrealizowałem ten plan.
Ten plan to moje filmy : "Hubal" ( przyzna > Pan że to jak dotąd
najwyrazistsza w kinematografii manifestacja polskości i
katolicyzmu), "Jarosław Dąbrowski"( jeden z 2, obok Traugutta
wzorców osobowych Józefa Piłsudskiego), "Polonia Restituta" o
procesie odzyskiwania niepodległości z bohaterami: Piłsudskim,
Dmowskim, Paderewskim, Witosem, Daszyńskim ale i Loydem
Georgem,Clemenceau i Wilsonem, i niezwykle pouczającą lekcją
ukazującą kulisy Traktatu Wersalskiego, "Katastrofa w
Gibraltarze" o Generale Sikorskim z pierwszą w kinematografii
sceną gdzie bez osłonek mówi się o Katyniu i jego sprawcach. I
ten plan to otrzymany po "Hubalu" Zespół filmowy ?Profil?, z
którego postanowiłem w moim kosmopolitycznym środowisku uczynić
bastion kultury narodowej.
Proszę mi wierzyć:: realizując te filmy, i produkując filmy
kolegów,czułem się polskim artystą spełniającym misję nałożoną
mi przez najlepsze wzorce . Ojciec, uczył mnie, że Polsce trzeba
służyć w każdych okolicznościach i za wszelka cenę. Miałem przed
oczyma duszy Piłsudskiego, współpracującego dla Polski z
wywiadem austriackim, Wielopolskiego, Druckiego Lubeckiego,
Prądzyńskiego i
Brzostowskiego, czy Łukasińskiego, wykorzystującego pozory
masonerii dla konspiracji w Królestwie Kongresowym a naprawdę,
to Wallenroda. Naiwne? Tak, ale szczere. Czułem się ( i nadal
czuję), żołnierzem kultury narodowej, walczącym o świadomość
historyczną
społeczeństwa., idącym pod prąd i z determinacją w służbie
amnestii dla historii,
I społeczeństwo tak to odbierało. Stąd 12 000 000 widzów tylko
w kinach na " Hubalu " i 14 000 000 w kinach na wyprodukowanym
w moim zespole " Nad Niemnem ". Dziś podobne emocje budzi
*?Zmartwychwstanie" . Na tej drodze musiałem staczać potyczki z
władzą, i cenzurą. Ówczesny sekretarz KC d.s. kultury Tejchma,
kazał mi wyciąć sceny Bożego Narodzenia i wejścia do kościoła z
" Hubala" . Zażądałem zdjęcia mego nazwiska z czołówki filmu..
Już czułem się na nowe sześć lat bezrobotnym. Ale wygrałem. Bo i
wtedy spotykało się ludzi po polsku myślących. Tejchma kazał mi
później usuwać w "Jarosławie Dąbrowskim" sceny z kozakami na
ulicach Warszawy i scenę branki. Wygrałem, dzięki temu, że
powołałem się na odbytą już pomyślnie kolaudację w Moskwie( film
był koprodukcją).
"Katastrofę w Gibraltarze" kazał zdjąć z ekranów ( po bardzo
uroczystej premierze) jak mi oznajmił ówczesny kierownik wydziału
Kultury KC Nawrocki, ambasador sowiecki. Mój film o korupcji w
partii *Gdzie woda czysta i trawa zielona" przeleżał półtora roku
na półce. Ryzykując utratę kierownictwa Zespołu, stoczyłem bój
z poleceniem Jaroszewicza ukarania Romana Wionczka (
warszawskiego powstańca) za "Sekret Enigmy", gdyż dopatrzył się
w tym filmie ( i słusznie) gloryfikacji przedwojennej > ?dwójki.
Dziś przeżywam drugie bezrobocie. Od 1992 roku jako reżyser
filmowy i od 1998 jako dyrektor Studia Filmowego a więc
producent. Pierwsze przeżyłem z wyroku tych, których rodowód
wywodził się z antypaństwowej przedwojennej Komunistycznej
Partii Polski. Przeciwniczki przyłączenia Gdańska, Śląska i
Warmii i Mazur do Polski. Przeciwniczki niepodległości. Drugie,
za wieloletnie prowadzenie zespołu filmowego, jedynego, który
konsekwentnie budował repertuar narodowy: " Nad Niemnem" ,"
Między ustami a brzegiem puharu" , " Placówka", " Sekret
Enigmy", " Republika Ostrowska" ( o Powstaniu Wielkopolskim), "
Gdańsk 39", "Zamach Stanu" , " W cieniu nienawiści" ( o
Żegocie), " Polonia Restituta" , i inne moje wcześniej
