Czytasz wiadomości znalezione dla zapytania: Szlaki turystyczne Raciborza

Echosonda

Witam!
Dzięki Ci Kolego za zaiteresowanie moją osobą,poszukam tej mapki w Raciborzu.
Kupiłem:nowość Jezio Solińskie w skali 1:35 000.
Pokazane są głębokości,przeszkody,przystanie,szlaki turystyczne.
Będzie bardzo pomocna, jeszcze raz podziękowanie w Twoją stronę.
Od kilku dni kombinuję co kupić silnik elektryczy czy echo,to jest mój problem.
Pewne doświadcznie posiadam,wędkuję ponad 25 lat z brzegu.Jak zadecyduję to się
pochwalę .
Pozdrawiam z Raciborza Marek.

 » 

Wójtowa Wieś

Wójtowa Wieś - dzielnica miasta Gliwice od 1927. Dzielnica powstała na przełomie XVI i XVII wieku.
Dzielnica jest przez niektórych Gliwiczan zwana Wojtulą, natomiast w gwarze funkcjonuje wyłącznie jako Wojtowo Wieś. W dzielnicy mieszka około 8000 mieszkańców.
Przez dzielnicę przepływa niewielki strumień Ostropka wpadający do rzeki Kłodnicy oraz niewielki, okresowo wysychający strumyk Wójtowianka wpadający do Ostropki.
Kościoły i kaplice
- Kościół św. Antoniego
Edukacja
Szkoły podstawowe:
-Szkoła Podstawowa Numer 10 im. Juliusza Słowackiego
Przez dzielnicę przebiega szlak turystyczny:
- Szlak Husarii Polskiej - czerwony znakowany szlak turystyczny w województwie śląskim. Szlak opracowany przez ks. Jerzego Pawlika w latach 1969-1970 z okazji 286 rocznicy przemarszu wojsk polskich udających się na odsiecz Wiednia. Swą nazwę zawdzięcza decydującej roli Husarii Polskiej w bitwie pod Wiedniem pod wodzą króla Jana III Sobieskiego.
Przebieg szlaku Będzin Bytom Piekary ŚląskieOrzech Nakło Tarnowskie Góry Wieszowa Zabrze Gliwice Żernica Nieborowice Pilchowice Stanica Rudy Rezerwat przyrody Łężczok Racibórz
Pietrowice Wielkie Krzanowice .
Przez dzielnicę przebiega droga wojewódzka 408 oraz wzdłuż części granic dzielnicy przebiega autostrada A4 . Znajduje się tam również pętla tramwajowa, gdzie zatrzymują się tramwaje linii 1 do Rudy Śląskiej i linii 4 do Zabrza.
Do Szkoły Podstawowej numer 10. uczęszczała znana aktorka Agata Buzek, córka byłego premiera Buzka.

wątek dla miłośników kolei szerokiej i wąskiej

Konczę skanowanie III części tej książki Pana Soidy o kolejach wąskotorowych z niezliczoną ilością fotografii.
Wiem że rozpowszechnianie jest zabronione, ale skąd wziąść oryginał?
A nawet jeśli uda się gdzieś to zamówić, to wersja elektroniczna miłośnikom kolei wąskotorowej na pewno się przyda.

Zanim znajdę dojście do w/w dzieła, polecam wszystkim ten przewodnik



"Przewodnik „Koleją Wąskotorową do Rud”
Format A5, 104 strony, kolor
Cena: 26,- zł

Nakładem firmy Apland sp. z o.o. ukazał się przewodnik autorstwa Edwarda Wieczorka i Krzysztofa Soidy pt.: „Koleją Wąskotorową do Rud”. Na przeszło 100 pełnokolorowych stronach na kredowym papierze opisana jest trasa turystyczna wiodąca szlakiem kolei wąskotorowej Gliwice – Rudy i Racibórz – Rudy, jej osobliwości, interesujące obiekty, zabytki, pomniki i miejsca. Opis trasy uzupełnia historia powstania i dzieje kolei wąskotorowej Gliwice – Racibórz oraz obszerne streszczenie w języku niemieckim. Przewodnik jest bogato ilustrowany historycznymi i współczesnymi zdjęciami, rysunkami, tabelami oraz pełnobarwnymi, dokładnymi mapami i planami. "

Mam to teraz u siebie wypożyczone i mogę tylko zachęcić do kupna, jeśli są chętni to proszę o zgłoszenia- kupimy hurtem.

Carl Ulitzka - kto pamięta?

Umarli głosu nie mają... Sikorski też nie mógł powiedzieć "Dajcie mi spokój panowie".

Z drugiej jednak strony możemy na to popatrzeć z pozytywem. Jeżeli turyści przyjechaliby do Baborowa zobaczyć "miejsce pochówku Wielkiego Ślązaka i Niemca", wówczas mogliby także udać się do Raciborza złożyć mu stosowny hołd przy grobie.
A jeżeli przybyliby do Raciborza (który co by się nie oszukiwać przyciąga turystów - czego póki co o Baborowie powiedzieć niestety nie można) i tam natknęli się na grób Carla Ulitzki, to może zainteresowani tym tropem przybyliby do Baborowa.

Może zabrzmi to brzydko wobec zmarłego i jego szczątków, ale grób kogoś sławnego jest czasami bardzo dobrą reklamą dla miasta. Może więc przygotować coś w rodzaju ścieżki (szlaku) "Śladami Carla Ulitzki", który obejmowałby Racibórz i Baborów.

Born stubborN dnia Śro 18:53, 11 Mar 2009, w całości zmieniany 1 raz

 » 

Kolej/tramwaj historyczny/turystyczny

Wydzieliłem temat, bo jednak tyczy nieco odrębnego tematu

IMO tutaj można myśleć tylko i wyłącznie o kolejce turystycznej. Wąskotorówka nigdy nie będzie konkurencyjna czasowo czy finansowo, tym bardziej, że - aby miała jakiś sens transportowy - wymagałaby wytyczenia tak naprawdę nowych szlaków, co sensu nie ma.
Tutaj można mówić tylko o kolejce turystycznej. IMO nie ma sensu ciągnąć jej do Raciborza. Kolejka do Rud dojeżdżała w ok 50 minut (z Trynku) - to jest w sam raz na taką kolejkę (tym bardziej, że lądujemy w ciekawych Rudach). Najlepiej byłoby dociągnąć kolejkę do Nowych Gliwic (niekoniecznie do samego trynku). Co do finansowania - pamiętajmy, że kolejka jest wpisana do rejestru zabytków, kto wie, może wszystko sfinansowałaby Unia?

Lato z "metamorfozami"

W sprawie map. Pokazała się przyzwoita mapa-baza do naszego Rajdu.
Nazywa się 'Wojewódzctwo Śląskie' 1:100 000. Wydało ją wydawnictwo 'Galileos' w kooprodukcji ze słynnym niemieckim 'Kompass' (mój ulubiony wydawca map) W oparciu o tą mapę 'nasze' które będą rozdane Uczestnikom będzie można bardzo łatwo skonfigurować i zorientować się w położeniu na trasie. Mapa jest dostępna w MPiKach i w księgarni na Arkońskiej. Ja zakupiłem w MPiK na Rynku za 15,00 złociszy polskich.
Dodatkowo w tej ostatniej księgarni wypatrzyłem dosyć już leciwy ale nadal doskonały 'serial' pt. "Mapa topograficzna Polski, wydanie turystyczne" skala 1:100 000. Oczywiście mapa pt. "Gliwice" (7,50 zł) to mapa super podstawowa. Przede wwszystkim są zaznaczone warstwice wyskości, rodzaj terenu i ważniejsze szlaki turystyczne, również nam przydatne.
Wraz z mapą "Bytom" (cena j/w) stanowi doskonałą 'mapę 'rowerową' dla średnio zaawansowanych. Ma niewielki format łatwo to złożyć i upchać . Jest w zasadzie na tych dwóch mapach wszystko co trzeba Gliwiczanom pragnącym rowerować po okolicy. Czyli Lasy Raciborkie, Rudy, Kuźnia Raciborska aż do Raciborza (Rezerwat Łężczok!) + obszar ze Św. Anną do Toszeka (poniżej Pyskowice, Pławniowice, Taciszów etc) aż do Księżego Lasu.
Potem juz Tarnowskie Góry, a to już z innej beczki ...

W każdym razie gorąco polecam te 3 (chociaż) mapy!

BESKID ŚREDNI

Część I. Beskid Średni. Stan na 8.IV.2006r.
1. Kalwaria Zebrzydowska-Lankorowna Stacja PKP - Lanckorona - Groby - Harbutowice - Cisy Raciborskiego - Babica Zachodnia (szlak niebieski, potem czarny)
Brak utrudnień. Warunki turystyczne bardzo dobre. Ruch turystyczny znikomy.
2. Babica Zachonia - przeł. Szklarska - Parszywka - Koskowa Góra (bez szlaku, potem szlak żółty) Brak utrudnień. Warunki turystyczne bardzo dobre, miejscami dobre (płaty śniegu, znaczne obłocenie). Ruch turystyczny znikomy.
3. Koskowa Góra - Bogdanówka (szlak niebieski, potem bez szlaku)
Brak utrudnień. Warunki turystyczne dobre, miejscami średnie lub bardzo dobre (śnieg na szczycie Koskowej Góry, znaczne obłocenie). Ruch turystyczny znikomy.

Część II. Beskid Średni. Stan na 9.IV.2006r.
1. Bogdanówka - Skomielna Czarna - Więcierza - Tokarnia (bez szlaku, potem szlak zielony, potem bez szlaku)
Brak utrudnień. Warunki turystyczne bardzo dobre. Ruch turystyczny znikomy (przy Kościele duży "samochodowy" ruch turystyczny).
2. Tokarnia - Zawadka - Kotoń - Pcim (szlak czarny, potem bez szlaku, potem czarny, potem żółty)
Brak utrudnień. Warunki turystyczne dobre, miejscami średnie (znaczne obłocenie, płaty śniegu w partiach podszczytowych). Ruch turystyczny znikomy.

Strategia Gospodarki Wodnej

Niestety nie mam za dobrych wiadomoci

Otóż Rada Ministrów przyjęła 13 wrzenia Strategie Gospodarki Wodnej. Ogólnie mówi?c s? tam fatalne dla ochrony przyrody zapisy np:
- dokończenie budowy stopnia wodnego Malczyce na Odrze
- modernizacja drogi wodnej Odra - Wisła
- budowa zbiornika Racibórz na Odrze i Wrocławskiego Węzeła Wodnego
- piętrzenie poniżej stopnia wodnego Włocławek( zapewne Nieszawa albo co podobnego )
No i niestety najgorsze: dokument przewiduje przygotowanie szlaku wodnego Wisły od Krakowa do ujcia dla celów turystycznej żeglugi pasażerskiej

Tak więc w perspektywnie mamy przyrodnicz? degradacje Doliny Wisły( w tym czterech ostoi naturowych: Ujcie Wisły, Dolina Dolnej Wisły, Dolina ?rodkowej Wisły i Małopolski Przełom Wisły).
Za budowle przewidziane w Dolinie Odry zniszcz? m.in. ostoje naturowe: Gr?dy Odrzańskie, Doline Noteci i Kanału Bydgoskiego i projektowane: Łęgi Odrzańskie, Dolina ?rodkowej Odry.

Same dobre wiadomoci I to w oficjalnym rz?dowym dokumncie

Dla tych, którzy chcieli by się zapoznać się z tym dokumentem - dostępny jest on na stronie naszego "kochanego"MInisterstwa ?rodowiska

Rudy wlasnoocznie.

"Fajny" maszynista, niech go szlag... Hamowanie przeciwparą dopuszcza się
jedynie w sytuacjach awaryjnych, wymagających hamowania nagłego! Regularne
hamowanie przeciwparą to szybkie rozpieprzanie maszyny - oznacza zasysanie
spalin z dymnicy do cylindrów - przyspieszone ich zużycie, nadmierne
zużywanie toru i obręczy kół, ryzyko wykolejenia, tym bardziej że szlak z
Rud do Stanicy jest naprawiony miejscami prowizorycznie (tragiczne złącza
chyba nadal nie poprawione) a sam parowóz jest fatalnie wyważony
(przeciążony przód). Co gorsza profil tego jeżdżonego "ogryzka" linii
gliwicko-raciborskiej (mam na myśli szlak Rudy-Stanica) jest trudny, ze
spadkami rzędu 30 o/oo i ciasnymi łukami.

Ale czego się spodziewać po tych ludziach - kultura pracy co poniektórych
"kolejorzy" przypomina mi kierowcę samochodu, którego podstawowymi
narzędziami są młotek i majzel. Pierwszy do przerzucania biegów, drugi do
otwierania maski. Brakuje tam kogoś do myślenia, niestety.

(HISTORIA) Parowozy górskie były niegdyś wyposażone w przeciwciśnieniowy
hamulec Riggenbacha, który pozwalał zamienić cylindry w "sprężarki" i w ten
sposób skutecznie hamować przy zjazdach ze spadku. Ale to zupełnie inna
historia. Hamulec parowy zaś był podstawowym hamulcem Tw53 (nie miał on
zespolonego, zespolony w SAM-ie Popiela pochodzi z Px48 prawdopodobnie) i
widocznie w czasie "rekonstrukcji" został zdemontowany. Ponadto Tw miały
hamulec ręczny przerzutowy, o ile mnie pamięć nie myli.

Moj komentarz jest prosty - dopóki nie wykoleją pierwszego pociągu z ludźmi,
nie nauczą się. Rok temu wykoleili turystyczny w Bytomiu, bo im "się
zapomniało" o przewodzie hamulca zespolonego. Nie tyle się zapomniało, co
"naczelnik nie kazał albo kazał nie tak jak trzeba". Św. Katarzyna czuwała,
bo nic się nie stało pasażerom, jak wagony wskakiwały na siebie. Pod Rudami
może być mniej ciekawie. Nie ma żartów, gdy chodzi o hamowanie 40-tonowego
parowozu.

Pozdrowienia

Jakub



| Przerabiać? To koliduje z tym, co mówił mi maszynista.

| A co mówił maszynista?

Że, cytuję:
"Każdy parowóz ma hamowanie na tzw. przeciwparę i do lekkich pociągów
wystarcza."

pozdrawiam
Michał Smolnik

www.smolnik.w.pl

PKP!=kolej


Autobus szynowy dla Opolszczyzny



| kilku wojewodztw, opolskie wlasnie oglosilo swoj wlasny. Dostawy sztuk
| jednej mozna sie spodziewac najwczesniej na przyszle wakacje. Samorzad
| wojewodzki chetni widzialby ten pojazd obslugujacy pociag Opole -
| Jesenik (!). Czy tak bedzie? Znajac PKP... Do tego jeszcze po wyborach
| wladze wojewodzkie moga juz nie byc takie prokolejowe jak obecnie :-(

1 sztuka, mój Boze....
Pojezdzimy ze hej!
Jak sie nie ma co sie lubi :)
Gdyby kupili z 10, to moze ozyl by szlak Opole - Jelowa - Namyslów ???