wymienione filmy. W sumie 86 filmów kinowych i sporo seriali.
Debiuty Romana Wionczka, Ignacego Gogolewskiego, Janusza
Kidawy, Lecha Majewskiego, Leszka Wosiewicza, I około
dwudziestu innych. To też Zespół ten od początku stał się solą
w oku części środowiska, " ?Polityki" Mieczysława
Rakowskiego ,później "Gazety Wyborczej" Urbana. Ich ulubioną
grą było ukazywanie mnie przed czytelnikami w charakterze
czerwonego i jednoczesne donosy do KC > i ambasady sowieckiej z
oskarżeniami o nacjonalizm. Całym życiem i twórczością służyłem
idei amnestii dla historii Polski, wykształcaniu postaw
patriotycznych i obywatelskich, obronie wartości cywilizacji
chrześcijańskiej. Myślę, że moja nieobecność w kulturze
narodowej jest nie tylko moją krzywdą, ale i krzywdą dla
kultury. To nie zarozumialstwo. Nie widzę obecnie zbyt wielu
ludzi kultury, którzy chcieliby wziąć na siebie
odpowiedzialność za dusze współczesnych Polaków. Ten świat był
tak kształtowany. Ciągłe zawirowania naszych losów, rwanie nici
ciągłości naszych dziejów, rugowanie historii i klasyki z programów
szkolnych, negatywny dobór kadr kształconych dla kultury.
Obłędna polityka władz III RP, że aby zostać Europejczykiem
trzeba wyzbyć się polskości, wspierana przez środki przekazu
ofensywa modernistów, deprawatorów obyczajów, walczących
ateistów i dewiantów.
Jako były dyrektor Studia Filmowego ?Profil? przed laty
składałem w redakcji filmowej scenariusz pięcioodcinkowego
serialu "Książę ",
który w wersji kinowej nosi tytuł " 5 dni do wieczności " . Jest
to adaptacja " Bram Lipska" Jana Dobraczyńskiego, który wraz z
rumuńskim pisarzem Joanem Grigorescu jest autorem scenariusza.
Obecnie posiadam przekazane mi przez rodzinę Jana
Dobraczyńskiego i Joana Grigorescu prawa autorskie. Scenariusz
ten był recenzowany w TV (część recenzji posiadam) i otrzymałem
wówczas z ówczesnego Programu I list Dyrektora Pawlickiego , że
Telewizja jest zainteresowana realizacją, pod warunkiem
znalezienia koproducenta. To film o pięciu ostatnich dniach
życia Ks. Józefa Poniatowskiego. Od mianowania go
przez Napoleona marszałkiem Francji aż po śmierć w nurtach Elstery.
Stan rannego i jego maligna usprawiedliwiają retrospekcje z
centralnych wydarzeń z życia bohatera. Drugi plan filmu,
rozgrywającego się podczas bitwy narodów pod Lipskiem, tworzą
car Aleksander I, król Prus , Cesarz > Austrii no i oczywiście,
Napoleon.
A więc jest to także obraz odchodzącej Europy Napoleona i
początek Europy Trójprzymierza. Film ten przy współudziale TVP i
Instytutu Polskiej Sztuki Filmowej winien stać się koprodukcją
polsko - rosyjsko - francusko - niemiecką. To materiał na
wielki, aktualny, bo mówiący o końcu jednej - napoleońskiej i
początku drugiej Europy - Trójprzymierza). Posiadam list
intencyjny ITI Film Studio, wyrażający wolę wejścia do
koprodukcji i zajęcia się dystrybucją przyszłego filmu. Taki
sam list otrzymałem od polonijnej Telewizji Polskiej w Chicago,
zapewniający wszechstronną reklamę i emisję dla Polonii w USA i
Kanadzie.
W moich rękach znajdują się gotowe w każdej chwili do realizacji
scenariusze filmowe:
a) "Tajny Więzień Stanu?* Kazimierza Radowicza , stanowiący
filmową wersję wyreżyserowanego przeze mnie teatru TV pod tym
samym tytułem., Opowiada o losie Waleriana Łukasińskiego na tle
próby nadania konstytucji Królestwu Kongresowemu przez cara
Aleksandra I, udaremnione przez antypolskie intrygi na jego
dworze. To film do koprodukcji z Rosją. Zapowiadający
telewizyjną premierę Piotr Kuncewicz,uznał ten spektakl za