Przecinałem go kilka tygodni temu w miejscowości Pokój. Trawa,
chaszcze, młode drzewa do wysokości 3 metry na stacji. Tory leżą, ale
za ich stan, to ja bym nie ręczył. Szlakowa oficjalnie 15 km/h. Ruchu
brak. Strasznie to wygląda, strasznie :-(. Jeśli chodzi o Woj.
Opolskie, sądzę, że szanse na przywrócenie ruchu są przede wszystkim
właśnie na przejściu granicznym do Jesenika (zyski z ruchu
turystycznego), choć moim zdaniem, pożyteczniejsze dla mieszkańców
byłoby spożytkowanie tego szynobusa na szczytowe połączenia Gracze -
Niemodlin - Szydłów - Opole (2 rano, jedno około 14, jedno o 17-ej,
wzmacniające jednocześnie obsługę (faktem, że mało obciążonego)
odcinka Opole - Szydłów) potem w następnej kolejności szansa na ruch
kolejowy jest na ex tab. 201 Opole - Jełowa - Kluczbork, wreszcie mam
nadzieję, że na t. 221 Brzeg - Nysa. Dalej... trudno cokolwiek sądzić.
Moze gdyby prokolejowa władza się utrzymała, to Kędzierzyn Koźle -
Strzelce Opolskie, Racławice - Baborów (- Racibórz), albo Racławice -
Baborów i (Pilszcz?) - Baborów - Kedzierzyn. O innych liniach na
Opolszczyźnie, czyli właśnie Jełowa - Kluczbork, Głubczyce -
Pietrowice, Gogolin - Krapkowice - Prudnik, Fosowskie - Strzelce,
Fosowskie - Dobrodzień czy odgałęzienia w rejonie Nysy... wolę nie
myśleć. Może S. Biega zdradzi jakieś dalekosiężne plany samorządu?

Pozdrawiam
Alek 'Alekloco' Kurstak
Polska dla rowerów i pociągów!

Wpierw "usunto-" pamietaj wyrzucic... A potem:
olek[at]rowery[dot]com

Gliwice Trynek cd

Los stacji Gliwice Trynek pokazuje wydatnie stosunek zacnego miasta Gliwice
(z którego pochodzi obecny premier i chyba połowa władz województwa) ,
województwa śląskiego i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków do tematu
"komunikacja szynowa na Górnym Śląsku". Jednym słowem, krótkim - wszyscy
mają to głęboko w dupie. Kradzieże - bo tu po prostu "tylko" kradną, PKP nic
tu od wielu lat nie
dotykały - odbywały się pod czujnym okiem mieszkańców osiedla i policjantów,
patrzących codzień na stację z 10-piętrowych bloków, a zabytkowa stacja
została zaakceptowana przez miasto i mieszkańców okolicy jako miejsce
spotkań meneli.

Podobnie było w Siemianowicach i Katowicach, gdzie całe
kilometry szlaku Siemianowice-Szopienice niknęły dzień po dniu i nikt nic
nie widział - mimo że, podobnie jak w Gliwicach, linia kolejowa przebiegała
tu  w odległości kilkudziesięciu metrów od potężnych blokowisk.

Gliwice zlikwidowały w ciągu ostatnich kilkunastu lat linie tramwajowe do
Trynku i ul. Zygmunta Starego, straciły kolejke do Raciborza, zasypały
torowisko GKW przechodzące bekolizyjną średnicą przez całe śródmieście, chcą
też zlikwidować ostatni tramwaj "czwórkę" - w zamian mają komunikacyjny
bajzel autobusowy (bo trudno to nazwać komunikacją, od lat jest źle) i
zapakowane do granic absurdu samochodami miasto - historia bałaganiarskich
"antyinwestycji" w komunikację nie ma końca. Na szczęście
nie muszę tam już mieszkać. Chcecie odwiedzić to miasto? Ciekawe
turystycznie? Było! Pozostała wątpliwa atrakcyjność dla inwestorów, Opel nie
dorobil się nawet bocznicy kolejowej... szkoda gadać.

Brawo Gliwice!

Jakub

----- Original Message -----

Newsgroups: pl.misc.kolej
Sent: Saturday, January 06, 2001 12:09 PM
Subject: Gliwice Trynek - totalny rozklad

Bylem dzisiaj rano na krotkim spacerze na bylej stacji waskotorowej
Gliwice
Trynek. Szyny sa juz zwiniete (nie wiem czy ukradzione czy tez moze
zrobila
to PKP). Na stacji leza tylko podklady betonowe (drewniane sa powyciagane
wiec podejrzewam ze szyny jednak rozkradli zlomiarze). Fragmenty szyn
znajduja sie jedynie na przejezdzie przez ul. Pszczynska
(niezaasfaltowane)
oraz na stacji benzynowej Arala (to ta, ktora do niedawna byla jedyna
stacja
benzynowa z bocznica waskotorowa). Sam budynek stacji i otoczenie to
kompletna ruina. Morze smieci, zamurowane wszystkie drzwi i okna. Na
scianie
budynku wisza dwie tabliczki, pierwsza:"obiekt zabytkowy" i nieopodal
druga:
"uwaga grozi zawaleniem". Jednym slowem rozklad.

Pozdro

MM


Zatorze

Zatorze - dzielnica miasta Gliwice od lutego 2008 roku. Na terenie dzielnicy znajduję się między innymi osiedle mieszkaniowe Milenium, osiedle mieszkaniowe Powstańców Śląskich, centrum handlowe Forum Gliwice, a także stadion klubu sportowego GKS Piast Gliwice.
Kościoły i kaplice
-Kościół Chrystusa Króla
-Kościół św. Rodziny
Cmentarze
-Cmentarz Lipowy - cmentarz powstały w 1885 roku.
-Nowy Cmentarz Żydowski w Gliwicach - kirkut z 1902 roku, przy cmentarzu w 1903 roku powstał neogotycki dom pogrzebowy projektu Maxa Fleischera (1841-1905).
Edukacja
Szkoły podstawowe:
-Szkoła Podstawowa Numer 7 im. Adama Mickiewicza
-Szkoła Podstawowa Numer 18 im. Jana Pawła II
-Szkoła Podstawowa Numer 20 im. Powstańców śląskich
Gimnazja:
-Gimnazjum Numer 7 w ZSO–4
-Gimnazjum Numer 10 im. Ignacego Jana Paderewskiego
-Gimnazjum Numer 17 w ZSO–3
Licea ogólnokształcące:
-II Liceum Ogólnokształcące w ZSO–3
-III Liceum Ogólnokształcące
-VII Liceum Ogólnokształcące w ZSO–4
-IX Liceum Ogólnokształcące w GCE
Szkoły zawodowe:
-Zespół Szkół Mechaniczno-Elektronicznych
-Zespół Szkół Łączności im. Prof. Stanisława Fryzego
Górnośląskie Centrum Edukacyjne im. Marii Skłodowskiej-Curie
Szkoły wyższe:
-Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości
Przez dzielnicę przebiegaj szlak turystyczny: - Szlak Husarii Polskiej czerwony znakowany szlak turystyczny w województwie śląskim. Szlak opracowany przez ks. Jerzego Pawlika w latach 1969-1970 z okazji 286 rocznicy przemarszu wojsk polskich udających się na odsiecz Wiednia. Swą nazwę zawdzięcza decydującej roli Husarii Polskiej w bitwie pod Wiedniem pod wodzą króla Jana III Sobieskiego.
Przebieg szlaku Bytom Piekary Śląskie Orzech Nakło Tarnowskie Góry Wieszowa Zabrze Gliwice Żernica Nieborowice Pilchowice Stanica Rudy Rezerwat przyrody Łężczok Racibórz Pietrowice Wielkie
Krzanowice.
Przez dzielnicę przebiega droga wojewódzka 901 , łącząca między innymi Pyskowice z Gliwicami oraz droga krajowa 78 .

Walka o województwo

Stworzenie województwa ze stolicą w Częstochowie nie wpłynie na dostępność dla naszych mieszkańców do instytucji, placówek służby zdrowia, uczelni czy zakładów pracy na Śląsku. Nadal mieszkańcy regionu częstochowskiego będą mogli korzystać np. ze szpitali w Zabrzu czy Biblioteki w Katowicach albo pracować w Raciborzu. To nie jest żaden argument przeciw woj.częstochowskiemu/jurajskiemu. Zresztą mogą się też leczyć w Krakowie czy pracować w Warszawie nawet teraz i sprawa województwa nic do tego nie ma...

Ale to co mówisz, np. o słabości naszych regionalnych instytucji kultury- to właśnie wina braku wsparcia województwa. Bo kto utrzymuje Bibliotekę Śląską w Katowicach, Teatr w Katowicach, Filharmonię w Katowicach, Instytucję Silezja-film w Katowicach i Festiwal Sztuki Kameralnej, Muzeum w Katowicach, Operę Śląską itd
Otóż te instytucje finansuje się z kasy województwa. Tymczasem w naszym regionie podobne instytucje finansuje gmina. Stąd także pochodzi przewaga kultury GOPu na resztą regionu...

A pod względem gospodarczym - jeśli chcesz sprowadzić mieszkańców Zawiercia i powiatu do pracowników którzy dojeżdżają 50-80 km do pracy w GOPie to masz rację - integrujmy powiat z GOPem i odpuśćmy sobie woj.jurajskie czy częstochowskie. Ale ja myślę o rozwoju przedsiębiorczości, rolnictwa, turystyki, infrastruktury w samym Zawierciu i powiecie. A tu specyfika ekonomiczna komponuje się z resztą regionu częstochowskiego.

Dlatego Ragionalna Strategia Rozwoju przyszłego woj.częstochowskiego sprzyjałaby powiatowi zawierciańskiemu, w przeciwieństwie do RSI woj.śląskiego, gdzie nie ma za wiele miejsca na turystykę, rolnictwo, drobną przedsiębiorczość, przemysł lekki (tak specyficzne dla Częstochowy i Zawiercia)...

O infrastrukturze już nie wspominam, bo od 9 lat Częstochowę i region pozbawia się sprawnej logistyki. Zresztą wspólnym z Zawierciem przykładem jest ciągłe pomijanie kwestii budowy Szlaku Staropolskiego (u nas to odcinek: Szczekociny - Czewa -Lubliniec). Gdybyśmy mieli woj.częstochowskie/jurajskie byłby to priorytet. A tak śledzimy tylko rozbudowę tzw. trasy średnicowej.

INTERNAUCI PYTAJĄ - PREZYDENT ODPOWIADA

Panie Prezydencie, co rusz w tym temacie poruszany zostaje wątek o problemach komunikacyjnych w naszym mieście. Niepokoi mnie to, że w tych dyskusjach, notorycznie, całkowicie pomijanym środkiem lokomocji jest ekologiczny, tani, "zdrowy" rower. Od dłuższego już czasu w Rybniku nie dzieje się zupełnie nic w infrastrukturze drogowej, co mogło by zachęcić mieszkańców naszego miasta do wypróbowania roweru jako sposobu do poruszania się po mieście, czy to w formie dojazdów do pracy/szkoły, małych zakupów, czy do załatwienia spraw urzędowych. Czy jest nadzieja, że w najbliższym czasie coś drgnie w tej sprawie? To, że Rybnik może pochwalić się setkami kilometrów turystycznych tras rowerych, nie może usprawiedliwiać zupełnej bezczynności w działaniach na rzecz rozwoju infrastruktury rowerowej w mieście!

Drugą kwestię, którą chciałem poruszyć, to legalność umieszczonych znaków drogowych C-13 ,,droga dla rowerów'' przy szlaku rowerowym prowadzącym wzdłuż ul. Rudzkiej przy Zalewie Rybnickim. Uważam, że znaki te postawiono tam zupełnie bezprawnie, gdyż ów szlak rowerowy nie spełnia podstawowych wymagań ścieżki rowerowej określonych w ROZPORZĄDZENIU MINISTRA TRANSPORTU I GOSPODARKI MORSKIEJ z dnia 2 marca 1999 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie. (Dz. U. Nr 43, poz. 430)
Prowadzi to czasem do kuriozalnych sytuacji na tym odcinku drogi, o których lepiej przemilczeć.


To nie jest tak, że nic się nie dzieje – miasto nie zapomniało o ścieżkach rowerowych.
Ich oznakowanie na terenie miasta Rybnika odnawiane jest co roku. W tej chwili opracowywany jest projekt organizacji ruchu, dzięki któremu oznakowane zostaną ścieżki i trasy rowerowej wzdłuż ul. Gliwickiej (na odcinku od mostu na rzece Ruda w kierunku dzielnic Wielopole, Golejów)
Wspomniane przez internautę znaki C-13, zlokalizowane wzdłuż ul. Rudzkiej przy Zalewie Rybnickim, ustawiono ze względu na bezpieczeństwo rowerzystów. Ze względu na duże natężenie ruchu pojazdów, przekierowano ruch rowerowy z ul. Rudzkiej, na istniejącą trasę rowerową.
Pomimo zastrzeżeń „wojto”, do rybnickich tras, gorąco zachęcam wszystkich do korzystania ze ścieżek rowerowych. Już dziś można dzięki nim poruszać się nie tylko między poszczególnymi dzielnicami miasta Rybnika, ale i poza granice miasta, np. w kierunku: Żor, Jastrzębia, Radlina, Raciborza, Rud, Katowic.
Zapewniam też, że myślimy o dalszej rozbudowie tras rowerowych na terenie Rybnika – jeśli tylko pojawią się takie możliwości – zarówno techniczne jaki i finansowe, działania takie zostaną podjęte.
Pozdrawiam

Po;itechnika

Politechnika - dzielnica miasta Gliwice od lutego 2008 roku. Dzielnica jest położona we wschodniej części miasta.
Przez dzielnicę przepływa rzeka Kłodnica i rzeka Bytomka, a na jej terenie położona jest między innymi Politechnika Śląska, która znajduje się w miejscu osuszonych stawów rozlewiska rzeki Kłodnicy, Kuria Diecezjalna i Plac Krakowski, który jest miejscem imprez i koncertów.
Na terenie dzielnicy powstanie centrum handlowe Focus Park i hala sportowa Podium.
Kościoły i kaplice -
-Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa
- Kościół św. Michała Archanioła
-Kościoły innych wyznań: Ewangelicki Kościół Zbawiciela
Edukacja-
-Szkoła Podstawowa Numer 36
-Gimnazjum Numer 14 w ZSO–10
-I Liceum Ogólnokształcące w ZSO–10 .
Przez dzielnicę przebiegają następujące szlaki turystyczne -Szlak Husarii Polskiejczerwony znakowany szlak turystyczny w województwie śląskim. Szlak opracowany przez ks. Jerzego Pawlika w latach 1969-1970 z okazji 286 rocznicy przemarszu wojsk polskich udających się na odsiecz Wiednia. Swą nazwę zawdzięcza decydującej roli Husarii Polskiej w bitwie pod Wiedniem pod wodzą króla Jana III Sobieskiego.
Przebieg szlaku Będzin Bytom Piekary Śląskie Orzech Nakło Tarnowskie Góry Wieszowa Zabrze Gliwice Żernica Nieborowice Pilchowice Stanica Rudy Rezerwat przyrody Łężczok Racibórz Pietrowice Wielkie Krzanowice .
-Szlak Krawędziowy GOP - zielony znakowany szlak turystyczny w województwie śląskim i województwie małopolskim. Atrakcją turystyczną szlaku jest punkt widokowy na wzgórzu Gronie w Mikołowie, z którego przy dobrej pogodzie można zobaczyć Beskid Śląski.
Przebieg szlaku - Gliwice Przyszowice Chudów Mikołów Tychy Paniówki Lędziny Chełm Śląski Chełmek .
Przez dzielnicę przebiegać będzie planowana Drogowa Trasa Średnicowa Gliwice-Katowice

Odp: Co to jest "szybki tramwaj" i ciut off-topic: studium dla GKW


Ze w Krakowie to jest zwykly tramwaj, to juz wiemy. 8-)

Ale: W Nowych Sygnalach pisza o nowych liniach "szybkiego tramwaju" na
swiecie, i ze linie taka ma otrzymac Bordeaux, i ze predkoac handlowa
bedzie na niej wynosila 21 km/h (obecnie autobusy maja w centrum 8
km/h). 21 km/h to jest szybki tramwaj? W takim razie w Warszawie mamy
takich pelno, rozkladowe szybkosci "od petli do petli" sa rzedu 19-20
km/h, w niedziele nawet wiecej...