najbardziej współczesny od lat,gdyż ( i > słusznie) dopatrzył
się koneksji ówczesnej postawy cara Aleksandra I do Gorbaczowa.
b) " Demon" Jana Marszałka o prowokacji ochrany carskiej,
wywołującej rewolucję 1905 roku i niepodległościowej akcji
Piłsudskiego.
c) " Petofi i Józef Bem" Jana Marszałka ,do zawarcia
koprodukcji z Węgrami.
d) " Requiem" - saga lwowskiej rodziny inteligenckiej w okresie
paktu Ribbentropp - Mołotow. Od ostatnich szczęśliwych dni
przedwojennych, poprzez wybuch wojny, sowiecki nóż w plecy,
sowiecką okupację Lwowa aż po Kozielsk i Katyń. To jakby polski
" Doktor Żiwago" . Scenariusz posiada około 30 rekomendacji
organizacji
kombatanckich , rodzin katyńskich, Sybiraków, autorytetów
świeckich i
duchownych, bezskutecznie domagających się od władz kultury
realizacji tego filmu.
e) " Ostateczne Rozwiązanie" .O losach Szmula Zygielbojma,
działacza gminy Żydowskiej w Warszawie, później członka Rady
Narodowej przy Generale Sikorskim, który w obronie Żydów
ginących w Polsce, po bezskutecznych próbach wstrząśnięcia
sumieniami możnych tego świata, zakończył swoje życie
samobójstwem w Londynie w proteście przeciw milczeniu wobec tej
zbrodni.
f0 " Gospodarz" o Wincentym Witosie w 1920 roku.
Posiadam również 2 bardzo atrakcyjne scenariusze filmów
sensacyjnych:
f) Joana Grigorescu " Trzy zalakowane koperty" do koprodukcji z
którąś z kinematografii byłej Jugosławii. Akcja rozgrywa się na
jednej z wysp Dalmacji podczas ostatnich dni wojny.
g) Jerzego Grzymkowskiego " Gra ze śmiercią" do koprodukcji z
którąś z kinematografii pustynnego kraju. To film w charakterze
" Laurence z Arabii". Bohaterem jest Polak w Legii Cudzoziemskiej.
Tych scenariuszy nie mam gdzie zrealizować. Taki był cel
likwidatorów Studia Filmowego " Profil",oraz udaremnienie
powstania filmu " Requiem" jako konkurenta w temacie katyńskim
wobec Andrzeja Wajdy. Tymczasem film ten nie stanowi żadnej
konkurencji. Film Wajdy jest o płaczkach katyńskich. Mój jest
opowieścią o ofiarach i katach.
Wyjściem byłoby reaktywowanie Studia Filmowego ?Profil?,
zlikwidowanego w roku 1989
z naruszeniem Ustawy o Kinematografii.
Gdyby ta sprawa zainteresowała Pana Ministra, jestem gotów
dostarczyć pełną dokumentację. Dziś mogę je również powołać
przy Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, w której jestem
członkiem władz i dyrektorem
d.s.kultury. Potrzebne mi tylko przekonanie, iż mogę liczyć na
pomoc w naszych działaniach.
Dzisiaj, nie licząc na jakakolwiek pomoc, rozpocząłem pracę z
Janem Marszałkiem nad scenariuszem filmu o Jedwabnem. I nie
chodzi tu o polemikę z Grosem. On na nią nie zasługuje. To musi
być film o naszych kresach. O sowieckiej, niemieckiej i ponownie
sowieckiej okupacji i ich wpływie na stosunki i postawy ludzkie.
Współpracujemy z IPN. I z prokuratorami prowadzącym sprawy od
wielu lat.Wśród konsultantów tego scenariusza mam Żyda i
patriotę polskiego Bronisława Szenicera, przewodniczącego Gminy
Starozakonnych. I znowu to moja inicjatywa. Nie mam z kim
rozmawiać.
Czy nie udowodniłem Panu Ministrowi, że nasze spotkanie jest
koniecznością?
Mam 74 lata. Nie wiele mi jeszcze pozostało.
Czuję się w apogeum sił twórczych. I wiem że jestem potrzebny
polskiej kulturze. Proszę o pomoc w powrocie do niej.
Do tego listu dołączam płytę DVD ze " Zmartwychwstaniem"
Pozostaję z szacunkiem, w oczekiwaniu na rozmowę z Panem Ministrem.
Gdyby jednak spotkała mnie ponowna odmowa kontaktu z Panem
Ministrem, będę zmuszony nadać temu pismu charakter listu
otwartego.

Bohdan Poręba

KOMENTARZ:

Do dzis...list znakomitego tworcy, NASZEGO Wybitnego RODAKA, pozostaje bez odpowiedzi!
Tak to jest gdy za "MINISTRA" mamy... Fircyka w zalotach...

Krzysztof Pytel
Reims, 22.09.2008

Dobry król Olbracht

W pamięci zbiorowej Polaków panowanie Jana Olbrachta skwitowane zostało popularnym powiedzeniem, że za jego rządów wyginęła szlachta. Trudno o bardziej fałszywą ocenę jednego z najbardziej utalentowanych naszych władców.

Jan Olbracht, trzeci syn Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuskiej, przyszedł na świat na zamku wawelskim 27 grudnia 1459 roku. Swe imiona zawdzięczał św. Janowi Ewangeliście, patronowi dnia urodzenia, i dziadkowi po kądzieli, królowi czesko-węgierskiemu Albrechtowi II Habsburgowi. Olbracht jest polską formą niemieckiego imienia Albrecht, które we współczesnej polszczyźnie funkcjonuje w swej łacińskiej formie Albert.

Drogę do polskiego tronu otworzyły królewiczowi dwa wydarzenia: w 1471 roku pierworodny królewskiej pary Władysław Jagiellończyk został królem Czech, a w 1484 roku zmarł starszy brat Jana, królewicz Kazimierz (przyszły święty). Dwudziestopięcioletni Olbracht został następcą tronu. Zanim włożył na głowę koronę, miał okazję sprawdzić się jako władca na Rusi - przez cztery lata (1486 - 1490) pełnił tam funkcję namiestnika (zastępcy króla). Z najważniejszego zadania, czyli ochrony prowincji przed najazdami tatarskimi, wywiązywał się bardzo dobrze. W kilku bitwach rozbił czambuły tatarskie pustoszące pogranicze. Z mniejszym powodzeniem starał się o tron węgierski po śmierci króla Macieja Korwina (1490). Jego rywalem był starszy brat Władysław czeski. Nie bacząc na wezwania króla Kazimierza, Olbracht postanowił zbrojnie dochodzić swoich praw. Bratobójcza wojna skończyła się zwycięstwem Władysława. Po powrocie do Polski pechowego pretendenta czekała jeszcze trudna rozmowa z ojcem. Do spotkania jednak nie doszło.