Trduno powiedziec, jak to sie ma do lokalnych warunkow. Jesli policzymy
predkosc handlowa tramwaju w scislym centrum Katowic (np. na odcinku Rynek -
Plac Wolnosci) to moze nam wyjsc <<10km/h. Inaczej zachowuje sie tramwaj w
ciagu pieszym/samochodowym, inaczje na wydzielonym torowisku. Definicja
szybkiego tramwaju jest prosta - powinien byc na wydzielonym torowisku nie
kolidujacym z ciagami pieszymi/drogowymi - wtedy postoje mamy tylko na
przystankach, a pomiedzy nimi predkosc moze byc maksymalna. Powstaje wiec
kwestia jak czesto maja byc przystanki - zapewne w odniesieniu do centrum
miejskiego jest to odleglosc ok. 150-300 metrow, wiec handlowa 21km/h moze
byc naprawde sukcesem.

Na swiecie zaciera sie podzial pomiedzy tramwajem, koleja podmiejska i
metrem, zreszta to zawsze bylo "to samo, tylko inaczej". Wazne jest, zeby
bylo szybko i mozliwie bezposrednio, a jesli nie,to z idealnym
skomunikowaniem. Niektore miasta wplotly w swoj system komunikacji
aglomeracyjnej lokalne koleje waskotorowe (Sztokholm, Neapol, Rzym i jeszcze
wiele innych) zwykle elektryfikujac je i uzyskujac w ten sposob
automatycznie szybki tramwaj na wydzielonym torowisku (predkosci max rzedu
70km/h, tory 800-1000mm). A jesli nie zelektryfikowany, to juz nie tramwaj?
Funkcja ta sama, wiec dlaczego nie. W Polsce nawet mamy (ciekawe ile jeszcze
sie utrzymaja) szereg linii waskotorowych dzialajacych praktycznie na
prawach tramwaju, ostatnio obslugwiwanych przez rumunskie wagony motorowe
MBxd2 .

WG studialnego projektu dla Gornoslaskich Kolei Waskotorowych (tor 785mm,
luki minimalne r=70m, predkosc max zaledwie 40km/h) ruch na hipotetycznej
linii Katowice Rondo-Akademia-Bogucice-Siemianowice-Bytkow-Bytom-Centra
Handlowe Bytom-Centra Handlowe Zabrze-Sosnica-Gliwice
Politechnika-Srodmiescie przy obsludze wagonami motorowymi klasy MBxd2 lub
zespolami MBxd2+Bxhpi daje czas przejazdu trasy o dlugosci 38km w okolo 85
minut, czyli predkosc handlowa bliska jest 30km/h. Ponad 20 przystankow w
odleglosciach min 800m, max  nawet 4 km, linia jednotorowa z
przystankami-mijankami, czestotliwosc ruchu 30 minut (bardziej kolejka
podmiejska niz tramwaj).  Podniesienie predkosci max na 60km/h daje juz
handlowa rzedu 40km/h. W realizacje nalezaloby zainwestowac jednak kapital
rzedu 6-10 milionow zlotych, poniewaz ogromna czesc torowisk Gliwice-Bytom i
Siemianowice-Katowice zostala rozkradziona.  Zaleta byloby jednak skrocenie
czasu jazdy pomiedzy wszystkimi stacjami posrednimi na linii (pomijajac
relacje bezposrednia Katowice-Gliwice i Katowice-Bytom) o 50-200% w
porownaniu z alternatywna komunikacja miejska i PKP.  Zaletami takiego
polaczenia byloby dokomunikowanie najwiekszych osrodkow akademickich
regionu, dziesiatek szkol z duzymi osiedlami mieszkaniowymi lezacymi przy ww
linii (Katowice-OsOs Rozdzienskiego, Kukuczki;
Siemianowice-Tuwima,Korfantego,Robotnicze; Bytom-Arki
Bozka,Szombierki,Karb,Nowy Karb;Zabrze-Curie-Sklodowskiej;Gliwice-Sosnica) i
obsluga komunikacja szynowa szeregu centrow handlowych powstajacych przy
drodze E40. Przy okazji pojawilaby sie mozliwosc zagospodarowania ogromnych
rubiezy poprzemyslowych lezacych wzdluz ciagu kolejki i rozwoj na tych
terenach nowego przemyslu i handlu. Inna rzecz, ze prosiloby sie wtedy
skierowanie na linie nowoczesnego taboru...
Oczywiscie dopoki to mozliwe, nalezaloby rownolegle prowadzic ruch towarowy
co umozliwiaja rozbudowane uklady torowe stacji w Bytomiu Karbiu i
Maciejkowicach. Wyjezdzajacy w sobote czy niedziele rano i powracajacy
wieczorem planowy pociag turystyczny z Katowic przez Bytom i Gliwice do Rud
pod Raciborzem zrobilby furore i przyciagalyby rzesze turystow, co nie
byloby zadnym klopotem dla parowozow Tw53 mogacych prowadzic sklady o masie
400 ton. Pociag turystyczny o predkosci max 30km/h pokonywalby 70 kilometrow
trasy w 3,5 godziny i nie zatrzymywalby sie na wszystkich przystankach...
idealny pociag pielgrzymkowy spod Bazyliki w Bogucicach po Sanktuarium w
Rudach!

Projekt ten ma jednak jedna wielka wade - pojawil sie o te 5 lat za pozno,
gdy szlaki gdzie zawieszono ruch zostaly zniszczone i nie ma chetnych do
poniesienia kosztow inwestycji...  i pomyslec, ze jeszcze 10 lat temu mozna
bylo to (teoretycznie) w majestacie prawa zrealizowac praktycznie zerowym
kosztem, zero science-fiction.

Pozdrawiam

JH

co dwa Króle to nie jeden...

Witam i pozdrawiam

Żeby było jasne, nie mam nic do chodzenia poza szlakami ("każdy jest kowalem swojego szczęścia"), Empik-a jak pisałem znam, i cieszę sie, że mu się udało, i wiem (domyślam sie , ze nie jedna jeszcze taką drogę zrobi), że swój opis (super) mógł przedstawić bez nazwania konkretnego szczytu- co bardziej lotni domyśliliby sie o jaki rejon , szczyt chodzi - i wszystko byłoby cacy - a tak wyszło świadome naruszenie przepisów Parku Narodowego - który leży poza granicami Polski.
A my, jesteśmy dumni z tego - tak trzymać. To może od razu napiszmy "nasz sukces" na ich forach - reklama dzisiaj jest w cenie - prawda.

Ale może ktoś z was piszących w tym temacie, chociaż na chwile otworzy swój umysł i pomyśli, że właśnie w najbliższych dniach słowacy zastanawiaja sie nad zamknięciem określonych szlaków ( na razie tylko dwa, ale kłócą się o dalsze) - bo jak wiadomo (ale chyba nie wszystkim tutaj ), ze nie za bardzo im sie podobaja nasze zwyczaje i sposób poruszania się po "ICH TATRACH". A może nie wszyscy wiedzą , że u nich sezon na "łazikowanie" powyżej schronisk zaczyna się dopiero 15 czerwca

Wśród forumowiczów jest ogromna ilość , która czasami zeszła ze szlaku (i zejdzie w przyszłości) - ale na szczęście mieli (mają) swój rozum, aby publicznie tym (na forum) sie nie chwalić ?.

Jednak jak widzę, tu robimy przyzwolenie na tego typu publikacje - to może zróbmy nowy temat : Nielegalne szlaki (z przekierowaniem na górskie fora słowaków) - dlaczego nie?, przecież nam (wam wolno-co?) któż zabroni?. Jesteśmy najlepsi i tyle.

ps.
pytanie ? Był ktoś z piszących w tym temacie na ich forach - chyba nie.

Linos - jesteś młodym człowiekiem, twój i mój kraj zawsze nazywać będzie sie POLSKA, a nieprzestrzeganie prawa prze wybryki naszych - spowoduje, ze powróca kontrole na granicach ? - dziwne co??. Ale to do ciebie nie dociera - bos młody i wychowany bezstresowo . Czy wiesz , że Niemcy naszych "trzepia" bardziej niz przed otwarciem granic, czy słyszałeś, że AUSTRIA i Włosi zastanawiają sie nad szczegółową kontrolą turystów z Europy wschodniej i Środkowej? - NIE , bo w Raciborzu odbierasz tylko silną stację Czeska i nie wiesz co się dzieje - bo byś nie pisał takich bzdur.
Z niecierpliwością będę obserwował twoje poczynania abyś zabłysnął przed masową publicznością

Pytasz się, gdzie nawołujesz do łamania prawa ? - to czytaj co piszesz
cyt "..nie potrzebnie krytykujesz czlowieka,niech robi co chce".
jak należy to rozumieć w kontekście tego tematu.

Z J. Kukuczka - jak pisałem piwa sie nie napijesz - bo chyba nie wiesz, że on zginął

cześć

Jednocześnie mam prośbę do przyszłych piszących, jak macie coś do mnie to proszę na PW - a ja sam również tam napisze swoje zdanie - ok

Żerniki

Żerniki (niem. Gröling) – dzielnica miasta Gliwice od 1927 roku. Nazwa Żerniki wzięła się prawdopodobnie z tego iż była to wieś służebna a jej mieszkańcy "żerdnicy" zajmowali się przygotowaniem, transportem żerdzi i rozbijania namiotów dla podróżującego władcy lub jegourzędników.Pierwsze wzmianki o Żernikach pochodzą z 1297 roku (najstarsze zapisy mówią o nazwie Sirnik, Syrdnik i dopiero na końcu Zernik) charakter tych dokumentów wskazuje, że Żerniki należały do wsi zagospodarowanych. Ulokowane według prawa magdeburskiego przez księcia opolskiego Władysława. Gospodarka Żernik nie tylko była oparta na rolnictwie ze względu na warunki naturalne: ukształtowanie terenu i jakość gleb. W okolicach rozwinęła się hodowla bydła, młynarstwo, uprawa chmielu, produkcja piwa, zakładano karczmy, rzeźnie.
W XVI i XVII wieku Żerniki były podzielone na dwie części, jedna w rękach prywatnych (Mikołaj Napski) i druga w rękach miasta. W latach 1632/33 i 1644 ludność Żernik została zdziesiątkowana przez epidemię cholery.
W XVIII wieku połowa wsi przeszła w ręce hrabiego von Grölinga a druga połowa nadal należała do miasta.
W 1856r. wybudowano szkołę w Żernikach.
Okres I wojny światowej doprowadził do wielu zmian w życiu Żernik. Wielu mieszkańców poległo podczas działań wojennych, a ku ich czci wybudowano pomnik na terenie Żernik (Zdjęcie). Inna konsekwencją wojny było to, że Żerniki znalazły się na terenie objętych plebiscytem. W związku z tym na terenie wsi zaczęło działać wiele organizacji propolskich min. ZHP, Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Członkowie tych organizacji zaangażowali się w plebiscycie i brali udział w powstaniach. Ostatecznie w wyniku plebiscytu Żerniki znalazły się na terenie Niemiec. W tym samym czasie rozpoczęła się budowa kościoła parafialnego który 6 września 1931 roku kardynał Adolf Bertram poświęcił i nadał patrona- Jana Chrzciciela.
W 1927r. Żerniki zostały włączone jako dzielnica do Gliwic. W 1936r. rozbudowano szkołę a rok wcześniej miała miejsce budowa przedszkola. Po dojściu Hitlera do władzy zmieniono nazwę Żernik na Gröling. W 1935r. w Żernikach powstało wzorcowe osiedla robotnicze na terenach wykupionych od hrabiego von Gröling. Zaplanowano budowę 147 domów po 40,5 m² z elektrycznością i wodą. Projekt domów (6 typów) i osiedla był dziełem Meyera a domu gminy Waldenmeiera i Meyera. Osiedle było dla górników z Gliwic i Zabrza. Po rozpoczęciu wojny większość działań frontowych omijała Żerniki. Wielu mieszkańców powołano do wojska, zaczęła panować bieda. Dopiero pod koniec wojny (23 stycznia) od strony Pyskowic do Gliwic a tym samym do Żernik wkroczyli Sowieci i zajęli miasto po 4 dniach walk. Zaczęły się masowe rozstrzeliwania, z ksiąg parafialnych wynika że 9 mieszkańców Żernik zostało zabitych. Po wojnie rozpoczęły się masowe deportacje w głąb ZSRR.
W marcu 1945 r. wkroczyła polska administracja, społeczność się wymieszała. Przybyli repatrianci, mieszkańców o narodowości niemieckiej wysiedlono do Niemiec. W 1946r. było 3052 mieszkańców parafii. Po wojnie życie mieszkańców całkowicie się zmieniło, wszyscy musieli się przystosować do realiów Polski Ludowej i wszystkich ograniczeń ustalonych przez władze. Mała liczba mieszkańców utrzymywała się wyłącznie z rolnictwa, wzrastał liczba chłopo-robotników. Na przełomie lat 70. rozpoczęła się budowa sąsiedniego osiedla Obrońców Pokoju, co zbliżyło Żerniki do miasta. Miejscowość bezpowrotnie utraciła swój rolniczy charakter. Przemiany po 1989 roku korzystnie wpłynęły na rozwój dzielnicy i gospodarczą aktywność mieszkańców.
W dzielnicy dominuje typowo willowe budownictwo.
Kościoły i kaplice
-Kościół św. Jana Chrzciciela
Edukacja
-Szkoła Podstawowa Numer 13
Przez dzielnicę przebiegają następujące szlaki turystyczne:
- Szlak Husarii Polskiej - czerwony znakowany szlak turystyczny w województwie śląskim. Szlak opracowany przez ks. Jerzego Pawlika w latach 1969-1970 z okazji 286 rocznicy przemarszu wojsk polskich udających się na odsiecz Wiednia. Swą nazwę zawdzięcza decydującej roli Husarii Polskiej w bitwie pod Wiedniem pod wodzą króla Jana III Sobieskiego.
Przebieg szlaku Bytom Piekary Śląskie Orzech Nakło Tarnowskie Góry Wieszowa Zabrze Gliwice
Żernica Nieborowice Pilchowice Stanica Rudy Rezerwat przyrody Łężczok Racibórz Pietrowice Wielkie
Krzanowice
- Szlak Okrężny Wokół Gliwic- żółty znakowany szlak turystyczny w województwie śląskim. Szlak przebiega głównie przez miasto Gliwice oraz miasta i miejscowości leżące na terenie powiatu gliwickiego lub z nim graniczące.
Przebieg szlaku - Rudy Park Krajobrazowy Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich
Sierakowice Łącza Rudno Taciszów Bycina Ciochowice Toszek Wilkowiczki Zacharzowice Pniów
Paczynka Pyskowice Gliwice Zabrze Paniówki Mikołów Chudów Ornontowice Knurów Wilcza Ochojec
Stodoły Rudy .
Przez dzielnicę przebiega droga krajowa 78

Olbrzymie góry... przewodnik Mattisa z ok. 1830 r.

Jeżlei kest ktoś zainteresowany to na stronie http://www.skps.wroclaw.pl/ umieściliśmy przewodnik Mattisa z ok. 1830 r. o tytule: "Olbrzymie góry z widokami nayznakómitszemi, porządkiem po sobie idącemi w Dwudźiestu dwóch Rycinach wystawióne, wraz z Mappą, ułożone przez Karóla Mattis w Szmidebergu a wyłozóne na polski język przez Ur. J. Kołodziejowskiego. Druga, poprawna Edycya"



Pozwolę sobie tą wypowiedż nieco uzupełnić. Otóż jak ustalił znany badacz polskiego piśmiennictwa na Śląsku, Ryszard Kincel z Raciborza, to dziełko było drukowane w Poznaniu, w drukarni Wilhelma Deckera w 1826/27 r. Całość tworzyły dołączone do polskiego opisu litografie wykonane w oficynie Karola Mattisa w Kowarach.