7 czerwca 1492 roku, po blisko półwiecznych rządach, na zamku w Grodnie zmarł sędziwy król Kazimierz Jagiellończyk. 27 sierpnia tego samego roku w Piotrkowie szlachta jednomyślnie obwołała królewicza Jana Olbrachta królem Polski. Koronacja odbyła się 23 września w katedrze wawelskiej.

Król pełen energii

Nowy władca z niezwykłą energią, która miała cechować całe jego panowanie, zabrał się do porządkowania spraw państwa. Na początek postanowił uregulować stosunki z bratem, królem czesko-węgierskim. Fundamentem porozumienia była wspólna świadomość, że jedynie współpracując mogą w rękach „sławnego Domu naszego” - jak pisał Olbracht - utrzymać olbrzymie terytorium obejmujące trzy korony: polską, św. Stefana (czyli węgierską) i św. Wacława (czeską), oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Wspólnym wrogiem byli rosnący w siłę Habsburgowie, zgłaszający pretensje do rządów w Pradze i Budzie. Wspólną politykę miał zagwarantować polsko-węgierski traktat o przyjaźni (5 grudnia 1492 roku) wzmocniony dodatkowo zjazdem rodzinnym w słowackiej Lewoczy (Słowacja była wówczas częścią królestwa węgierskiego) w kwietniu i maju 1494 roku. W zjeździe uczestniczyli bracia – synowie Kazimierza Jagiellończyka: królowie Władysław i Jan Olbracht oraz kardynał Fryderyk i najmłodszy z rodzeństwa Zygmunt. Rządzący Litwą Aleksander Jagiellończyk przysłał swoich posłów. Olbracht odniósł ważne sukcesy, walcząc o poszerzenie granic swego królestwa. W 1494 roku wykupił Księstwo Zatorskie, a rok później, po śmierci księcia płockiego Janusza II, inkorporował jego mazowieckie władztwo. Przy okazji spacyfikował brata zmarłego księcia Konrada III Rudego. Ten niezwykle ambitny Piast dążył do zahamowania postępującego procesu wchłaniania kolejnych dzielnic Mazowsza przez Koronę. Olbracht zmusił dumnego księcia do ukorzenia się podczas sejmu w Piotrkowie (1496). Usłyszał on tam, że z powodu odmowy złożenia polskiemu monarsze należnego mu hołdu lennego utracił prawa do posiadanych ziem. Olbracht odebrał mu prawie wszystkie posiadłości. Wprawdzie Konrad mógł zarządzać nimi dożywotnio, ale po jego śmierci miały zostać włączone do Korony. Jedynie ziemię czerską mazowiecki władca miał prawo przekazać swym następcom jako dziedzictwo. Postanowienia piotrkowskie stały się podstawą ostatecznej inkorporacji Mazowsza do Polski w 1526 roku. Równie zdecydowana i konsekwentna była polityka Olbrachta wobec zakonu krzyżackiego. Od zakończenia wojny trzynastoletniej wielcy mistrzowie wypełniali zobowiązania nałożone na państwo zakonne na mocy drugiego pokoju toruńskiego. Jednak w 1498 roku wielkim mistrzem został książę Fryderyk saski, który zaczął otwarcie podważać zapisy traktatu. Przede wszystkim odmawiał złożenia na ręce polskiego króla hołdu lennego. Polski monarcha ponownie wezwał w marcu 1501 roku Fryderyka do złożenia hołdu. Kiedy ten znów odmówił, król przybył 8 maja do Torunia, by przygotować wojnę z Krzyżakami. Być może Olbracht planował dokończyć dzieło ojca ? ostatecznie rozprawić się z zakonem i przeprowadzić jego likwidację. Niestety, od początku czerwca król ciężko chorował. Organizm wyniszczały ataki gorączki. 17 czerwca 1501 roku, po niespełna dziewięcioletnim panowaniu, Jan Olbracht zmarł. W momencie śmierci miał jedynie 42 lata. Odchodził jako kawaler, nie zostawiając po sobie następcy. Przywołane powyżej niewątpliwe sukcesy Jana Olbrachta skutecznie przesłoniła jedyna klęska, jaką poniósł podczas swego panowania.