Był to właściwie w całości przewodnik górski objaśniający widoki gór przedstawione na litografiach Karola Mattisa i podający konkretne propozycje wycieczek w te góry. Oto jego fragment w oryginalnej ówczesnej pisowni: "Chcąc ze Szmideberga udać się w podróż na góry, można z dwóch ścieżków iedną obrać; iedna prowadźi do przyiemney, o 3/4 mile od miasta odległey wioski Buszvorwerk ku Szteinseifen: druga idźie wzdłuż miasta, koło plantacyów, gdzie Jey Królewiczowska Imci Xiężna pruska Louiza, godna małżónka J.O.Xięcia Radziwiłla latową porą przebywa ..."

Fragment ten nawiązuje do faktu, że leżący w pobliżu Kowar majątek Ruhberg (obecnie Ciszyca) wraz pałacem, przyległym parkiem oraz zameczkiem myśliwskim w formie romantycznej pseudoruiny z wieżą widokową, wzniesionym około 1790 roku na szczycie wzgórza dziś zwanego Radziwiłłówką (463 m n.p.m.), nabył namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Radziwiłl. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że właśnie za transakcją zakupienia przez Antoniego Radziwiłła tego pałacu na rodzinną rezydencję kryje się inspiracja wydania w Poznaniu tego pierwszego w historii polskiego przewodnika górskiego po "Olbrzymich górach". Polskie przewodniki górskie po Tatrach i Beskidach nie mogły pojawić się wcześniej, zbyt bowiem nikły był stopień rozwoju polskiej turystyki górskiej na tamtych terenach i trwało jeszcze wtedy tych gór turystyczne odkrywanie. Jako ciekawostkę przytoczę inny jeszcze fragment tego dziełka ze strony 11:

"Jak tylko ziemia całkiem zostanie oświeconą, wzrok dostrzegacza ciekawego pada na najważniejsze punkta. Prospekt ku Czechom dla gór w pobliżu lezących bardzo jest ograniczony, jednakowoż pomiędzy ustępami ich, za użyciem perspektywy spostrzedz można w formie znacznego punktu miasto Pragę. Przeciwnie temu, zwróciwszy wzrok w stronę Śląska, prowadzac go wzdłuż nad górami Czech, dostrzegą się w Xięstwie Glacu góry zwane Heuszeyer, hohe Menze (...) a w końcu Węgierskie góry Karpaty. Dalej dostrzeże bystre oko badacza wiele znakomitych punktów w Śląsku: iako to Zotenberg, Brieg (Brzeg), Wrocław, a w Xięstwie Poznańskiem leżące miasta Wschowa i Leszno".



Radziwiłłowi i jego córkom rozmiłowanym w tej okolicy niewątpliwie zależało na propagowaniu piękna śląskich gór wśród rodaków i zrobili wszystko, aby taki polski przewodnik się ukazał. A na to wzgórze naprawdę warto się wybrać, choć odnalezienie tej ruiny dla kogoś, kto jest tam po raz pierwszy, nie jest wcale łatwe. Warto tam pójść także dla widoku spod tego wzgórza (platforma widokowa na szczycie już nie istnieje), gdzie Karkonosze chyba najbardziej imponują swym ogromem. Niestety miejscowi przewodnicy z wycieczkami też tam prawie wcale nie zaglądają. Miejsce leży poza szlakami turystycznymi i trasami typowych wycieczek, choć od dawna aż prosi się o wytyczenie i wyznakowanie tam szlaku pieszego, jak i objęcie tego niszczejącego zabytkowego zespołu pałacowo-parkowego należytą opieką. Przydało by się też utworzyć tam choćby skromną izbę pamięci dawnych właścicieli. Chyba się rozmarzyłem...



Widok spod tego wzgórza posłużył za motyw plakietki Klubu Sudeckiego z Poznania, jako nawiązujący do okolic, gdzie zrodził się zamiar wydania pierwszego polskiego przewodnika górskiego, skąd Polacy goszczący w rezydencji namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego zaczynali swe wedrówki w Olbrzymie góry czyli Karkonosze. Ten motyw ma przypominać, że turystyka górska została zapoczątkowana w Sudetach, a nie w Tatrach czy Beskidach.

ŚLĄSK --- Złamać stereotypy !!! !!! !!!

Powstało po ostatniej reformie administracyjnej z połączenia byłych województw Katowickiego, Bielsko-Bialskiego i Częstochowskiego. Takie rozwiązanie administracyjne stworzyło wielkie centrum w południowej Polsce złożonego z pól uprawnych, lasów, trenów przemysłowych i gór. Graniczy z czterema województwami tj. opolskie, świętokrzyskie, małopolskie i łódzkie oraz z dwoma krajami Czechami i Słowacją. Województwo śląskie to jeden z większych komunikacyjnych węzłów a to za sprawą prawie 40 przejść granicznych i będących w budowie najważniejszych szlaków komunikacyjnych południa tj. autostrady A4 - pierwszej płatnej autostradzie w Polsce i Drogowej Trasie Średnicowej, a także tzw. „Jedynce” prowadzącej do stolicy.

Aglomeracja Górnego Śląska to prawie pięć milionów mieszkańców licząc ośrodki miejskie Bielska i Częstochowy. Wiele terenów zielonych, lasów i parków m.in. największe kompleksy parkowe nad zalewem wodnym w Świerklańcu i park połączony z kompleksem pałacowym w Pszczynie oraz wiele innych typowo leśnych tj. w Kuźni Raciborskiej. Dla spędzenia czasu wolnego jest bogate zaplecze wypoczynkowe i hotelowe znajdujące się w Beskidzie Śląskim i Żywieckim. Infrastruktura obejmuje wyciągi narciarskie, tory saneczkowe całoroczne, kolejki linowe i wiele pieszych szlaków turystycznych. Atrakcją jedna z wielu jest elektrownia i zbiornik wodny na szczycie góry Żar oraz „Morze Żywieckie”. Dla rozrywki o mocnych wrażeniach jest idealny teren Jury Krakowsko Częstochowskiej gdzie jest wiele jaskiń dla grotołazów i ścian wspinaczkowych, a także przepiękne plenery – pozostałości wapienne po dawnym dnie morza przedlodowcowego. Można też tu znaleźć pozostałości po zamkach obronnych tworzących szlak Orlich Gniazd.

Na co dzień służy mieszkańcom GOP Chorzowski Park Kultury i Wypoczynku, w którym można skorzystać z Planetarium, ZOO, Wesołego Miasteczka, Skansenu, kolejki linowej, jest tu też Stadion Śląski, basen, wiele szlaków rowerowych i spacerowych. Kultura śląska to Filharmonia w Katowicach, Opera śląska w Bytomiu, Siedziba Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, Biblioteka Śląska, Teatry w Katowicach, Częstochowie i Bielsku Białej, siedziba zespołu Śląsk w Koszęcinie, Katowicki Spodek, który jest największym tego typu obiektem na południu naszego kraju, kina w każdym ośrodku miejskim oraz ostatnie inwestycje Multikino w Zabrzu i Plaza w Rudzie Śląskiej a także Wojewódzki Ośrodek Telewizyjny obsługujący swym zasięgiem województwo śląskie i opolskie. Dodatkowymi atrakcjami naszego województwa to Park Wodny w Tarnowskich Górach oraz kilkanaście obiektów sportowych, w których trenowali najwybitniejsi zawodnicy – reprezentanci Polski. W naszym województwie leży Wisła miasto rodzinne Adama Małysza naszego wybitnego skoczka narciarskiego. W Wiśle znajduje się także nasz DOM IPA, który jest trzecią taka placówką w Polsce

Śląsk to także pozostałości po wielkim przemyśle, który królował tu od zawsze a wśród nich, zabytkowa kopalnia w Tarnowskich Górach, Sztolnia Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach, maszyna wyciągowa na parę w Zabrzu i wiele innych muzeów. Jako rodzynek pośród muzeów jest jedyne w Europie Muzeum Chleba. Śląsk to także dwa sanktuaria maryjne w Częstochowie na Jasnej Górze i w Piekarach Śląskich oraz wspaniała architektura kościołów.

Województwo śląskie to prężnie rozwijający się ośrodek miejski, przemysłowy i wypoczynkowy w Europie !!!

ZAPRASZAMY !!!!

Przyszłe opolskie reaktywacje

Cytat: Gogolin-Prudnik (ale to już bardzo marzycielsko, bo torów na części trasy nie ma).

Niestety - nawet, gdyby odbudować 300-metrowy odcinek torów w powiecie prudnickim to linia nie jest do uratowania dla ruchu pasażerskiego. W 1997 roku w czasie pamiętnej powodzi został uszkodzony most w Krapkowicach. Wdawałoby się, że na zawsze przekreśliło wtedy to losy linii. Od tamtego czasu z Prudnika regularne kursowały pociągi tylko do Krapkowic do papierni bodajże. Odcinek Krapkowice-Gogolin umarł.

W 2003 rozkradziono tory.
Ale w ubiegłym roku zdarzył się dziwny nazwijmy to cud. Włodarze Krapkowic odbudowali most na Odrze. Myślałem, że robi się to by przywrócić kolej, ale okazało się, że mimo iż most został wzniesiony w miejscu dawnego to stalowa konstrukcja została pozbawiona możliwości umiejscowienia szyn - jest to konstrukcja odmalowana, przeznaczona du ruchu rowerowego i pieszego - nie wiem, czy już jest oddana do użytku. Widziałem zdjęcia z montażu przęseł.

Rok temu mówiło się, że planuje się wznowienie ruchu towarowego do Krapkowic i odbudowę toru. Ruch osobowy nie wróci niestety. Linia jest przepięknie położona, a z niej widać panoramę całych Gór Opawskich oraz czeskiej Jesionki. Linia doczekała się wielu publikacji historycznych w Tygodniku Prudnickim oraz Rocznikach Ziemi Prudnickiej. Dawniej linia z Gogolina do Prudnika miała być przedłużona do Głuchołaz - II wojna przerwała plany mimo wytyczenia trasy.

Dawniej na tym szlaku regularnie pojawiły się lokomotywy SU46 i ST43. Mam wiele zdjęć z lat 1994-1996 niestety nie mogę ich udostępnić obecnie - może kiedyś. Szczególnie pięknie prezentował się przystanek Moszna z niesamowitym dworkiem - cudo.

Jeśli uda się jakimś cudem odbudować tor to linia idealnie nadaje się do przejazdów turystycznych.

Moim zdaniem jednak najładniejszą linią naszego województwa, która idealnie nadaje się do przejazdów Retro oraz turystycznych to linia Racławice-Racibórz:
- niesamowity, 130 metrowy most nad Osobłogą
- ogromne nasypy, gdzie ludzie boją się po nich iśc, a co dopiero jechać pociągiem
- rewelacyjne widoki
- obok Góry Opawskie
- stacyjki (no już zaniedbane) zachowały stary pruski klimat
- nie skasowano ani jednego słupa teletechnicznego na tej lini
- idealna do fotografowania
- koło Głubczyc przystanek Głubczyce Las (Marysieńka) - idealny na pikniki, piekny krajobraz, woda itp .

A jak powstanie w Racławicach ten zbiornik (ma być bardzo blisko w/w linii) to dopiero będzie czad)

Oczywiście powinno się pomyśleć o przywróceniuruchu osobowego na tym szlaku - ale podkreślam, na całej linii!

I niech będzie, że marzę, ale taki powinien być rozkład:
Zakładam z tym, co chcą mieszkańcy Głubczyc - dojazd na uczelnię do Nysy! Zakładam pesymistyczny czas jazdy ale co tam, może być tylko lepiej

Nysa 6:30-Prudnik:7:05 (dobry dojazd do Pracy do Prudnika) - Racławice Śl: 7:20 - Głubczyce 7:45 (idealny dojazd do szkół w Głubczycach-Racibórz (8:20)

Nysa 13:10 - Prudnik 13:40 (bardzo brakuje takiego pociągu) - Racławice 13:55 - Głubczyce 14:20 - Racibórz 15:20
(Idealnie wypełnia lukę w przerwach połączenia Nysy z Prudnikiem między 11, a 15)

Nysa 15:10 (po pracy) - Prudnik 15:40 (bardzo brakuje takiego pociągu) - Racławice 15:55 - Głubczyce 16:20 - Racibórz 17:20

Racibórz: 10:30 - Głubczyce 11:30 - Racławice 11:45 - Prudnik 12:00 - Nysa 12:30
(Idealnie wypełnia lukę w połączeniach z Prudnika do Nysy między godziną 10, a 14)

Racibórz: 13:20 - Głubczyce 14:20 (o 14 kończą się lekcje, szkoły są przy dworcu właściwie) - Racławice 14:25 - Prudnik 14:40 (bardzo dobry powrót ze szkół dla młodzieży) - Nysa - 15:10.

Racibórz: 18:00 (idealny pociąg wieczorny zwłaszcza na weekend dowożący studentów do Nysy) - Głubczyce 19:00 - Racławice Śl - 19:25 - Prudnik - 19:40 - Nysa: 20:10

Racibórz:

Warto pamiętać, że rozkład na linii Nysa-Kędzierzyn jest tak zrobiony, że do Prudnika mało kto dojeżdża do pracy z racji bardzo niekorzystnych godzin powrotów z tego miasta: prace kończy się o 15:15 (urzędy), 15:30, 16, a pociąg dopiero o 17

Ponadto pociąg szkolny odjeżdża o 15, a lekcje kończą się o 14. 30 osób dojeżdżających do szkół to mało przy 40 które dojeżdżają autobusem na identycznej trasie jak pociąg. Bilet miesięczny kolej to 50zł bodajże, PKP 120zł. (prawdopodobnie)

- Dla Nysy obecny rozkład jest świetny, ale Prudnika nie. Wyżej zaproponowany rozkład niweluje tą lukę.
- rozkład nie koliduje z ruchem na podsudeckiej, a idealnie uzupełnia luki
- pary szkolne i pracownicze z dogodnym dojazdem do Prudnika i Głubczyc
- dobry dojazd od strony Raciborza do Nysy
- w Racławicach po 30 minutach oczekiwania pociągi do Kędzierzyna (przesiadka)

Oczywiście podkreślam, że obecnie sobie trochę pomarzyłem - jednak zaproponowałem moim zdaniem optymalny rozkład na początek z mijanka w Głubczycach po 14, gdzie kończą się zajęcia/lekcje w szkołach.

Na ST44 do Rybnika i okolic

Jakis czas temu stwierdzilismy z kolega UOP'em, ze jedynym miejscem w ktorym
zaden z nas nie byl na gagarinach (tych czynnych) jest Rybnik. Nic dziwnego,
ze stal on sie celem naszego wyjazdu :-) Zaczelo sie od tego, ze Artur
bardzo gdzies chcial sie bryknac, ja wlasnie zaczalem ferie - wiec czemy nie
jechac? No wiec szybko sklecilismy jako taki plan, w miedzyczasie namawiajac
do wspoluczestnictwa kolege UFO.
Jak juz zwykle wyjazd zaczal sie od wycieczki na WC po bilet (prawie)
okrezny - tj. Zyrardow - W-wa przez Opole, Chalupki, Katowice. Niezwykle
bylo to, ze przy jego zakupie byly jakies problemy... Baba powiedziala, ze
nie da bo powtarza sie odc. Zyrardow - Skierniewice. Jednak po uslyszeniu
tego nie odeszlismy od kasy - polazla wiec naradzac sie z kierownictwem . I
tylko zaoszczedzila czasu (sobie i nam) bo i tak bysmy to kierownictwo w
koncu wezewali :-) Narada polegala na studiowaniu mapy, na szczescie nie
byla to mapa tak dokladna, by wylapac powtarzanie sie odc. Rudyszwald -
Chalupki (kazdy pretekst dobry). Gdy bilet sie ladnie wydrukowal, baba
czerwona ze zlosci zaczela cos tam bredzic, ze od 31 stycznia skonczy sie
takie jezdzenie, itp. Nie wiem czy jest sens prosic kolege Aragorna by
sprawdzil czy to prawda, bo wiadomo, ze to nieprawda.... Na koniec UOP
poinformowal kasjerke, ze jest ona najmniej uprzejma z jaka dotychcas mial
do czynienia. Gdyby nie ograniczony czas parkowania pod dworcem to bym sie
wpisal do ksiazki skargi wnioskow :-)
Kilka godzin pozniej stawilismy sie na dworcu Warszawa Wschodnia celem
zajecia wygodnego miejsca w pociagu 16204/5 do Szklarskiej Poreby. Na dworcu
tlumy kolonistow i turystow z nartami. A my? - jakies 5 min. przed planowa
godzina odjazdu megafon poinformowal o opoznieniu 15 min. Skladu oczywiscie
nie ma, a sporo ludzi marznie na peronie. Natomias podrozni do Zakopanego
moga wsiadac do swojej rzezni jakas godzine przed jej wyruszeniem (sic! -
normalnie sklady na WWO podstawiaja sie na 15-20 min. przed odj.). Kolega
UOP po kolejnej zapowiedzi pociagu do Zakopca najchetniej by megafonistke
zakleil tasma :-) Po uplywie jakiegos czasu raczyla ona w koncu powiedziec,
ze opoznienie wzroslo do 30 min. Wreszcie pociag przyjechal (z bydgoska ET22
na czele),
odjechal - i z 45 min. plecami jestesmy w trasie. JA osobiscie nie
narzekalem i od
poczatku powtarzalem, ze ta rzeznia ma ogromne luzy i spokojnie nadrobi.
Poza tym sledzenie z rozkladem i zegarkiem reku tego nadrabiania jest
ciekawsze od nicnierobienia ktore konczy sie przewaznie zasnieciem (a czym
sie moze skonczyc spanie w nocnych ciapongach wszyscy wiemy). Zasnac nie
pozwaly tez czeste spacery na korytarz ktore pozwalaly na chwile sie
ochlodzic i to pomimo jazdy w krotkim rekawku. Po prostu przedzial byl tak
nagrzany, ze nie dawalo sie w nim wytrzymac... Jesli chodzi o frekwencje, to
w porownaniu z tlumami ktore walily do Zakopca i Krynicy wygladala mizernie
(uwzgledniajac rowniez pierwszy weekend ferii w W-wie). Pasazerow bylo
sporo, ale 80% stanowili jadacy w relacjach W-wa - Piotrkow, Koluszki -
Wroclaw itp.
I tak odjazd z Czestochowy nastapil tylko 12 minut po planie. Dalej niestety
skonczylo sie... W Lublincu bylo znowu 20 (glownie przez nieuzasadniony
kilkumin. postoj na Stradomiu) , potem nic sie dalo urwac. Efekt byl taki,
ze do zlapania rzezni Poczdam - Krakow w Opolu zabraklo 8 min... Ale jak
spojrzec na to z perpekstywy czasu to nie ma czego zalowac.
W Opolu dolaczyl do nas UFO. Polezlismy do lokomotywownii, pozniej koledzy
bawili sie w robienie portetu jakiegostam rumuna... ;-)
I tak o 4.55 odjechalismy jednostka do Kedzierzyna. Bardzo fajnie sie osiaga
maksymalna predkosc, na jaka pozwalaja zespolom serii EN57 rozklady w naszym
kraju :-) W K-K przesiadka do skladu EU07+3 dwojki (w SRJP jest to ezt). W
Raciborzu znow przesiadka, znow kibelek. Pozniej w Chalupkach jeszcze raz
zmieniamy pociag i docieramy do celu podrozy. W samych Chalupkach nic
ciekawego, po drodze zreszta tez, no moze oprocz EP09 i Szkrabka w
Raciborzu.
W Rybniku docieramy na szope. Na stanowsku przegladow dwa czapajewy, w tym
ET42-001 :-99 Dyspozytor mowi, ze jeden gagarin jest w Rydultowach, drugi
kursuje z Nedzy do Pszowa. Super! (przypominam, ze rzadko kiedy w niedziele
kopalnie fedruja i wysylaja wyngiel w swiat). U dyspozytora wisialy akurat
odjazdy z Rybnika - patrze, ze za chwile mamy odjazd do Rydultowow a
nastepny dopiero za 3,5 godz. Szybka decyzja - jedziemy! Ja polecialem kupic
bileciki, Dawid focic nasz pociag i flirtowac z sokistami ;) a Artur -
nacieszyc sie jak najdluzej pobytem w wagonie Bdhpumn ktorym jeszcze nigdy
nie jechal. Dojedzamy do Rydultow - a tu stoi 5 skladow z wynglem ale
gagarka nie ma :-( Przez okno rozmawiamy z obluga nastawni. Panowie sa
bardzo mili, ten bardziej rozmowny, mowi, ze od 5 lat jezdzi na gagarach
jako pomocnik a teraz robi kurs maszynisty. Stara tez sie wykazac wiedza
kolejowa, aczkolwiek nie bardzo mu to wychodzi, potem chwali sie swoim
wspanialym sprzetem foto :-) Drugi w miedzyczasie dzwonic do Nedzy
dowiedziec sie czy tam ST44 tez spotkamy. Panom nalezy przyznac jakas
odwrotnosc losia fioletowego, powiedzieli tez jak mozna focic w Pszowie
(kopalnia nie jest tam tak otwarta jak w Rydultowach). Okazuje sie, ze
pojechal do Pszowa, bedzie stamtad jechal za ok. godzine. I znow spotaniczna
decyzja o jechaniu do Pszowa. Niestety z dworca najblizszy autobus jest za
2,5 godziny... Na szczescie tambylcy kieruja nas na rynek, gdzie autobusow
jest wiecej. I rzeczywiscie, za jedyne pol godziny mamy polaczenie do Pszowa
co jak na niedzielna czestotliwosc tamtejszej komunikacji jest duzym
sukcesem. W dodatku operatorow polaczen jest kilka (z Rybnika, Raciborza,
Jastrzebia) i nie ma wspolnych biletow. O 10:30 przyjezdza Jelcz z PKS
Rybnik (linia 10) ktory zawozi nas do Pszowa. Tam miejscowa babcia kieruje
nas do kopalni Anna gdzie to gagarin dojezdza. Gdy idziemy juz wzdluz
kopalni, slychac gwizd jakiejs lokomotywy. Biegniemy, by ujrzec SM31
wjezdzajaca z proznymi wagonami do kopalni. Natomiast na torach stacyjnych
stoi juz ST44-1056! Gdy tylko pociag z Nedzy (ten z trumna) zwolnil szlak,
gagarin ruszyl - a my zrobilismy pare fotek z wiaduktu na tle zakladu.
Pozniej wybieramy sie na zwiad lokalny. Zgodnie z tym co wczesniej pisalem,
sytuacja wysylki wegla w niedziele jest wyjatkiem. Ale skoro pod kop. Wujek
ciezarowki czekaja na zaladunek kilka dni (donosily o tym niedawno media)...
Na teren KWK wchodzimy brama kolo nastawni, po czym nastawniczy przychodzi i
zamyka brame za nami na klodke :-) Kopalnia posiada wlasna T448p. Dysktujemy
sobie o tym i tamtym z mechanikiem i pomocnik ktorzy przyjechali na SM31.
Okazuje, sie, ze w Annie wydobywa sie antrancyt - najlepszy rodzaj wyngla -
i tylko dlatego sie ja eksploatuje jednoczesnie zajezdzajac do granic
wytrzymalosci szlak Pszow - Nedza.
W tym momencie dostaje zaniku pamieci, pamietam tylko to, ze jakos
dostalismy sie do Nedzy ;-) Tam pociagi z Pszowa zmieniaja lokomortwe na
elektryczna. ST44 i SM31 maja w tandemie pojechac po kolejny sklady do
kopalni. Podjezdzamy sobie do Markowic, gdzie znajduje sie ponoc dobra
restauracja (w samej Nedzy zjesc obiadu sie nie da). I rzezczywiscie, pusta
knajpka gdzie obiad kosztuje 10 zl... Po napelneniu zoladkow przychodzi czas
sie rozstac: UFO podjezdza z nami do Nedzy gdzie po 20 min. ma poc. do
Kedzierzyna, my natomiast wracamy do Rybnika by na porzadne zwiedzic szope.
Oprocz ostawionej ST44-782 stoi tam sporo "klasyki" - ET22, SM42... A na
stanowisku przegladowym ET22-1000 - o ile mnie wzrok nie myli ze slynnymi
kablami sterowania wielokrotnego? I tak o 17.31 zasiadamy w osobowce do
Katowic. I tyle w sumie mozna relacjonowac, bo przez cala droge spalem. W
Katowicach krotki spacer (celem podziwiania 102Na, ktore Artur okresla
mianem zlomu ;-), hotdog z dodatkami za 3,40 - gdzie dodatki stanowi ketchup
i musztarda (sic!). O 19.50 z planowym 20-min. opoznieniem wtacza sie
Jedynie Sluszny Pociag Kwalifkowany czyli Ex Praha. Coraz wiecej ludzi
dowiaduje sie chyba, ze zamiast tluc sie mechpomami w Beskidach mozna
spedzic wiecej czasu na Slasku i wrocic pociagiem - ktorego standardu nie
powstydzilby sie niejeden polski IC - placac jak za pospieszny (dodam, ze
dotychczas gdy jezdzilem Praha zawsze wiozla ona duze masy powietrza i nic
poza tym). Tradycjnie straszna monotonnosc CMK dziala na nas usypiajaco.
Wiem tylko tyle, ze obudzilem sie w okolicach Jozefinowa i, ze na Zachodniej
bylismy o planie. Jak zwykle wiec dzielna Olszynka nadrobila 15 min. :-).

Do poczytania

http://dziennik.krakow.pl/dzisiaj/i/Magazyn/magf1/magf1.html


Cytuję:

Poza rozkładem

Po przekazaniu przewoźnikowi prywatnemu frekwencja na trasie wzrosła
trzykrotnie. Nie, na razie nie w Polsce.

       Czy lokalne pociągi osobowe trafią do muzeum, tak jak stare parowozy?
Fot. MAREK MORDAN

- Przedsiębiorstwo wyższej użyteczności publicznej PKP służy wszystkim,
tylko nie społeczeństwu. Dlatego nastał czas na wspólne działanie
potencjalnych podróżnych, samorządów lokalnych i wszystkich kolejarzy, dla
których PKP to coś więcej niż znienawidzone miejsce pracy - mówi Piotr
Rachwalski z Instytutu Rozwoju i Promocji Kolei w Warszawie.
Z Polskimi Kolejami Państwowymi, które jawią się niczym nieruchawy moloch z
czarnego snu, nikt jakoś nie może sobie poradzić. Kolejne rządy albo nawet
nie próbowały ruszać kolosa, albo odbijały się odeń jak piłka. Być może
zmurszałe struktury gigantycznego przedsiębiorstwa rozsadzone zostaną
przez... społeczników - entuzjastów zajmujących się kolejnictwem oraz
zdesperowane samorządy lokalne.

 Tocząca się niemrawo reforma PKP, dyktowana wyłącznie kryterium
rentowności, odbywa się w sposób, który nie odpowiada nikomu. Podróżnych
boli przede wszystkim zamykanie linii kolejowych oraz likwidacja kursów na
liniach lokalnych.

 - Dramat mieszkańców tych miejscowości polega na tym, iż pociąg, jako
najtańszy środek lokomocji, pozwalał dojechać do szkół, zakładów pracy oraz
ośrodków kulturalnych. W Polsce nadal nie każda rodzina ma samochód, zaś
ceny przejazdów autobusami lub prywatnymi liniami mikrobusowymi nie są,
niestety, na każdą kieszeń - twierdzi Stanisław Lach, prezes Ogólnopolskiego
Stowarzyszenia Samorządów na rzecz Kolei Lokalnych w Bydgoszczy.

Osobowy jak furmanka
 To właśnie zdecydowany sprzeciw gmin i małych miasteczek zapobiegł w
minionym roku zamknięciu blisko 2 tysięcy szlaków kolejowych. Nie wiadomo
jednak, czy uda się to w roku bieżącym.

 Prowincja głośno protestuje, gdyż oznaczałoby to dalszą degradację,
zwłaszcza regionów nazywanych Polską B i C. Tutejsze samorządy nie mają
środków, by wspomagać PKP w utrzymywaniu nierentownych linii, a kiedy te są
zamykane, spadają dochody z wszelkich podatków i koło nieszczęścia się
zamyka.

 "Za kilka lat pociągi osobowe w ruchu lokalnym będziemy pokazywali dzieciom
jako atrakcje turystyczne lub świadectwa przeszłości, podobne, jakimi
dzisiaj są furmanki z węglem" - można przeczytać w biuletynie Instytutu
Rozwoju i Promocji Kolei.

 Rady miast i gmin gorzkim śmiechem kwitują sugestie PKP, by partycypowały w
kosztach utrzymania transportu szynowego. - Obecnie nawet powiaty nie bardzo
mogą to robić, bowiem ich dochody własne wynoszą maksymalnie trzy procent
budżetów - tłumaczy prezes Lach. - Gdyby ustawa o finansowaniu samorządów,
zgodnie z postulatami, zwiększyła te środki do 30 procent, moglibyśmy
inwestować w tabor i infrastrukturę kolei lokalnych.

 Nad Wisłą od lat nie kupuje się specyficznego taboru podmiejskiego i
regionalnego. PKP próbuje osiągnąć przychody z ruchu pasażerskiego za pomocą
kilkunastu pociągów EuroCity i InterCity. Są, oczywiście, potrzebne, ale na
jazdę nimi nie stać większości Polaków, stąd frekwencja jest w nich raczej
niewielka.

Eksperyment na szynach
 Jeśli postać chwilę na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie, Frydku-Mistku
czy samej Pradze, można zobaczyć nadjeżdżający... tramwaj. Po chwili widać
jednak różnice. Wagony są większe niż tramwajowe, bardziej pojemne, a
podwozie jest solidniejsze, bo przystosowane do poruszania się po szlakach
kolejowych. Wprowadzenie tych tak zwanych "szynobusów" nastąpiło w Czechach,
na Słowacji oraz Węgrzech ładnych parę lat temu. O dziwo, polskie firmy, w
tym samym mniej więcej czasie, przygotowały prototypy takich pojazdów, które
jednak w kraju nie znalazły nabywców. Jedynym możliwym kupcem mógł być
monopolista, czyli PKP, który ani myślał wprowadzać oszczędności, kupując
lekki tabor. Nadal eksploatowano coraz bardziej zniszczone, ciężkie pociągi,
które dewastowały torowiska.

 Prototypowy, trójczłonowy autobus szynowy z Zakładów Naprawczych Taboru
Kolejowego w Poznaniu do dziś kursuje jedynie eksperymentalnie. Budzi
zachwyt nie tylko w swej macierzystej stacji Jelenia Góra, ze względu na
zaskakująco niskie koszty eksploatacji. Męskiej decyzji o zakupie większej
ilości takich pojazdów przez PKP zaszkodziły najbardziej nieustanne zmiany
personalne w kierownictwie tej instytucji.

 W pierwszej połowie lat 90. doszło również do eksperymentu z Lubuską Koleją
Regionalną. Jej entuzjaści uważają, iż precedens był bardzo obiecujący, lecz
ci, którzy mieli prawo decyzji, kazali zwinąć interes. Bo też u zarania, a
także w trakcie działalności LKR, popełniono wiele błędów.