Mołdawski problem

Sąsiadujące z ruskimi ziemiami państwa Jagiellonów księstwo mołdawskie obejmowało tereny między Dniestrem a dorzeczem Seretu, rozciągając się od Karpat do Morza Czarnego. Prowadziły przez nie ważne szlaki handlowe: Droga Mołdawska, wiodąca z Kołomyi przez Suczawę na Bałkany i dalej Bliski Wschód, oraz Droga Tatarska, prowadząca na Krym i w głąb środkowej Azji. Spore znaczenie gospodarcze miały czarnomorskie porty - Kilia i Białogród. Księstwo nie odgrywało samodzielnej roli. Jego potężni sąsiedzi, Polska i Węgry, traktowali te ziemie jako swą strefę wpływów. Lawirowanie między Krakowem a Budą, a później również Istambułem, było istotą polityki mołdawskiej, a tutejsi władcy opanowali tę sztukę do perfekcji. Pozwalało im to na sprawowanie suwerennych rządów wewnętrznych i niedopuszczenie do realizacji pojawiających się co rusz projektów inkorporacji naddunajskiego państewka.

Jagiellonowie na przemian odzyskiwali i tracili kontrolę nad Mołdawią. W 1489 roku mołdawski władca Stefan III Wielki złożył w Kołomyi hołd lenny na ręce króla Kazimierza. Jednak już cztery lata później, rozczarowany brakiem pomocy w walce z Turcją, zdecydował się uznać jej zwierzchność. Mało tego ? podjął zbrojną próbę wydarcia z rąk polskich Pokucia, części koronnej Rusi Halickiej, która wchodziła klinem między Mołdawię a Węgry. Olbracht postanowił ostatecznie rozwiązać problem mołdawski i krótko po objęciu tronu podjął przygotowania do wielkiej wyprawy. Jej oficjalnym celem było odbicie portów czarnomorskich, lecz najprawdopodobniej plan zakładał osadzenie na mołdawskim tronie Zygmunta Jagiellończyka. Dzięki temu Olbracht mógłby rozwiązać wszystkie mołdawskie problemy: usunąć nielojalną miejscową dynastię, wyrwać hospodarstwo z tureckiej orbity wpływów oraz zamknąć spór o Pokucie. Wyprawa, która przeszła do historii pod nazwą bukowińskiej, była największą mobilizacją zbrojną Polski od czasów wojny trzynastoletniej. Wojsko zbierało się zimą i wiosną 1497 roku pod Lwowem. Królewskie wojsko tworzyli „zawodowi” rycerze oraz pospolite ruszenie. Wojsko „zawodowe” to nadworne chorągwie oraz zaciężni. Te pierwsze były opłacane przez monarchę, część ich obsady tworzyli dworzanie królewscy. Były to przede wszystkim oddziały ciężkozbrojne. Wojsko zaciężne (byli to przede wszystkim najemnicy ze Śląska i Czech) było karne, doświadczone w bojach i świetnie uzbrojone (głównie w rusznice i kusze). Posiłki dali też lennicy Korony - Krzyżacy i Mazowsze. Na wyprawę zabrano również artylerię: 40 dział różnego kalibru. Główną siłą wyprawy miało był pospolite ruszenie ze wszystkich ziem polskich. Wraz z kolejnymi przywilejami nadawanymi rycerstwu (szlachcie) przez polskich władców malały świadczenia, do których stan ten był zobowiązany wobec króla i państwa. U schyłku Rzeczypospolitej zwykło się mówić, że szlachcic jest winien swojemu królowi dwa grosze z łana (podatku poradlnego) i imię na pozwie (czyli wymienienie króla w dokumencie sądowym). Jednak szlachcic był winien swemu monarsze jeszcze jedno: osobiste stawiennictwo na pospolitym ruszeniu. Mimo upływu stuleci był zobowiązany do stawiennictwa na wezwanie władcy. Obowiązek ten wynikał z prawa feudalnego - w zamian za nadanie ziemi przez seniora wasal był zobowiązany do służby wojskowej. Oczywiście szlachta starała się ograniczyć i ten ciężar, wymuszając np. opłacanie uczestników pospolitego ruszenia podczas wypraw poza granice państwa. Przymus udziału w wyprawie wojennej był powszechny. Od obowiązku tego z mocy konstytucji przyjmowanych u schyłku XV wieku zwolnieni byli jedynie starcy niezdolni do noszenia broni, obłożnie chorzy oraz kaleki. Istniało prawo wystawiania na pospolite ruszenie zastępców, zazwyczaj sług mających zająć miejsce pana w chorągwi. Jednak zastępców wystawiać mogli jedynie duchowni i kobiety dzierżący prawem lennym dobra. Od uczestnictwa w wyprawie zwalniały również imienne przywileje królewskie. Zazwyczaj w zamian za udział w pospolitym ruszeniu król nakładał obowiązek stawienia się w razie wojny w pobliskim zamku. W ten sposób obsadzano załogami warownie.