 Gdy w rejonie Zielonej Góry PKP zamknęły dwadzieścia odcinków torów o
łącznej długości blisko pół tysiąca kilometrów, zniknęło tym samym aż
czterdzieści procent wszystkich linii kolejowych w dawnym województwie.
Wtedy właśnie nawiązano kontakt z Duńczykami, którzy mają już długie i dobre
doświadczenia z kolejami lokalnymi. W 1992 r. sprzedali naszym
samorządowcom, po cenie złomu, dziesięć kompletnych składów pasażerskich.
Krótko potem pociągi ruszyły.

Konduktor przy rogatkach
 - Bilety były stosunkowo tanie, między innymi dlatego, że drukowano na nich
reklamy - wspomina Adam Fularz z Uniwersytetu Europejskiego we Frankfurcie
nad Odrą, zajmujący się promocją lokalnego kolejnictwa. - Korzystano z
przestarzałej infrastruktury, więc do obowiązków kierowników pociągów
należało... opuszczanie rogatek na drogach przed przejechaniem składu. LKR
być może funkcjonowałaby do dzisiaj, gdyby nie to, że PKP sprzeciwiło się
wprowadzeniu dochodowych przewozów towarowych.

 Zielonogórskie koleje lokalne upadły, gdyż pociągi zużywały zbyt dużo
paliwa i zatrudniały zbyt wielu ludzi. - Moim zdaniem, "rozłożył" je również
fatalny rozkład jazdy - mówi Stanisław Biega, specjalista z Instytutu
Rozwoju i Promocji Kolei. - Był to rozkład dla nikogo, nie zapewniający
żadnych stałych pasażerów, którzy dojeżdżają, na przykład, do szkoły lub
pracy.

 - Rzecz w tym, że Duńczycy pozbyli się przestarzałego, energochłonnego
taboru - wzrusza ramionami Janusz Kuniera, ekspert w dziedzinie pojazdów
szynowych. - To zresztą nagminne zjawisko, że kraje zachodnie chcą drogą
"darowizn" mieć z głowy kłopot w postaci, na przykład, wagonów faszerowanych
azbestem. Przyjmowanie czegokolwiek starego, choć sprawnego, to błąd.

 Zachód jest wobec nas "do przodu" o ładnych parę lat, również w dziedzinie
kolei lokalnych, obsługiwanych przez szynobusy. Na peryferyjnych szlakach
próżno szukać "normalnych" pociągów, chyba że są to składy towarowe.

 Jedne drugim wcale nie muszą przeszkadzać. Według zwolenników alternatywnej
polityki transportowej, w Polsce przewóz ładunków powinien pozostać domeną
PKP. Tym bardziej że mimo całej swej mizerii, Polskie Koleje Państwowe
zorganizowały transport towarów w sposób bardzo sprawny. Przewozy ze średnią
prędkością 40 km/h są trzykrotnie szybsze niż wynosi średnia dla krajów Unii
Europejskiej. PKP wożą towary w cenie mniej więcej 2 centów za kilometr,
czyli kilkakroć taniej niż na Zachodzie.

Pasażer z dotacją
 Pozostawienie przewozów towarowych PKP wydaje się więc uzasadnione.
Natomiast niechcianymi i, jak na razie, deficytowymi przewozami pasażerskimi
na liniach lokalnych mogłyby się zająć pod egidą samorządów firmy prywatne
lub komunalne.

 Zmiana taboru i sposobu zarządzania przynosi znakomite rezultaty. Świadczą
o tym przykłady zza Odry. Frekwencja pasażerów na trasie Buxteheude -
Bremervoede, po przekazaniu jej przewoźnikowi prywatnemu, wzrosła o 300
proc., zaś na innych liniach od 112 do 473 proc. To rezultat tańszych
biletów, punktualności i dostosowania rozkładów jazdy do miejscowych
potrzeb. Taka organizacja zdaje również egzamin w Danii i Wielkiej Brytanii,
gdzie przewozy regionalne oddano w pacht dwudziestu pięciu prywatnym
koncesjonariuszom.

 Podczas minionej dekady zamknięto ponad 8 tysięcy kilometrów szlaków
torowych, przez co straciło połączenia około 150 miast i ćwierć tysiąca
gmin.
 - Zasadą jest przyznawanie im na początku dotacji rządowych, które z czasem
jednak, po okrzepnięciu firmy, coraz bardziej maleją - mówi prof. Stanisław
Miecznikowski z Katedry Rynku Transportowego w Uniwersytecie Gdańskim.

 W Polsce jest obecnie dwóch krajowych producentów autobusów szynowych:
Kolejowe Zakłady Maszyn Kolzam w Raciborzu oraz ZNTK Poznań SA. - Jesteśmy
gotowi do natychmiastowego podjęcia produkcji - deklaruje Jerzy Pijewski,
dyrektor handlowy firmy z Poznania. - Oferujemy sprzedaż w każdej formie, z
najkorzystniejszym dla samorządów leasingiem włącznie. I zapewniamy serwis
przez całą dobę.

W kolejce do kolei
 Autobusy szynowe są kilkakroć tańsze od zwykłych pociągów, zarówno przy
zakupie taboru, jak i w późniejszej eksploatacji. Za jeden szynobus z 30
miejscami siedzącymi trzeba zapłacić 1,3 mln zł, zaś za trzykrotnie bardziej
pojemny prawie 5 mln zł. Za konstrukcje, gdzie liczba miejsc wynosi około
300 - jeszcze więcej. Szynobusy po konkurencyjnych cenach oferują również
Czesi, których "motoriczki" to pojazdy sprawdzone od wielu lat.

 Swego czasu oryginalną próbę konstrukcyjną podjęła również Politechnika
Krakowska. Nadwozie półciężarówki marki Żuk zamontowano na podwoziu
przystosowanym do poruszania się po torach. Pojazd z powodzeniem radził
sobie na kolejowych szlakach Małopolski.

 Na
...

więcej »

>>> MAZURY <<<

hejka.

gdyby nie bilet turystyczny, pewnie jeszcze dlugie lata nie wybralbym sie na
Mazury. a bo to daleko, a bo to drogo itd. itp. ale wreszcie, za 50 zl,
pojechalem pierwszy raz w zyciu "na jeziora".

15.08.

najpierw pociag "Mamry", jednak byloby to zbyt proste, zeby wsiasc do niego
we Wroclawiu i wysiasc w Gizycku. sklad opuscilem wiec w Olsztynie, kierujac
sie co prawda na Gizycko, ale przez Mikolajki, Elk :)

tam zobaczylem cos, czego w zyciu bym sie nie spodziewal. sklad pociagu do
Elku to SU46 i pietrus niebiesko-zolty (to jeszcze nie to), aleee... jeden
czlon tego pietrusa byl zmodernizowany! okna wymienione na te nowoczesne
zlicowane z burta wagonu, prostokatne (takie jak np. w autobusach kom.
miejskiej). wnetrze wagonu tez "zbudowane na nowo". wydawalo mi sie, ze w
tym wagonie wymieniono wszystko co tylko dalo sie wymienic. calosc w
przyjemnej popielato-jasnej kolorystyce. piekna, wygodna, miekka tapicerka.
wc ok. tylko te rolety na oknach niemilosiernie skrzypialy.

az chcialo sie jechac, a przeciez te pietrusy to nacichsze wagony na pekapie
(na pietrze). pomijajac stan torow, komfort jazdy w zmodernizowanym czlonie
nie odbiegal od niemieckich czerwonych pietrusow.

przy okazji MAM PYTANIE: kto robi te modernizacje? gdzie jeszcze jezdza
takie zmodernizowane pietrusy? przybywa ich, czy tylko pare zmodernizowano i
koniec?


Jeden taki wagon ma stacja Racibórz.

trasa Czerwonka-Mikolajki-Elk calkiem przyjemna. najwieksze wrazenie robi
przejazd po moscie nad jeziorami w Mikolajakach. i w ogole to co juz wtedy
zobaczylem z pociagu zapowiadalo, ze to bardzo ciekawa miejscowosc: duzo
starej zabudowy, 3 mosty, w miare zadbany dworzec, nitowany zbiornik gazu w
gazowni (niecaly) itp. itd.

na trasie wiele innych starych dworcow - choc zaniedbanych, zeby nie
powiedziec w ruinie. w Elku wszedlem jeszcze na dworzec, po czym przesiadlem
sie na pociag w kierunku Gizycka. gdzies tam z okna widzialem kolejke, ale
tym razem ona nie byla celem mojej podrozy - zreszta chyba nie jezdzi
planowo (?). zdumienie na mojej twarzy wywolala Ol49 wylaniajaca sie z
ciemnosci panujacych na stacji Stare Juchy. i wreszcie Gizycko 21:00...

odnowione i przytulne wnetrze dworca odcinalo sie od widoku wszystkich
ruinek po drodze. w miescie duzo turystow, zabawy, wesole miasteczko,
knajpki. stolica Mazur? w kazdym razie nie pomylilem sie w wyborze
miejscowosci na nocleg.

16.08.

dzien zaczalem od sesji zdjeciowej przy moscie obrotowym (drogowym) w
Gizycku. (nad Kanalem Luczanskim): fantastyczny zabytek techniki,
przywrocony do zycia w latach 90-tych. polecam wszystkim MK. a wracajac do
linii kolejowej, to przebiega ona bardzo ciekawie przez miasto i jest wiele
ciekawych miejsc do fotografowania. szkoda, ze nie moglem zatrzymac sie tam
dluzej - moze kiedys...

tymczasem w porcie czekal juz na mnie planowy statek Zeglugi Mazurskiej
(9:00) do Rucianego Nidy. port jest duzy, wyglada to tak jak nad morzem, hmm
jak w Helu na przyklad. no a za nim ogromne Jezioro Niegocin. bilet do
Rucianego kosztuje 50 zl/ 65 zl. obsluga sympatyczna, a plynie sie przez
kilka jezior i kanalow. nad kanalami sa mosty do sfocenia, niestety brak tu
sluz i innych porazajacych urzadzen hydrotechnicznych. jedynie przed samym
Rucianym polozona jest Sluza Guzianka wzbudzajaca emocje zarowno wsrod
podrozujacych statkiem, jak i wsrod tlumow ludzi (!) na moscie przy sluzie.
u mnie, Podroznego z Wroclawia, zadnych emocji nie wzbudzila - wszak we
Wroclawiu tych "sluz jak mrowkow" i duzo ladniejszych niz owa Guzianka. inne
bylo to, ze sciany sluzy byly ukosne - dziwne i chyba niepraktyczne
rozwiazanie.

krajobraz Mazur jak zwykle byl inny, niz to sobie przez lata wyobrazalem. po
pierwsze jest tam zbyt plasko niz bym oczekiwal. w tym kontekscie jednak
Pomorze, a Kaszuby zwlaszcza sa DUZO ladniejsze. za duzo bylo tez brzegow
niezalesionych (pola uprawne), dopiero w okolicach Rucianego plywalo sie juz
"po lesie" i tam bylo najfajniej. duze jeziora przypominaly mi wielkie
kaluze pozostale po roztopieniu lodowca. z koleji dlugie jeziora (jak
Beldany) przypominaly bardzo szeroka rzeke (Dunaj?). i chyba wlasnie odcinek
z Mikolajek przez Beldany do Rucianego uznalbym za najladniejszy. za to
"kaluza wsrod pol" Niegocin przy Gizycku jakos nie przypadl mi do gustu.

i widok Mikolajek z wody!!! tego nie zapomina sie do konca zycia! Mikolajki
sa cudne!!! m.in. mozna obfotografowac dlugi most kolejowy po ktorym dzien
wczesniej przejezdzalem w pietrusie. ale poza mostem takze 2 inne, duzo
starych domkow i nowej stylizowanej zabudowy, duzo muru pruskiego,
czerwonych dachow itp. miodzio, miodzio, miodzio.

statek po dobiciu do Mikolajek, wymienia pasazerow i plynie dalej na
Sniardwy. po czym wraca ze Sniardew. potem jest przerwa od 13:30 do 14:20
(mozna polazic po Mikolajkach). po przerwie wyrusza dalej do Rucianego,
mijajac m.in. prom drogowy kolo Wierzby. moj statek tak naprawde wyplynal z
Mikolajek ok. 14:35 - dzieki temu widzialem przejezdzajacy po moscie pociag
do Olsztyna. niestety, bedac juz na statku, widzialem tylko zestawy kolowe
przejezdzajacego pociagu, bo dwa pozostale mosty zaslanialy mi tamten :)

opoznienie z Mikolajek spowodowalo, ze bylismy takze spoznieni na Sluzie
Guzianka i musielismy tam dlugo czekac. w efekcie w Rucianym zamiast o 16:30
bylem ok. 17:15. na miejscu interesujacy most kolejowy na kanalem do Jeziora
Nidzkiego. statek mial plynac dalej na owo jezioro, ale ja nie mialem juz
ani sily, ani czasu i udalem sie na dworzec, brzydki i przerobiony.

stamtad o 17:41 pojechalem do Pisza, gdzie zastalem jeszcze brzydsza bude
udajaca dworzec. sklad ciagnela SM42 (!), a juz myslalem ze odpoczne na tym
wyjezdzie od nachalnego i uprzykrzonego widoku stonek :-) w Piszu oblot i
pociag potoczyl sie do Elku. trasa bardzo ladna i tajemnicza, wsrod lasow
Puszczy Piskiej. tylko te dworce... nie lepsze niz Pisz i Ruciane Nida.
mialem wrazenie, ze kiedys wzdluz linii lecial bombowiec i zbomabardowal
wszystkie dworce :(   tylko Szczytno sie ostalo i cos tam moze jeszcze.

zobaczylem szlak Wielkich Jezior Mazurskich, zwiedzilem linie
Olsztyn-Mikolajki-Elk, Elk-Gizycko, Pisz-Olsztyn oraz Olsztyn- Jablonowo
Pomorskie (do Jablonowa jechalem juz kiedys), po czym odjechalem w kierunku
Torunia. w tamtych okolicach odwiedzilem rodzine i...

17.08.

...i nastepnego dnia odjechalem do Wroclawia. niektorzy mieszkancy
przedzialow sa niemozliwi, jakby ich z lasu wypuscili, ehh.

zdravim!

Podrozny


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

[prasa] Szyny donikad


| Wpisany jest przebieg w terenie i budowle. Przebieg ZTCW na podstawie
| działek geodezyjnych.

Co nie zmienia faktu, iz:
1. chodzi o linie a nie o działki bo to ona jest zabytkiem a nie ziemia na
której leży
2. oprócz działek geodezyjnych to nic innego tam w zasadzie nie zostało.


A owszem, zostało:
-wiadukty
-mosty
-przepusty
-nasypy
-budynki stacyjne: Gliwice Trynek (do kapitalnego remontu), Nieborowice,
Pilchowice Bierawka, Pilchowice, Stanica (wszystkie zamieszkałe, w dobrym
stanie), Rudy Wielkie vel Raciborskie (wiadomo, co tam jest), Paproć
(zamieszkały) - reszty szlaku nie znam
-tory stacyjne w Nieborowicach, kompletny i przejezdny szlak na odcinku 1 km
przed Stanicą - Rudy - Paproć (ok. 7 km), 80% toru szlakowego na odcinku
Rudy - Markowice Raciborskie, kompletne tory stacyjne na tym samym odcinku

| Słówka mi się poplątały:-) Nigdy Ci się to nie zdarzyło??:-))

| Zdarzyło się, ale dalej nie wiem, co z tym maja wspólnego Katowice.

Wierzyłem, że całość GKW została wpisana do rejestu zabytków... aczkolwiek
widze, że tak nie jest szkoda:-( W końcu to zabytek epoki.


Jeśli mamy być dokładni i skrupulatni, to ani cal GKW nie jest w rejestrze
zabytków. Kolej Gliwice - Racibórz jest odrębną koleją i została "doklejona"
do GKW w roku 1947 (bodajże).

| Sama wiara nam nie wystarczy. Szczególnie jak zadecydują o likwidacji
GKW.


GKW wraz z całą Dyrekcją Kolei Dojazdowych są w likwidacji od zeszłego roku.

| Ależ GKW i inne wąskie są już od jakiegoś czasu w likwidacji.

No widzisz... pewnego pieknego dnia przyjdzie gość, który powie "koniec
balu" i sprzeda całość sprzetu do hut a place pod hipermarkety. To czego
nie
da się sprzedać zostawi ... miedzy innymi linie rudzką, gdzie prócz
działek
to i tak wszystko zostało rozszabrowane.


O tym, co zostało - powyżej

Gminy poprzejmowały to "nic". Zwłaszcza Pilchowice, w których jak wiadomo
mieszka 10 mln ludzi i wszystkie sieci hipermarketów po prostu śnią o tym,
by się tam czym prędzej zainstalować.
A tak poważnie - wykaz gmin, które przejęły majątek kolei to: Pilchowice,
Kuźnia Raciborska (lokomotywownia, tabor)
Gminy, które lada moment przejmą mienie kolei: Chorzów, Bytom, Tarnowskie
Góry, Miasteczko Śląskie.
Gmina, która rozważa taki krok: Gliwice

| tedy będzie "po ptokach". Musimy się chyba z tym liczyć... zwłaszcza
teraz

Znasz przysłowie "i z próżnego Salomon nie naleje"? Później może się
okazać,
że nie będzie czego odbudowywać. Nie da się mieć wszystkiego - zrozumcie.
Aby coś zachować trzeba czasami iść na kompromis i poświęcić co nie co aby
została uchowana większa całość. Jeśli będziemy w taki sposób postępowali
utracimy wszystko. Zgodnie ze słowami pewnej piosenki "ratujmy co się


da!".

Kiedyś wszystko się skończy. Tylko czy mamy siedzieć z założonymi rękami i
czekać na szybki koniec, czy też włożyć trochę wysiłku i zapobiec szybkiemu
końcowi?
A powiedz mi jedno - co mamy poświęcić? Odpuszczenie sobie linii do Rud nic
a nic nie wpłynie na poprawę sytuacji linii Siemianowice - Bytom -
Miasteczko (na której ciężko pracuję, by jej koniec był jak naj
odleglejszy). Gdzie Rzym, a gdzie Krym? Z Rud do Bytomia jest ponad 40 km.
Tak, ratujmy co się da. Właśnie to robimy!!! Właśnie takie łatwe
odpuszczanie sobie, odpuszczanie bez chociażby próby walki i odrobiny
wysiłku poprowadzi nas to tego, że utracimy wszystko.

Wiem, że super byłoby gdyby udało się uratować wszystkie kolejki, wszystki
linie ...ale to jest fizycznie nie mozliwe. Koszta są zbyt wielkie aby
samorządy i stowarzyszenia mogły je udźwignąć.


Tu, niestety, zgadzam się z Tobą.

| Kolejki muszą jeździć i tylko to się teraz liczy.

Pamiętaj, że "jazda" sama w sobie nie zawsze uratuje linie. Ważniejsze
byłoby teraz finansowe zabezpieczenie przyszłości kolejki od tego aby ona
jeździła. Jeśli będzie kapitał bedzie i kolejka...nie będzie kapitału nie
bedzie kolejki.


Tylko jeżdżąca kolej produkuje pieniądze.
Oczywiście pomijam dosyć skromne wpływy z  jakichś muzeów wąskotorówek i
ewentualnego wynajmu pomieszczeń. Nota bene na GKW nie ma nawet czego
wynajmować. Wszystko, co jest, jest zagospodarowane na potrzeby kolei
(warsztaty, lokomotywownia)

Coś oprócz poparcia dostała GKW od samorządów? Poparcie w tym wypadku
powinno być mierzone zasileniem kont GKW na dalsze funkcjonowanie. To, że
jakiś burmistrz powiedział popieram i dał dwa grosze na paliwo nie jest
równoznaczne wg. mnie z chęciął inwestycji i długoplanowych rozwiązań
systemowych w komunikacji przez daną jednostkę samorządową.


Najpierw musimy wykazać, że jesteśmy wiarygodni i podołamy nieprostemu, w
końcu, zadaniu. Że nie zmarnotrawimy przekazanych nam funduszy. Jeśli
uruchomimy GKW (a jeśli diabeł nie zamiesza ogonem nastąpi to wkrótce), to
znaczy, że mimo ciężkich warunków poradziliśmy sobie.
Obecnym zadaniem GKW ma być wożenie ludzi w celach rozrywkowo -
turystycznych, a nie uczynienie jej składnikiem systemu komunikacyjnego
GOP-u. Nie ma ku temu warunków, choć istnieje ładny, acz nierealny z powodów
finansowych projekt GKW 2000 (vide www.gkw.prv.pl)

| Teraz chodzi o utrzymanie tego co jest, na rozwój przyjdzie czas za 5,
10,
| 20 lat.

Albo i nie. Z tego co widze kolejka bardziej przeszkadza. Za 5, 10 lat po
całej kolejce może pozostać jedynie fotografia w pięknym albumie. Nie
lepiej
aby z lini rudzkiej pozostała fotografia a reszta GKW się turlała i
ewentualnie rozbudowała????


Jeszcze raz powtarzam - GKW ma się nijak do reszty wąskotorówki w GOP-ie.
I właśnie proponowane przez Ciebie "odpuszczenie sobie" prowadzi do tego, że
już za rok zostanie tylko album.

| Ale nie ma nic za doarmo... do tego o czym pisze potrzeba jest kupa
| szmalu....skąd tylko go zdobyć??? Najprostrzy sposób to
prywatyzacja...na

| Raczej komunalizacja.

Komunalizacja...hm to wg mnie następny gwóźdź do trumny GKW. Własność
komunalna to własność miasta czyli nas wszystkich tworzących społeczność
miejską czyli jak włsność wszystkich to własność niczyja. Nikt nie będzie
się troszczył w urzędach o GKW. O wiele lepiej byłoby gdyby był konkretny,
komercyjny właściciel (Z PASJĄ w dodatku) kolejki. On naprawdę lepiej
zatroszczyłby się o interes kolejki.


Wszyscy dotychczasowi kandydaci chcieli kolej tylko po to, by ją zezłomować.
NIKT nie myślał o prowadzeniu ruchu. Z resztą fakt pojawienia się na
negocjacjach w urzędzie miejskich dwóch stowarzyszeń i nikogo więcej mówi
sam za siebie. A poza tym pytam - czy my jesteśmy tylko kupą nieudanych
amatorów? Jeśliśmy się zabrali za rewitalizację wąskotorówki, to znaczy, że
mamy pomysł i środki, by tego dokonać. Najpierw ruch turystycznyj, a potem
(po rozwiązaniu wszystkich problemów prawnych) być może i towarowy.

| Zapraszam do pomocy. My co weekend jesteśmy w Bytomiu, koledzy w Rogowie
i
| Nowym Dworze Gdańskim.

Wiesz powim Ci szczerze ...tylko się nie obraź...bo nie mam zamiaru Ciebie
obrazić.
Powiedz mi kto jest właścicielem GKW? Wy? Chyba nie. Wy tylko opiekujecie
się i niejako zarządzacie (w dodatku NIEJAKO) kolejką. Jeśli nie Wy
jesteście właścicielem to nie mam najmniejszego zamiaru pomagać w
odbudowie
ani remoncie GKW. Nie kiwne palcem. Dlaczego?
Bo nie chce aby później jakiś dupek przyszed ze świstkiem papieru od
organu
założycielskiego, bądź właściciela i pokazując środkowy palec swojej lewej
dłoni powiedział "idźcie sobie stąd bo tera ja tu rządze". A jest bardzo
prawdopodobne w naszych realiach. Narobicie się jak woły, uporządkujecie,
odremontujecie to wszystko po to aby za jakiś czas ktoś Wam to odebrał i
na
nowo rozszabrował. Jeśli Wy staniecie się właścicielem to nie mam
sprawy..mogę pomóc i świtnie w dodatku bawiąc się przy tym zrobiłbym coś
dla
GKW bo wiem na co pracuje i dla jakiego szczytnego celu. Natomiast nie mam
zamiaru robić tylko po to aby ktoś później to rozbebeszył.


No to chyba nie znasz prawdziwego znaczenia słowa "pasja". My jesteśmy
pasjonatami, i doskonale wiemy, że siedzenie na tyłku i czekanie aż się
sprawa wyjaśni doprowadziłoby do tego, że w tym roku nie ruszylibyśmy z
przewozami.  A w przyszłym, to moglibyśmy tylko zamówić nekrolog "Tu
spoczywają smętne resztki GKW. Zakończyła żywot w wieku lat 148.". Resztę
załatwiliby złodzieje. A tak poważnie - bez naszej pracy już jesienią nie
byłoby czego remontować.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w naszym kraju wszystko jest możliwe, i
mało bo mało, ale jest prawdopodobne, że dostaniemy kiedyś kopa w d... Ale
jak już pisałem - gdybyśmy już w tej chwili nie działali, to jeszcze przed
zimą nic by nie zostało. Doskonale znam skale kradzieży, bo tak się składa,
że często robię obchody.

| Kiedyś to człowiek poleci do innego układu słonecznego. Pomówmy jednak
| narazie o realiach. Kiedyś to za ile? Za 5, za 10, za 25 lat? Ma ktoś
| jakiś

| Realia, są takie, że trzeba pouzupełniać ubytki i puścić pociągi z
| letniakami. I w chwili obecnej nie ma innych planów.


Dokładnie

To są takie akuratnie działania dla podtrzymania GKW na chodzie.

| szerszy plan odbudowy i rozbudowy GKW trzymający się kupy i
zatwierdzony
| przez organ założycielski.????

| Jaki plan?/ Kolega chyba w ogóle  nie zna realiów GKW :-((

No własnie..brak strategi z powodu nie pewnej przyszłości GKW.:-(

| Lepiej wykorzystać tyle ile się da aby pozostałą część


...

więcej »

[prasa] Szyny donikad


Gminy poprzejmowały to "nic". Zwłaszcza Pilchowice, w których jak wiadomo
mieszka 10 mln ludzi i wszystkie sieci hipermarketów po prostu śnią o tym,
by się tam czym prędzej zainstalować.
A tak poważnie - wykaz gmin, które przejęły majątek kolei to: Pilchowice,
Kuźnia Raciborska (lokomotywownia, tabor)
Gminy, które lada moment przejmą mienie kolei: Chorzów, Bytom, Tarnowskie
Góry, Miasteczko Śląskie.
Gmina, która rozważa taki krok: Gliwice


No rzeczywiście dużo pozostało - parę budynków (szczego część do remontu) i
parę kilometrów szlaku. Reszta to grunty, nasypy i przeprawy. Szczególnie,
że za parę lat z części metalowych tego szlaku może nic nie zostanie.
Szabrowików mało co obchodzim rejestr zabytków. A zaiste Gliwice to nędzna
dziura zabita dechamy gdzie metr kw. powierzchni nie jest wart złamanego
grosza. Bojków, Racibórz podobnie:-)
Nie łudzmy się - odcinek o którym mówimy ma naprawdę nie wielkie szanse na
to, że zostanie odbudowany. Szczerze - ja twierdze, że już nigdy nie
pojedzie tamtedy kolejka całą długością trasy. Autostrada załatwi wszystko
na amen. Nikt nie będzie budował przeprawy przez autostradę dla czegoś co
nie funcjonuje i ma małe szanse aby w ogóle zaistniało w najbliższych
latach. Jedna taka przeprawa przez "autobane" to 500 tyś zł. Który inwestor
będzie chciał dorzucić sobie kosztów. A i konserwator nie będzie miał ochoty
walczyć z czymś co jest popierane rękoma i nogami przez rząd w Warszawie i
sejmik wojewódzki na Śląsku. To byłoby samobójstwo z jego strony.
Kwestią czasu jest definitywny koniec tej trasy. Tak więc nie lepiej jest
maksymalnie wykorzystać z niej to co się da aby pozostałą część sieci 785 mm
uratować.

Kiedyś wszystko się skończy. Tylko czy mamy siedzieć z założonymi rękami i
czekać na szybki koniec, czy też włożyć trochę wysiłku i zapobiec szybkiemu
końcowi?


Nie nie należy siedzieć z założonymi rękami i czekać na koniec smucąc pod
nosem bez sensu. Ale też awanturować się o wszystkie części GKW. Uznają Was
w końcu za krzykaczy i na tym się skończy. Rozsądnie pomyślmy o tym co jest
najważniejsze, o tym co jeszcze funkcjonuje i da się uratować.

A powiedz mi jedno - co mamy poświęcić? Odpuszczenie sobie linii do Rud nic
a nic nie wpłynie na poprawę sytuacji linii Siemianowice - Bytom -
Miasteczko (na której ciężko pracuję, by jej koniec był jak naj
odleglejszy). Gdzie Rzym, a gdzie Krym?


Odpuszczenie sobie trasy można przełożyć zawsze na wartość pieniężną, która
możne pomóc innym częściom kolejki. Do tego jednak trzeba pomyślunku i
sprzyjających wiatrów:-)

Z Rud do Bytomia jest ponad 40 km.
Tak, ratujmy co się da. Właśnie to robimy!!! Właśnie takie łatwe
odpuszczanie sobie, odpuszczanie bez chociażby próby walki i odrobiny
wysiłku poprowadzi nas to tego, że utracimy wszystko.


Nie mówię aby zaprzestać w ogóle walki. Mówię tylko aby skoncentrować się na
tym aby zachowane zostały elementy jeszcze istniejące i funkcjonujące.

Tylko jeżdżąca kolej produkuje pieniądze.
Oczywiście pomijam dosyć skromne wpływy z  jakichś muzeów wąskotorówek i
ewentualnego wynajmu pomieszczeń. Nota bene na GKW nie ma nawet czego
wynajmować. Wszystko, co jest, jest zagospodarowane na potrzeby kolei
(warsztaty, lokomotywownia)


Szkoda, że nie moze wynajmować.

Najpierw musimy wykazać, że jesteśmy wiarygodni i podołamy nieprostemu, w
końcu, zadaniu. Że nie zmarnotrawimy przekazanych nam funduszy. Jeśli
uruchomimy GKW (a jeśli diabeł nie zamiesza ogonem nastąpi to wkrótce), to
znaczy, że mimo ciężkich warunków poradziliśmy sobie.


Mam nadzieje, że druga strona okaże się równie wiarygodna i nie usunie Was
po wyremontowaniu niektórych odcinków z GKW.
Jwednakże nie mamcie innego wyjścia jak zaufać im i wykazać się w tym, iż
potraficie zdolnie zarządzać i opiekować się kolejką.

Obecnym zadaniem GKW ma być wożenie ludzi w celach rozrywkowo -
turystycznych, a nie uczynienie jej składnikiem systemu komunikacyjnego
GOP-u. Nie ma ku temu warunków, choć istnieje ładny, acz nierealny z
powodów
finansowych projekt GKW 2000 (vide www.gkw.prv.pl)


Widziałem...rzeczywiście nierealny. Szkoda, że nie da się uruchomić żadnego
brutta:-) Wiem, wiem...to już nie te czasy. Przemysł ciężki padł i mało kto
ma ochotę korzystania z GKW jako przewoźnika towarowego.

No to chyba nie znasz prawdziwego znaczenia słowa "pasja". My jesteśmy
pasjonatami, i doskonale wiemy, że siedzenie na tyłku i czekanie aż się
sprawa wyjaśni doprowadziłoby do tego, że w tym roku nie ruszylibyśmy z
przewozami.