Nieudana wyprawa

Mimo ponawianych przez Jana Olbrachta wezwań w obozie pod Lwowem stawiło się zaledwie 50 tys. rycerstwa. Niezrażony tym król zdecydował się 26 czerwca ruszyć na południe. Sam objął główne dowodzenie, natomiast zaciężnych oddał pod komendę hetmana koronnego Jana Trnki, spolszczonego Czecha. Po blisko dwóch miesiącach marszu wojsko dotarło do stolicy Mołdawii Suczawy. Jednak wielokrotnie ponawiane szturmy i ostrzał miasta nie przyniosły sukcesu. Ciężko chory na febrę Olbracht, widząc całkowitą klęskę swoich śmiałych planów, 18 października zgodził się zawrzeć układ ze Stefanem. Na jego mocy Polacy mogli swobodnie i nie niepokojeni przez nikogo wycofać się z Mołdawii. Ale mołdawski władca, który nieraz złamał dane słowo i przysięgę, i tym razem postanowił wykorzystać łatwowierność przeciwnika. Droga powrotna Polaków wiodła przez Bukowinę. Wojsko maszerowało w czterech kolumnach rozciągniętych na wiele kilometrów. Zbroje i kopie złożono na wozach. Nie wysłano na przeszpiegi zwiadowców. Do katastrofy doszło 26 października pod Koźminem, w miejscu, gdzie droga wchodziła w głęboki trzykilometrowy wąwóz o stromych ścianach. Pierwsza kolumna, złożona z rycerstwa wielkopolskiego, spokojnie przeszła przez rozpadlinę. Następnie do wąwozu weszła kolumna królewska (z wojskiem nadwornym, armatami oraz samym królem), małopolska (pospolite ruszenie z tej dzielnicy oraz rycerstwo ruskie i podolskie) i straż tylna (wojska zaciężne). Wtedy rozpętało się piekło. Na ariergardę spadły wcześniej podcięte przez Mołdawian potężne buki, których konary i gałęzie miażdżyły konie i ludzi. Na tych, którzy przeżyli, posypały się strzały i bełty miotane przez ukrytych w zaroślach Mołdawian. Niedobitków wybiła jazda. Tylna straż wojsk Olbrachta przestała istnieć. W tym samym czasie na praktycznie bezbronnych Małopolan spadło uderzenie mołdawskiej jazdy. Polacy bronili się rozpaczliwie. Kiedy do kolumny królewskiej, która bezpiecznie wyszła z jaru i połączyła się z Wielkopolanami, doszła wiadomość o zasadzce, król osobiście stanął na czele odsieczy. Dzięki niej udało się ocalić część Małopolan, a przede wszystkim wyprzeć z kniei jazdę mołdawską i rozbić ją w polu. Król zarządził odwrót. Pomimo zasadzek zastawianych przez Stefana po kilku dniach Polacy zdołali przekroczyć graniczny Prut i 5 listopada król mógł rozwiązać pospolite ruszenie. W sumie zginęło 11 tys. zaciężnych i rycerstwa z pospolitego ruszenia. Do tej liczby trzeba dodać kilka tysięcy zabitej służby. Z bukowińskich lasów nie wyszedł co piąty uczestnik wyprawy. Straty nieprzyjaciela z pewnością były niższe i sięgały kilku tysięcy. Olbracht nie zdołał zrealizować żadnego z zaplanowanych celów – porty czarnomorskie pozostały pod kontrolą Turcji, a Mołdawią nadal rządził wojewoda Stefan. Niewątpliwie ekspedycja była klęską Korony i króla Jana. Jednak nie można bezkrytycznie powtarzać powiedzenia o wyginięciu szlachty. Była to klęska, ale nie katastrofa. Straty były duże, lecz przede wszystkim wśród zaciężnych. Z pospolitego ruszenia zginęło zapewne 5 - 6 tys. ludzi. Skąd więc powiedzenie: „Za króla Olbrachta wyginęła szlachta”?

Za króla Olbrachta wygubiona szlachta

Niedługo po powrocie króla do kraju w Piotrkowie zebrał się sejm (styczeń - luty 1498 roku), który uchwalił wysokie podatki. Zapewne Olbracht zbierał środki na wyprawę odwetową przeciwko Stefanowi. Jednocześnie zabrał się do karania szlachty, która nie stawiła się na pospolite ruszenie. Miał być to zapewne środek dyscyplinujący na przyszłość, by wypełniała ona swój obowiązek wojenny bez ociągania. Kara za nieobecność podczas wyprawy była jedna i bardzo surowa ? konfiskata dóbr ziemskich. Decyzję o konfiskacie podejmował król. Co prawda można było się od tego orzeczenia odwoływać do sądów, ale te raczej rzadko go uchylały. Informację o tym, kto nie zjawił się na pospolitym ruszeniu, przynosili do monarchy… szlacheccy współbracia. To donosicielstwo nie wynikało bynajmniej ze słusznego gniewu na tych, którzy unikają służby wojskowej, lecz z bardziej przyziemnych pobudek. Otóż zazwyczaj donosiciel otrzymywał skonfiskowane dezerterowi dobra. Skala represji wobec tych, którzy nie poszli na bukowińską wyprawę, nie była porównywalna z niczym. Zazwyczaj (np. w czasie wojny trzynastoletniej) kończyło się na ukaraniu kilku, najwyżej kilkunastu osób. Tym razem liczba ukaranych szła w tysiące. Najwięcej konfiskat przeprowadzono na Mazowszu koronnym oraz w województwie ruskim. Ponieważ utrata dóbr posiadanych prawem lennym de facto oznaczała pozbawienie szlachectwa, w świat poszło, że za króla Olbrachta wyginęła (wyniszczała) szlachta. Wraz z upływem czasu zacierała się pamięć o represjach, które miały miejsce po wyprawie bukowińskiej. Ich miejsce w pamięci zbiorowej zaczęły zajmować obrazy klęski wyprawy i to z nią zaczęto wiązać przywołane powiedzenie. Pierwszy zanotował je i wprowadził do powszechnego obiegu kronikarz Marcin Bielski (zm. 1575). W swej kronice napisanej i wydanej blisko 100 lat po wyprawie posądzał króla, że ruszył przeciwko Mołdawii, zdając sobie sprawę z nieuchronności klęski: „Niektórzy domniemywali, że […] tę wojnę dlatego podniósł, aby szlachty jednę część wojną wytracił, a drugą sobie zniewolił. I stąd ten rym: Za króla Olbrachta wygubiona szlachta”. Klęska bukowińska zaciążyła na pamięci o panowaniu króla Jana Olbrachta. Warto jednak pamiętać o sukcesach, jakie podczas swego krótkiego panowania odniósł ten władca.

Źródło: Mówią Wieki