Ale nie jesteście właścicielami tego przybytku. Opiekujecie się nim tylko.
Nie zaprzeczam wcale temu, że jesteście pasjonatami. Ale pamietajcie, że to
czym się opiekujecie ma właściciela, który raczej nie ma odjechane na
punkcie ratowania kolejki. Naprawdę możecie się narobić jak wariaci i ktoś
przyjdzie później w świetle prawa Wam to odebrać. I co wtedy...serce by mi
pękło gdyby mnie takie coś spotkało.

A w przyszłym, to moglibyśmy tylko zamówić nekrolog "Tu
spoczywają smętne resztki GKW. Zakończyła żywot w wieku lat 148.". Resztę
załatwiliby złodzieje. A tak poważnie - bez naszej pracy już jesienią nie
byłoby czego remontować.


Masz racje, że wiele wnieścliście pozytwywnego, że uratowaliście kolejke
przed dewastacją.Ale czy doceni to urzędnik??? Czy właściciel prawny nie
przyjdzie za miesiąc aby odebrać Wam możliwość działania i nie sprzeda tego
"w pizdu" na złom??????

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w naszym kraju wszystko jest możliwe, i
mało bo mało, ale jest prawdopodobne, że dostaniemy kiedyś kopa w d...


Prawdopodobieństwo tego jest dość wysokie...nie jest bynajmniej małe.

Ale
jak już pisałem - gdybyśmy już w tej chwili nie działali, to jeszcze przed
zimą nic by nie zostało. Doskonale znam skale kradzieży, bo tak się składa,
że często robię obchody.


Ale czy ma to sens, że się narobisz, włożysz serce w to i nagle ktoś
przyjdzie i Ci to zabierze????

[ciach]

GKW jest w okresie rekonwalescencji po ciężkiej chorobie i licznych
amputacjach.


W dodatku cały czas reanimowana.

Wpadnij, wpadnij, zobaczysz żwawego trupa (cha, cha, to robaki się w nim
ruszją)


Nie ma sprawy przyjadę popatrzeć:-)))))) Uwielbiam czarny humor:-))))))

piotr

O nowym rj

http://www.komunikacja.krakow.pl/prasa/kraj/?art=200410113&PHPSESSID=...
756c636cddfdc25ae4d411289

CZĘSTOCHOWA. Piąty w ciągu dnia pociąg do Warszawy i brak, nawet z
przesiadką, połączeń z Poznaniem

Piąty w ciągu dnia pociąg do Warszawy i brak, nawet z przesiadką, połączeń z
Poznaniem - to główne nowinki rozkładu jazdy, który wejdzie w życie 12
grudnia.
Rozwiały się na szczęście czarne chmury wiszące nad Częstochową za sprawą
planu przejęcia dalekobieżnych połączeń przez spółkę PKP InterCity. Z
przygotowanego już rozkładu wynikało, że z linii warszawsko-wiedeńskiej
znikną wszystkie połączenia relacji stolica - śląsk przez Częstochowę, a
więc konkurujące z ekspresami. W praktyce mielibyśmy wówczas tylko jeden
pociąg do Warszawy rano, a drugi wieczorem.

Na szczęście dla Częstochowy pociągi dalekobieżne zostały przy Przewozach
Regionalnych. Nie jest więc gorzej, a w przypadku połączenia ze stolicą -
nawet lepiej.

Na Podlasie Narwią

12 grudnia zacznie jeździć nowy pociąg Legnica - Wrocław - Częstochowa -
Warszawa o nazwie "Wrocławianin". - W kierunku stolicy odjedzie o 11.34, a w
drodze powrotnej zawita do nas o 16.10. Zniknie dzięki temu luka w
połączeniach z Warszawą ciągu dnia - mówi Jacek Czarnecki z PKP w
Częstochowie.

Mniejsze znaczenie ma metamorfoza pociągu "Podlasie" w "Narew". Nadal będzie
jeździł na Podlasie, ale nie do Terespola, lecz do Białegostoku.

Antywiedeńska Łódź

W nowym rozkładzie Częstochowa miała też zyskać dodatkowy pociąg do Łodzi i
Krakowa. Przewozy Regionalne chciały bowiem przerzucić na "wiedenkę"
pospiesznego "Reymonta", łączącego dotąd dwie polskie metropolie przez
Centralną Magistralę Kolejową. Ale "antywiedeńska" kampania rozpętana w
łódzkiej prasie okazała się niestety skuteczna i "Reymonta" nie zobaczymy.

O co szło łodzianom? Twierdzili, że przez Częstochowę będą jeździć na Wawel
o 40 minut dłużej. Tyle tylko że porównywali czas jazdy z pociągiem o nazwie
"Stoczniowiec", poruszającym się faktycznie dość wolno (rusza z Łodzi z
Dworca Kaliskiego, co oznacza, że musi objeżdżać całe miasto; z kolei w
Częstochowie stoi długo, bo odczepiana jest tu część wagonów, ekspediowanych
potem do Katowic). Gdyby jednak "Reymonta" skonfrontować z "Sukiennicami"
relacji Łódź Fabryczna - Częstochowa - Kraków, to okaże się, że te ostatnie

sekund toczyła się gra.

W tej sytuacji jedyną zmianą na trasie krakowskiej będzie inna trasa pociągu
"Giewont". Zamiast przez Koniecpol, pojedzie przez Zawiercie. Czas jazdy
pozostanie taki sam.

Do Poznania autostopem

A teraz całkiem zła wiadomość: oddalamy się od Wielkopolski. Pociągi
kursujące dotąd z Katowic do Poznania przez Lubliniec - tu częstochowianie
łapali przesiadkę - pojadą od grudnia inną trasą. Dłuższą, bo przez Wrocław,
ale szybszą, gdyż przystosowaną do prędkości 160 km/h.

Z tego samego powodu nie zobaczymy już na Stradomiu słynnego "włóczęgi",
czyli pociągu Przemyśl - Kraków - Poznań - Szczecin - świnoujście, bijącego
krajowy rekord długości trasy. "Przemyślanin" ma kursować przez Katowice i
Wrocław.

Chcąc wypełnić lukę na dotychczasowym szlaku, poznańska PKP uruchomi własne
pociągi z Poznania, ale dotrą one tylko do granicy województwa
wielkopolskiego (do Wielunia). Z kolei śląskie składy dojadą do Janinowa,
zaledwie 24 km przed... Wieluniem. Dalej wcina się pechowo woj. łódzkie,
zupełnie niezainteresowane dofinansowaniem kursujących, niejako tranzytem,
pociągów.

W-igraszki

Zmiany nie ominą tym razem dwóch, jeżdżących od zawsze sezonowych pociągów.
"Wigry" z Gliwic i "Pogoria" z Raciborza połączone zostaną w jeden skład,
kursujący z Bielska-Białej. Po przyjeździe do Warszawy część wagonów pomknie
jak dawna "Pogoria", do Ełku przez Olsztyn, a pozostałe popędzą przez
Białystok do Suwałk wzorem tradycyjnych "Wigier".

W inne turystyczne rejony północnej Polski - do Kołobrzegu, Szczecina, Łeby
i Helu - też dostaniemy się niestety tylko latem. Całoroczne połączenia
zachowamy tylko z Gdynią (przez Łódź).

Agonia szabrownika

Przed rokiem Częstochowa powróciła do elitarnej grupy miast posiadających
międzynarodowe połączenia kolejowe. Nie na długo: w nowym rozkładzie nie
będzie już pociągu do Drezna. ściślej: pociąg ma nadal kursować, ale bez
wagonów do stolicy Saksonii (pozostałe jadą do Jeleniej Góry i Kłodzka).

Na linii wschód - zachód zniknie też dzienny pociąg Kielce - Wrocław. Jego
miejsce, ale tylko na odcinku Częstochowa - Dolny śląsk, zajmie
"Wrocławianin" z Warszawy.

Żywot powoli kończy słynny niegdyś "szabrownik". Ten osobowy pociąg z Kielc
przez Częstochowę do Wrocławia uruchomiono zaraz po wojnie. To nim zwożono z
tzw. ziem odzyskanych różnorakie dobra. Połączenie utrzymywało się latami,
aż wreszcie przed kilku laty skrócono trasę do odcinka Częstochowa -
Wrocław. Od 12 grudnia pociąg dojedzie tylko do Kluczborka.

Tu nie zaszła zmiana

Na najbardziej popularnej trasie do Katowic PKP nie przygotowała
częstochowianom niespodzianek. Poza jedną: pociąg Gdynia - śląsk zamiast
przejeżdżać przez Częstochowę w środku nocy zawita do nas o 7.48. Dzięki
temu zyskamy dodatkowe, poranne połączenie z Katowicami.

Odjazdy z Częstochowy: 5.10, 7.40, 11.34, 16.28, 19.19

Przyjazdy do Częstochowy: 9.05, 13.15, 16.10, 18.14, 21.09

O nowym rj

http://www.komunikacja.krakow.pl/prasa/kraj/?art=200410113&PHPSESSID=...
756c636cddfdc25ae4d411289

CZĘSTOCHOWA. Piąty w ciągu dnia pociąg do Warszawy i brak, nawet z
przesiadką, połączeń z Poznaniem

Piąty w ciągu dnia pociąg do Warszawy i brak, nawet z przesiadką, połączeń z
Poznaniem - to główne nowinki rozkładu jazdy, który wejdzie w życie 12
grudnia.
Rozwiały się na szczęście czarne chmury wiszące nad Częstochową za sprawą
planu przejęcia dalekobieżnych połączeń przez spółkę PKP InterCity. Z
przygotowanego już rozkładu wynikało, że z linii warszawsko-wiedeńskiej
znikną wszystkie połączenia relacji stolica - śląsk przez Częstochowę, a
więc konkurujące z ekspresami. W praktyce mielibyśmy wówczas tylko jeden
pociąg do Warszawy rano, a drugi wieczorem.

Na szczęście dla Częstochowy pociągi dalekobieżne zostały przy Przewozach
Regionalnych. Nie jest więc gorzej, a w przypadku połączenia ze stolicą -
nawet lepiej.

Na Podlasie Narwią

12 grudnia zacznie jeździć nowy pociąg Legnica - Wrocław - Częstochowa -
Warszawa o nazwie "Wrocławianin". - W kierunku stolicy odjedzie o 11.34, a w
drodze powrotnej zawita do nas o 16.10. Zniknie dzięki temu luka w
połączeniach z Warszawą ciągu dnia - mówi Jacek Czarnecki z PKP w
Częstochowie.

Mniejsze znaczenie ma metamorfoza pociągu "Podlasie" w "Narew". Nadal będzie
jeździł na Podlasie, ale nie do Terespola, lecz do Białegostoku.

Antywiedeńska Łódź

W nowym rozkładzie Częstochowa miała też zyskać dodatkowy pociąg do Łodzi i
Krakowa. Przewozy Regionalne chciały bowiem przerzucić na "wiedenkę"
pospiesznego "Reymonta", łączącego dotąd dwie polskie metropolie przez
Centralną Magistralę Kolejową. Ale "antywiedeńska" kampania rozpętana w
łódzkiej prasie okazała się niestety skuteczna i "Reymonta" nie zobaczymy.

O co szło łodzianom? Twierdzili, że przez Częstochowę będą jeździć na Wawel
o 40 minut dłużej. Tyle tylko że porównywali czas jazdy z pociągiem o nazwie
"Stoczniowiec", poruszającym się faktycznie dość wolno (rusza z Łodzi z
Dworca Kaliskiego, co oznacza, że musi objeżdżać całe miasto; z kolei w
Częstochowie stoi długo, bo odczepiana jest tu część wagonów, ekspediowanych
potem do Katowic). Gdyby jednak "Reymonta" skonfrontować z "Sukiennicami"
relacji Łódź Fabryczna - Częstochowa - Kraków, to okaże się, że te ostatnie

sekund toczyła się gra.

W tej sytuacji jedyną zmianą na trasie krakowskiej będzie inna trasa pociągu
"Giewont". Zamiast przez Koniecpol, pojedzie przez Zawiercie. Czas jazdy
pozostanie taki sam.

Do Poznania autostopem

A teraz całkiem zła wiadomość: oddalamy się od Wielkopolski. Pociągi
kursujące dotąd z Katowic do Poznania przez Lubliniec - tu częstochowianie
łapali przesiadkę - pojadą od grudnia inną trasą. Dłuższą, bo przez Wrocław,
ale szybszą, gdyż przystosowaną do prędkości 160 km/h.


I dobrze że jest odwołany bo mało kto z tego pociągu korzystał zwłaszcza w
kierunku Poznania . Przedewszystkim pasazerów zniecheca czas przejazdu tego
pociągu ( przeszlo 6h ) a taki poc . Katowice - Kołobrzeg na odc K-ce - Poznań
przeszło 7h !  

Z tego samego powodu nie zobaczymy już na Stradomiu słynnego "włóczęgi",
czyli pociągu Przemyśl - Kraków - Poznań - Szczecin - świnoujście, bijącego
krajowy rekord długości trasy. "Przemyślanin" ma kursować przez Katowice i
Wrocław.

Chcąc wypełnić lukę na dotychczasowym szlaku, poznańska PKP uruchomi własne
pociągi z Poznania, ale dotrą one tylko do granicy województwa
wielkopolskiego (do Wielunia). Z kolei śląskie składy dojadą do Janinowa,
zaledwie 24 km przed... Wieluniem. Dalej wcina się pechowo woj. łódzkie,
zupełnie niezainteresowane dofinansowaniem kursujących, niejako tranzytem,
pociągów.

W-igraszki

Zmiany nie ominą tym razem dwóch, jeżdżących od zawsze sezonowych pociągów.
"Wigry" z Gliwic i "Pogoria" z Raciborza połączone zostaną w jeden skład,
kursujący z Bielska-Białej. Po przyjeździe do Warszawy część wagonów pomknie
jak dawna "Pogoria", do Ełku przez Olsztyn, a pozostałe popędzą przez
Białystok do Suwałk wzorem tradycyjnych "Wigier".

W inne turystyczne rejony północnej Polski - do Kołobrzegu, Szczecina, Łeby
i Helu - też dostaniemy się niestety tylko latem. Całoroczne połączenia
zachowamy tylko z Gdynią (przez Łódź).

Agonia szabrownika

Przed rokiem Częstochowa powróciła do elitarnej grupy miast posiadających
międzynarodowe połączenia kolejowe. Nie na długo: w nowym rozkładzie nie
będzie już pociągu do Drezna. ściślej: pociąg ma nadal kursować, ale bez
wagonów do stolicy Saksonii (pozostałe jadą do Jeleniej Góry i Kłodzka).

Na linii wschód - zachód zniknie też dzienny pociąg Kielce - Wrocław. Jego
miejsce, ale tylko na odcinku Częstochowa - Dolny śląsk, zajmie
"Wrocławianin" z Warszawy.

Żywot powoli kończy słynny niegdyś "szabrownik". Ten osobowy pociąg z Kielc
przez Częstochowę do Wrocławia uruchomiono zaraz po wojnie. To nim zwożono z
tzw. ziem odzyskanych różnorakie dobra. Połączenie utrzymywało się latami,
aż wreszcie przed kilku laty skrócono trasę do odcinka Częstochowa -
Wrocław. Od 12 grudnia pociąg dojedzie tylko do Kluczborka.

Tu nie zaszła zmiana

Na najbardziej popularnej trasie do Katowic PKP nie przygotowała
częstochowianom niespodzianek. Poza jedną: pociąg Gdynia - śląsk zamiast
przejeżdżać przez Częstochowę w środku nocy zawita do nas o 7.48. Dzięki
temu zyskamy dodatkowe, poranne połączenie z Katowicami.

Odjazdy z Częstochowy: 5.10, 7.40, 11.34, 16.28, 19.19

Przyjazdy do Częstochowy: 9.05, 13.15, 16.10, 18.14, 21.09


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl